powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Kadisz i leki w duetach

"Romantycy" w reż. Grzegorza Chrapkiewicza w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pisze Anna Czajkowska w serwisie Teatr dla Was.

Hanoch Levin, autor doskonałego "Kruma", którego przybliżył widzom reżyser Krzysztof Warlikowski, a także "Sprzedawcy gumek" "Shitza" czy "Udręki życia", znów spotyka się z warszawską publicznością. 10 maja, na Małej Scenie Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy, odbyła się premiera sztuki po tytułem "Romantycy", w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza. Spektakl opowiada o jesieni ludzkiego życia, ale - jak podkreśla Małgorzata Niemirska, odtwórczyni roli Pogorelki - "jest to sztuka o samotności, nie o starości, nie charakteryzujemy się na ludzi wiekowych. Fenomen sztuk Levina polega na rozpiętości, różnorodności tematów, nie można nigdy określić, czy to jest farsa, czy komedia, czy też dramat". Trudno się z tym nie zgodzić, bowiem Hanoch Levin, to mistrz ironii, groteski zmieszanej z powagą, która przemawia do widza w każdym wieku.

Bohaterowie sztuki, trójka starszych ludzi: Pogorelka, Chajczik i Bonbonel, spotykają się po latach, by snuć wspomnienia, odmawiać kadisz (jedną z najważniejszych modlitw w judaizmie), opowiadać o swych uczuciach, nadziejach, a nade wszystko - o chorobach i przypadłościach, których po siedemdziesięciu latach przeżytych na ziemskim padole nazbierało się sporo. Licytują się, ze szczegółami opisują wstydliwe dolegliwości i objawy, bez wstydu mówią o przeroście prostaty, guzkach i aplikowaniu czopków. Kto da więcej? Wydaje się, że łańcuch chorób nie ma końca .

Jednak autor "Romantyków" nie ogranicza się jedynie do nieco karykaturalnego czy ironicznego spojrzenia na starość oraz niewątpliwie wielce zabawnych dla publiczności, żartobliwych aluzji do zgniłych ciał, ropiejących wrzodów i zatkanych tętniczek. Aktorzy pokazują widzowi ludzi spragnionych miłości, ale i miłością przepełnionych, którzy mimo swych przywar, zdolni są dawać drugiemu człowiekowi dużo ciepła. Małgorzata Niemirska w roli Pogorelki, wciąż sarkając i narzekając, potrafi utulić i pocieszyć swych mężczyzn. Mimo pozornego chłodu, matkuje im i daje poczucie bliskości, tak potrzebne człowiekowi w każdym wieku. Uroczy acz nieznośny Don Juan, były mąż Pogorelki Bonbonel (Zdzisław Wardejn), bez skrępowania przyjmuje owe dowody przywiązania. Pogorelka, nieustannie marudząc, przyciąga też do siebie drugiego zagubionego romantyka, Chajczika (Władysław Kowalski) i znajduje dla niego miejsce w swoim sercu. Niestety, w spektaklu nie brak też pewnych niedociągnięć. Aktorzy, zwłaszcza Małgorzata Niemirska, nie zawsze wypowiadają swe kwestie na tyle głośno, by publiczność słyszała co mówią. Zubaża to odbiór, bowiem poważne konkluzje i poruszające słowa są wypowiadane ciszej, a widzowie wychwytują tylko urywki zdań.

W spektaklu dostrzegam charakterystyczny dla Levina element - ludzkie poszukiwanie nieprzemijalności w pamięci innych oraz strach przed zapomnieniem i "niebyciem", połączone z silną potrzebą bliskości. Można zauważyć, że dla twórców przedstawienia i dla odbiorców to bardzo ludzkie i ważne uczucia.

Cała trójka artystów, kreując postacie pełne ciepłego humoru, ma do przekazania dużo życiowej mądrości, której mogliby im pozazdrościć młodzi i piękni ulubieńcy mediów, świata teatru i filmu. Cóż, że starość, że choroby, ale w duszach i sercach wciąż gra, a w żyłach krąży krew.

Publiczność potrzebuje takiego teatru, sztuk, które mówią właśnie o starości, śmierci i jej miejscu we współczesnym świecie. Dlatego niepokoją słowa reżysera, który mówi: "jestem w takim wieku, że coraz częściej przychodzi świadomość początku końca, zwłaszcza artystycznego. Teatr, który jest w tej chwili modny i dominuje w kulturze, mnie już nie dotyczy - ja go lubię oglądać, ale nie umiem go robić. W związku z tym, to jest też spektakl o moich pożegnaniach z teatrem".