Logo
2.08.2005 Wersja do druku

Lubię zmiany

- Uważam, że trzeba się od czasu do czasu pokazywać w telewizji. Nie brzydzę się występowania w serialach. Lubię zmiany - mówi ROBERT ROZMUS.

- Niedawno wygrał pan turniej tenisa ziemnego artystów i aktorów w Pogorzelicy. Pokonał pan starszego pana, czyli Jana Englerta... - O, nie! O Janku nie należy tak mówić. Jest zawsze w świetnej formie i doskonale przygotowany! - Ale kondycję miał pan lepszą od Marcina Dańca, który przegrał z 60-letnim panem. - Ten facet po sześćdziesiątce, czyli Tadek Borowski, jest męczennikiem tenisa! W samych superlatywach mogę o nim mówić. Biega jak sarenka i gra wyrafinowany tenis, chociaż amatorski. - Dużo przebywa pan na korcie? - Więcej czasu spędzam na polu golfowym. Chcę się podciągnąć w tej dyscyplinie. Niektórzy mówią, że tenis jest pokrewny golfowi. Może ułatwić tzw. swing golfowy, czyli uderzenie piłki. Nawyki tenisowe także pozostają i to niekiedy przeszkadza w golfie. Kiedyś zawodowo grałem w tenisa stołowego. Trzeba było podjąć decyzję: czy być mistrzem świata, czy postawić na szkołę aktorską. Zostałem wyedukowanym aktorem Wyż

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Pogawędka z Robertem Rozmusem, który mógł zostać mistrzem świata

Źródło:

Materiał nadesłany

Kurier Szczeciński nr 148/01.08

Data:

02.08.2005