powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Teatralna gimnastyka języka

Najważniejszą rolę odgrywa tu słowo - o spektaklu "Chodź na słówko" w reż. Jerzego Moszkowicza w Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu pisze Justyna Czarnota z Nowej Siły Krytycznej.

"Chodź na słówko" to prosty, zabawny tekst oparty na motywie drogi. Bohaterowie - Kula, która chciałaby być Kurą, oraz Toperz, wahający się, czy powinien zmienić się w Nietoperza, czy Taktoperza - rozczarowani swoim, by tak rzec, językowym kształtem, wyruszają na poszukiwanie kogoś, kto uczyni je bardziej wartościowymi. Któż może pomóc, jeśli nie Język Polski? Ha! Gdyby to było takie łatwe! Język okazuje się bezradny (nie zdoła przecież poprawiać wszystkich błędów!). W dodatku jest chory, bo użytkownicy ciągle go kaleczą. Daje za to poszukiwaczom Słowo. Brzydkie Słowo. Takie, którego nie wolno wypowiadać, chociaż przychodzi czasem do głowy. Szczególnie w chwilach złości! Powiedziane na głos przynosi ulgę tylko na moment. Kuli i Toperzowi nie pomoże. Trzeba więc iść dalej! Do lekarza! Do... Logopeda! W gabinecie obowiązują sztywne zasady, zanim więc w ogóle można o cokolwiek zapytać, należy wykonać zestaw ćwiczeń dykcyjnych: rozgrzać żuchwę, poprychać (podczas premiery w Poznaniu wykonywała je cała widownia - i duzi, i mali kląskali aż miło!). Srogi doktor potrafi na szczęście pomóc okaleczonym i niekompletnym - jak zresztą zwykle u Prześlugi - bohaterom odnaleźć swoją tożsamość.

Świetny i bardzo dowcipny tekst Jerzy Moszkowicz zainscenizował w najprostszy z możliwych sposobów: to spektakl, w którym najważniejszą rolę odgrywa słowo. Reżyser zadbał o znakomitych aktorów: zdyscyplinowanych, otwartych na widza, nie infantylizujących i nie popisujących się niepotrzebnie. Anna Mierzwa, Radosław Elis i Michał Kocurek na co dzień grają dla dorosłych w Teatrze Nowym w Poznaniu. Widać, że "Chodź na słówko" jest dla nich zabawą i przyjemnością. I najważniejsze: mają piękną dykcję (szczerze mówiąc dużo lepszą niż słyszymy w teatrze na ogół...), dzięki czemu wybrzmiewają dowcipy językowe, gęsto rozsiane po tekście.

Moszkowicz kończy spektakl odśpiewaniem przez aktorów piosenki. Może to i "niezłe słów podsumowanie", ale ja tej wisienki na torcie nie potrzebuję - uważam, że utrudnia wybrzmienie puencie. Przecież Toperz i Kula odkrywają, kim naprawdę są - warto to uwypuklić.

Zdecydowanie najsłabszym punktem realizacji jest scenografia Jacka Zagajewskiego (niewielkie podwyższenie z trzech prostych podestów z jasnego drewna, w tle - parawan z płótna zapisanego kolorowymi wyrazami) - aż chciałoby się widzieć na scenie bardziej nowoczesne rozwiązania, a przede wszystkim - ciekawsze kostiumy. Michał Kocurek wciela się w trzy postacie: Język Polski, Brzydkie Słowo, Logopeda. Tych bohaterów buduje się przede wszystkim przy pomocy masek - żadna z nich nie wygląda dobrze, są po prostu brzydkie.

Nie mniej, "Chodź na słówko" to ciekawa propozycja dla dzieci z późnej podstawówki - to ważne, ponieważ niewiele jest naprawdę interesujących realizacji dla tej grupy wiekowej. Język polski przestaje być martwym przedmiotem (szkolnym), ożywa; słowa stają się bohaterami. Warto spojrzeć na to przedstawienie jako wariację na temat spektaklu edukacyjnego, dającego nauczycielom - przede wszystkim polonistom - pretekst do rozmowy o języku i jego zawiłościach.