Ruch poszedł w ruch

Drugi dzień Festiwalu Teatralnego Inqbator dowiódł, że warto było opuścić zatęchły warszawski pokój i przybyć do Ostrołęki do równie zatęchłego pokoju hotelowego. Prowincjonalny festiwal, z którego pod byle pretekstem uciekają gwiazdy teatralne, zamienił się w ciągu jednej nocy w imprezę na poziomie ogólnopolskim o lokalnym zasięgu. Mam jedno wytłumaczenie dla tej transformacji: do głosu doszedł ruch - drugi dzień Festiwalu Teatralnego InQbator Ruchu vol. 2 w Ostrołęce podsumowuje Magdalena Osińska z Nowej Siły Krytycznej.

Teatr ruchu - od pantomimy do tańca współczesnego - ma jedną podstawową zaletę: nie trzeba przeczytać połowy zbiorów Biblioteki Narodowej, żeby go zrozumieć. W zasadzie nie o rozumienie tutaj chodzi, ale o czucie. Ruch to niezapośredniczone emocje i prawda w najczystszej postaci - w końcu gest nie kłamie.

Zaczęło się przaśnie - od klepania bab po dupach. Wystąpił katowicki Teatr Gry i Ludzie z przedstawieniem "Kuglarze", ilustracją średniowiecznych występów wędrownych artystów. Początek nie zapowiadał nic szczególnego, zwłaszcza, że aktorzy w strojach z epoki stadionu dziesięciolecia zabierali małym dziewczynkom stojącym przy scenie różowe czapeczki. Pomyślałam sobie: tanie numery, będzie ciężko. Było ciężko. Się nie śmiać. Nieobyczajny humor naszych dziadów sowizdrzałów wciąż bawi. Kulawa akrobatyka, atleci z zapadniętą klatą, żonglerka marchewkami, przekupny ksiądz zadający na pokutę fellatio (gesty nie kłamią!) i wino lejące się strumieniami. Do tego plucie ogniem, walka ze smokiem na szczudłach i średniowieczne pieśni w dialekcie łacińsko-niemieckim, których nikt nie rozumiał. Ostrołęczanie byli wniebowzięci.

Inqbator przyciągnął do nadnarewskiego miasteczka Polski Teatr Tańca z Poznania, który ma to do siebie, że - jak duża część polskich wybitnych zespołów teatralnych - częściej występuje zagranicą niż w Polsce. PTT wystąpił z trzema rewelacyjnymi spektaklami, ukazującymi najprzeróżniejsze oblicza miłości: "DSM-IV 301.81", "Balladyną" i "Ukradkiem". Niezrozumiała nazwa pierwszego z nich w międzynarodowej klasyfikacji zaburzeń psychicznych oznacza narcystyczne zaburzenia osobowości. Piękny Narcyz w slipach od Macieja Zienia na scenie przebywa w towarzystwie najlepszym z możliwych - swoim. Siebie podziwia, z sobą walczy, z sobą się całuje. Onanizm może nabrać tutaj zupełnie innego wymiaru - samomiłości a nie samogwałtu. Z kolei w "Balladynie" próżno szukać prostego przełożenia dramatu Słowackiego na język ciała. Balladyna i Alina to przede wszystkim samotne, pragnące mężczyzny kobiety, które - budząc się każdego ranka - umierają na brak miłości. Kipiący sadystyczną namiętnością spektakl "Ukradkiem" wzbudził wśród publiczności niemały popłoch, czego dowodem było masowe pstrykanie zdjęć - rumieńców wstydu nie było widać w ciemności, ale widzowie i tak musieli się skryć za profesjonalne aparaty fotograficzne.

Zwieńczeniem drugiego dnia Inqbatora było pantomimiczne przedstawienie "Pandora" Teatru Formy z Wrocławia, który, pomimo późnej pory i ulewnego deszczu, zgromadził na parkingu samochodowym pokaźną grupę wielbicieli talentu Józefa Markockiego - scenarzysty, reżysera i głównego wariata spektaklu. Pandora to nie puszka, ale astronomiczny model Ziemi, klatka, w której jesteśmy więzieni. Istnieją różne wersje mitu o Pandorze, lecz prawie każdy wspomina o jeszcze jednej rzeczy w jej posagu - o nadziei. Markocki włożył tę nadzieję między bajki, skupił się na dojmującej beznadziei. Światem rządzi bezmyślne okrucieństwo, surowość religii nie przynosi wytchnienia, nauka służy totalitaryzmom do zniewalania człowieka, dobro jest tylko dodatkiem - rodzajem lichej paprotki. Ludzie to psy, wariaci albo niedorozwinięci. Bogowie, ładny los nam zgotowaliście - horror gorszy od "Zombie SS".

W Ostrołęce nie ma teatru repertuarowego, nie ma teatru impresaryjnego, ani dla dzieci. W pięćdziesięciotysięcznym mieście nie ma żadnego teatru. Wydawałoby się, że poza oddalonymi o 125 kilometrów warszawskimi scenami nie ma dla ostrołęczan teatralnego zbawienia. Okazuje się jednak, że czasem wystarczy na parkingu narysować białą kredą kwadrat, zamontować kilka reflektorów, napisać maila do paru teatrów z zaproszeniem na obiad domowy i kompot i w ten sposób stworzyć pełnowartościowy polowy teatr uliczny. Trzeba się czasem po prostu ruszyć.

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego