powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Harcerstwo i coś więcej

Temat harcerstwa jest pretekstem do opowieści o losach pewnej idei, która stając się rzeczywistością, coraz bardziej oddala się od zamierzeń twórców - o spektaklu dyplomowym studentów Akademii Teatralnej "Harce młodzieży polskiej" w reż. Remigiusza Brzyka w Teatrze IMKA w Warszawie pisze Katarzyna Niedurny z Nowej Siły Krytycznej.

- Coś mnie męczy - mówi jedna z bohaterek "Harców młodzieży polskiej". Może myśli o krzyżu i zniczach ustawionych przez harcerzy na Krakowskim Przedmieściu, a może o kurtkach potrzebnych dla zuchów. A czy reżysera Remigiusza Brzyka sytuacja ZHP męczyła na tyle, że musiał zrobić o niej spektakl?

Być może jednak wcale nie o harcerstwo chodzi, chociaż to o nim opowiada przedstawienie. Wszystko zaczyna się w 1910 roku we Lwowie. Tam druh Andrzej Małkowski przetłumaczył książkę "Scouting for Boys". To ona zainspirowała go do stworzenia na ziemiach polskich ruchu, którego celem było kształcenie nowoczesnej młodzieży, niezależnie od ich wiary i przekonań. Skauci z nieistniejącego wtedy państwa mogli wyjechać na międzynarodowy zlot. W spektaklu sceny z przeszłości splatają się ze współczesnością. W 2010 "kształcenie nowoczesnej młodzieży" polega na ustawianiu przez harcerzy zniczy na Krakowskim Przedmieściu (ktoś spontanicznie przynosi krzyż zbity z dwóch belek), pakowaniu zakupów w "ekskluzywnych delikatesach na A" oraz udziału w bożonarodzeniowych szopkach, do których wciągają ich politycy. Czasem zastanawiają się, jak do dzisiejszego harcerstwa odniósłby się druh Andrzej.

Czym są więc "Harce..."? Ilustracją sceniczną przewodnika "Harcerstwo dziś i wczoraj"?

Tekst Tadeusza Śpiewaka, budowany m. in. na podstawie sytuacji z życia codziennego położonej obok Teatru IMKA Składnicy Harcerskiej "4 żywioły" oraz wpisów na forach internetowych, pokazuje sytuację harcerstwa - jednego z ważniejszych w Polsce symboli narodowych. Jednak nie tylko. W pierwszej scenie w czasie mszy polowej koło aktorów są ustawione pomniki harcerzy przypominające warszawską figurę Małego Powstańca. Czasem ktoś je przestawia, ktoś inny nakłada na głowy kolorowe imprezowe czapeczki lub hełmy - zależnie od tego, do czego chce młodych ludzi wykorzystać. Andrzej i Olga Małkowscy, zgodne kochające się małżeństwo, inicjatorzy ruchu harcerskiego w Polsce, patrzą na nas cały czas z wielkiej fotografii. Odgrywający ich aktorzy pokazują, że wcale nie byli tacy idealni. Wychodzimy ze strefy mitu.

Dla Remigiusza Brzyka temat harcerstwa jest pretekstem do opowieści o losach pewnej idei, która stając się rzeczywistością, coraz bardziej oddala się od zamierzeń twórców. Wartości zastępowane są przez interesy, a plany - weryfikowane. W jednej ze scen stłoczeni aktorzy ustawiają się do wspólnej fotografii, w rękach trzymają długie patyki wyznaczające jej umowne ramy. Ktoś mówi "nie powinienem tu stać, ale tak chciałem być na tym zdjęciu". Każdy chce. "Harce..." pokazują, że rzeczywistość zapisana w pomniku i fotografii pozbawiona jest złożoności. Tym samym jest prostsza do przyswojenia niż historia.

Scenografia, zaprojektowana przez reżysera przy współpracy z Aleksandrą Hamkało, ciągle się zmienia. Przestawienie stołu, czy włożenie przez Olgę korali przenosi widzów w inną rzeczywistość. Informacje na ekranach dodatkowo wskazują, w jakim czasie rozgrywa się akcja na scenie. Napisy nie są niezbędne - młodzi aktorzy, studenci Akademii Teatralnej, grają bardzo sugestywnie. Julia Rosnowska jako współczesna harcerka i Maria Pawłowska jako Olga Małkowska wprowadzają widzów w dwa czasy spektaklu. Ich rozmowa jest kolejną okazją do weryfikacji mitu. Obie w monologach zadają identyczne pytania. Jak niewiele się zmienia...

Nie wszyscy byli w harcerstwie, nie wszystkich harcerstwo obchodzi. Remigiusza Brzyka prawdopodobnie również nie męczą tak bardzo problemy ZHP. "Harce młodzieży polskiej" nie są skierowane do wąskiej grupy odbiorców. Za ciekawie opowiedzianą historią kryją się pytania, które warto postawić.