powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Wewnętrzne moce sióstr Brontë

"Noce sióstr Brontë" w reż. Bożeny Suchockiej w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski w serwisie Teatr dla Was.

"Noce sióstr Brontë" w reżyserii Bożeny Suchockiej to spektakl dyplomowy warszawskiej Akademii Teatralnej, który dał możliwość wykreowania trzem młodym studentkom IV roku Wydziału Aktorskiego ról, które powinny każdej z wykonawczyń zapewnić propozycję angażu w najlepszych polskich teatrach.

Susannne Schneider napisała dramat o trzech sławnych i smutnych angielskich pisarkach, żyjących w I połowie XIX wieku. Szalenie wrażliwych, utalentowanych, pogrążonych w samotności i lęku przed upływającym czasem, tęskniących za wielką miłością oraz pragnących ucieczki przed domową stagnacją i skostnieniem. Niemiecka dramatopisarka sięgnęła po biografię uchodzących za wyzwolone i samodzielne sióstr Brontë, by pokazać jak ważne miejsce w egzystencji kobiet pełni mężczyzna, jak jego obecność może wpływać na relacje z najbliższymi, a jak jego brak może niszczyć niewieścią wrażliwość i wypalać osobowość. Z drugiej strony niemożność znalezienia kochanego mężczyzny w przypadku bohaterek dramatu Schneider doprowadza do rozkwitu twórczości literackiej, która rodzi się zamiast niemożliwego do zrealizowania, a wciąż palącego pragnienia miłości.

Jan Kozikowski zbudował przestrzeń z drewna i z zieleni, która w swym pozornym realizmie, ale i "czystości" scenograficznych planów, oddaje charakter nie tylko otaczających dom sióstr wrzosowisk, ale jest też czymś na kształt więzienia, w którym bohaterki miotają się i w którym dochodzi do graniczącego z szaleństwem zwichrowania kobiecych namiętności i uczuć. Dramat trzech samotnych kobiet z Haworth w hrabstwie Yorkshire, przywodzący losy zagrzebanych na prowincji Olgi, Maszy i Iriny z "Trzech sióstr" Czechowa, w przypadku sióstr Brontë jest tym dotkliwszy i dojmujący, że rozgrywa się tylko w obecności wciąż pijanego i zadłużającego się na alkohol brata (Michał Poznański), zupełnie nie angażującego się w codzienne życie rodziny. Autorka sztuki w ten sposób intensyfikuje obraz ostro charakteryzowanych postaci i doprowadza do emocjonalnej kondensacji pozbawionego litości rysunku wnętrza swoich bohaterek. Zarówno Branwell, jak i pojawiający się później Lord Byron (Piotr Piksa) są autorce potrzebni jedynie jako symbole i pewien rodzaj dopełnienia dialogu.

Charlotte, Emily Jane i Anne znalazły znakomite odtwórczynie w studentkach IV roku AT w Warszawie. Afrodyta Weselak w roli rozmarzonej romantyczki Charlotte, jednocześnie radykalnej i zaborczej, tworzy chyba postać najbogatszą, najbardziej zniuansowaną, ukrywającą nieprzespane od płaczu oczy pod płaszczykiem mało kojącego uśmiechu. Ann w interpretacji Pauliny Komendy, najbardziej może wyobcowana, rozczytująca się w tajemnicy przed siostrami w "Małym brewiarzu kochanka doskonałego", myśli przede wszystkim o zamążpójściu i ślubnej wyprawie, nie jest jej jednak obca ironiczna uszczypliwość, szczególnie wtedy kiedy uświadamia sobie, że tylko samymi złudzeniami żyć się tak naprawdę nie da. Aktorka zachwyciła szczerością wypowiedzi szczególnie w scenie, kiedy próbuje samotnie rozmawiać z Bogiem i oczekiwanym na przyjście mężczyzną, a także gdy próbuje zarazić siostry myślą o założeniu szkoły. Emily Jane Aleksandry Radwan, wybuchowa i żywiołowa, zawieszona jest między codzienną włóczęgą po wrzosowiskach a snuciem z rozkoszą makabrycznych historii o samobójcach i trupach, tworzeniem mistycznych opowieści o miłości, która przetrwa upływający czas. Cóż, kiedy ta najprawdziwsza, największa i odwzajemniona zdaje się być głucha na wołania autorek "Wichrowych wzgórz" (Emily), "Dziwnych losów Jane Eyre" (Charlotte) i wierszy Ann.

Spektakl w Collegium Nobilium jest niezwykle sprawnie i precyzyjnie wyreżyserowany, pięknie zakomponowany i zrytmizowany w inscenizacyjnej poetyce napięć, wysmakowany plastycznie i świetnie zagrany pod względem psychologii postaci. Wszystkie aktorki tworzą pozbawione jednoznaczności portrety kobiet, wizerunki zapadające w pamięci, pełne ekspresji, sugestywności i wewnętrznej głębi. Ciekawie też wybrzmiewają sceny Charlotte, która zajmie się wydaniem literackiej spuścizny zmarłych sióstr, z lordem Byronem. Te spotkania dla Afrodyty Weselak stały się prawdziwym pokazem jej wszechstronnych umiejętności warsztatowych.

Spektakl "Noce sióstr Brontë" w reż. Bożeny Suchockiej stawia wiele pytań, m.in. o to, czy warto zaprzepaścić nasze pragnienia na rzecz rytuałów codzienności, czy prowincja może być przeszkodą w realizacji naszych zamierzeń i co zrobić, by to co w nas najwartościowsze właściwie wyartykułować i wyeksponować. Bohaterkom dramatu udawało się, pomimo beznadziejnych warunków życia i braku poczucia szczęścia, kreować swoje własne, niekiedy dosyć ekscentryczne światy, jednak chroniące je przed całkowitym zgorzknieniem, iluzorycznym życiem na niby.