"Hamlet", niezależnie od tego, w jakiej epoce po niego sięgamy, jest utworem tak znaczeniowo skomplikowanym, że aby go przetransponować na scenę i opowiedzieć widzom w zrozumiały, obchodzący ich sposób, trzeba co krok dokonywać przemyślanych i konsekwentnych wyborów - bo nic nie jest w nim oczywiste, od przebiegu zdarzeń po motywacje postaci. A zarazem "Hamlet" - jak chciał Jan Kott - rzeczywiście jest jak gąbka, która "wchłania w siebie od razu całą współczesność". Rzecz w tym, by przedstawiając ową gąbkę publiczności - wszystko jedno, czy na początku XVII, czy u schyku XX wieku - obchodzić się z nią umiejętnie, w przeciwnym razie wyciśnie się z niej jedynie chaotyczny strumień mało przejrzystej wody. Przedstawienie, które według Szekspirowskiego "Hamleta" przygotował Krzysztof {#os#8022}Warlikowski{/#}, jest rezultatem takiego właśnie, nazbyt gwałtownego i nieumiejętnego chwytu. Warlikowski rozegrał swego "Hamleta" na n
Tytuł oryginalny
Kilka chwytów na flet prosty
Źródło:
Materiał nadesłany
Teatr nr 10/12