powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Gra o wszystko

"Kto się boi Wirginii Woolf" w reż. Mikołaja Grabowskiego w Teatrze IMKA w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

Na razie nie zanosi się na rzeź. Owszem, Marta i George, małżeństwo z długim stażem, nie szczędzą sobie złośliwości. Ona, córka rektora uczelni, wypomina mężowi, szefowi katedry historii, brak ambicji, a on odwdzięcza się docinkami o jej alkoholizmie. Prawdziwa gra w poniżanego zaczyna się dopiero wraz z pojawieniem się nocnych gości - nowego na uczelni biologa z ambicjami i jego głupiutkiej żony. Ich przybycie to okazja do pojedynku, który doprowadzi wszystkich do upokorzenia. "Kto się boi Virginii Woolf", jedna z najlepiej napisanych sztuk amerykańskich w duchu strindbergowskim, gdzie bezwzględna walka płci została rzucona na współczesne tło społeczne, od lat kusi aktorów. Albee oferuje bowiem mięsisty materiał do kreacji nie tylko potworów, lecz także błyskotliwych sadystów, potrafiących łączyć udrękę z zabójczym poczuciem humoru.

Mikołaj Grabowski już trzeci raz podjął się reżyserii tego dramatu i sam - również po raz trzeci, zawsze u boku Iwony Bielskiej jako Marty - wystąpił w roli George'a. Zmieniają się sceniczni partnerzy, a Bielska i Grabowski wracają do tego dramatu, pogłębiając rysunek psychologiczny postaci, wnikając w mroczne zakamarki ich dusz i doprowadzając walkę do perfekcji. Ich spektakl sprzed ćwierć wieku przeszedł do legendy w krakowskim Teatrze STU, a zapewne i ten najnowszy w Imce ma szansę na dobrą pamięć. Bielska z nieposkromioną energią gra kobietę twardą, choć wewnętrznie przerażoną. Wzmaga agresję psychiczną wobec George'a, z celowo smakowanym cynizmem dąży do bezwzględnego panowania nad człowiekiem kochanym i znienawidzonym. Jej pozorny triumf w walce (do niej należy pierwsza runda - "upokorzyć pana domu") już z daleka wygląda na trudno skrywaną rozpacz. George powściąga emocje i przyjmuje ciosy. Kiedy jednak wybuchnie, stanie się niebezpieczny. Zrazu robi wrażenie przegranego, ale to on będzie reżyserem tego spektaklu, do niego należeć będzie druga runda ("dosolić gościom") i wyprowadzenie ostatniego ciosu w trzeciej ("dobrać się do pani domu"). Przy tych dwojgu para gości odgrywa role świadków i instrumentów odwetu. Nick (Tomasz Karolak) początkowo nie może się odnaleźć w sytuacji, udaje kogoś innego, próbuje jak najszybciej zakończyć imprezę. Gdy jednak rozgrywka go wciągnie i sam będzie w niej stawką jako przelotny kochanek Marty, spróbuje się zmierzyć z gospodarzami. To nie może się udać, Nick i jego Żabcia to dopiero zapowiedź możliwości, jakie rozwinęli Marta i George. W tym czworokącie najmniej podmiotową rolę ma Żabcia, ale Magdalena Boczarska potrafi nie tylko ukazać głupiutką, ale wcale chytrą, naturę bohaterki. Na trzylecie działalności IMKA Karolaka sprawiła sobie najlepszy prezent - dojrzały spektakl z przejmującymi postaciami i napięciem, które udziela się publiczności. Wiadomości o śmierci teatru dramatycznego najwyraźniej były przesadzone.