Zabawy dorosłych

"Diabelski młyn" w reż. Andrzeja Dopierały w Teatrze Bez Sceny w Katowicach. Pisze Ewa Drab na Portalu Katowickim.

«W życiu nie tylko wzloty i upadki kształtują się na wzór szalonego wykresu, pętli i pagórków trasy rollercoastera lub zjazdów i wjazdów na diabelskim młynie. Prawdziwy młyn dotyczy również percepcji wydarzeń, które następują po sobie w rytmie określonym porządkiem codzienności, ale nieprzewidywalnie i zaskakująco, jeśli chcieć określić ich charakter. Wówczas okazuje się, że przyjemność potrafi przeobrazić się w poczucie winy, błahostka stać się rzeczą wielkiej wagi, a zachwyt nad chwilą zabrać człowieka w gorzką podróż po krajobrazie przykrych wspomnień. Relacje międzyludzkie mogą przedzierżgnąć się w okamgnieniu w farsę lub tragedię, a nawet zostać urwane tak szybko, jak kończy się skok adrenaliny po przejażdżce kolejką górską. Nigdy nie można przestać się starać, odpuścić, zapomnieć. Wcześniej czy później nieobliczalność ludzkiego życia dopadnie każdego.

O szaleństwach egzystencji sztukę napisał francuski dramaturg, scenarzysta i reżyser, Éric Assous. Assous jest artystą z dużym doświadczeniem, którego sztuki bezustannie wystawia się w całej Francji. Popularność autora zawiodła go nawet do nakręcenia filmu pełnometrażowego, ale naprawdę przenikliwy jest tylko w kontekście teatru. Za "Diabelski młyn" zabrał się Teatr bez Sceny, który zaprezentował spektakl na prapremierze w Malarni Teatru Śląskiego, a na otwarcie jesiennego sezonu zawitał do teatru Korez. Za "Diabelskim młynem" w wersji Teatru bez Sceny stoi Andrzej Dopierała, w tym przypadku nie tylko znakomity aktor, lecz również reżyser, scenograf i autor opracowania muzycznego. Na scenie towarzyszy mu równie błyskotliwa i swobodnie żonglująca konwencjami Agnieszka Radzikowska, aktorka znana ze spektakli Teatru Śląskiego, na przykład "Iwony, księżniczki Burgunda", jak również z serialu telewizyjnego "Julia". Razem na deskach Korezu przedstawiają relację głównych bohaterów w sposób wciągający, słodko-gorzki, drapieżny, żywy, a często niezwykle zabawny.

Punkt wyjścia spektaklu wydaje się zapowiadać banalne rozwinięcie i lekką rozrywkę. Pierre, biznesman po pięćdziesiątce, spotyka w barze młodą kobietę o imieniu Juliette i zaprasza ją do mieszkania na drinka. Na miejscu okazuje się, że mężczyzna jest żonaty i ma syna, lubi za to znaleźć od czasu do czasu odskocznię od rutyny w postaci młodej kochanki. Jednak wieczór, który na początku wygląda na jednonocny romans, zaczyna toczyć się w zupełnie innym, zaskakującym kierunku, żeby wybuchnąć w dramatycznym finale. Żywiołowe dialogi prowadzą publiczność przez labirynt nowych sytuacji dziejących się między głównymi bohaterami. Role ulegają wymianie, nie ma końca kłamstwom, ciągle pojawiają się nowe zwroty akcji. Trudno powiedzieć, co stanowi prawdę, czy wolno już uwierzyć w słowa Juliette, czy może należy przygotować się na kolejną zmianę zasad przewrotnej gry, którą toczy z Pierre'em. Szybkie tempo spektaklu świetnie dopełnia się z nowoczesną scenografią - stylizacją na pokój w eleganckim mieszkaniu biznesmana. Nowoczesność scenografii i dynamika spektaklu doskonale intensyfikują przekaz, sytuując akcję we współczesności, która opiera się na obyczajowej swobodzie, zakładaniu masek i emocjonalnym zagubieniu.

Na scenie jest wprawdzie śmiesznie, ale i Pierre, i Juliette są zagubieni i dużo im brakuje do zaznania szczęścia. Tak naprawdę śmiejemy się z przywar bohaterów, co - dzięki trafnym obserwacjom psychologicznym Assousa - sprawia, że śmiejemy się sami z siebie. Z perspektywy całości okazuje się, że humor służy bohaterom również do rozładowania napięcia, które każde odczuwa z własnych, skrywanych przyczyn. Dlatego, chociaż jest zabawnie, przenikliwie i błyskotliwie, to "Diabelski młyn" szybko odkrywa przed publicznością swoje dramatyczne oblicze. Można z niego odczytać, że tak naprawdę w chaosie nieczułej rzeczywistości i gonienia za dokonaniami najbardziej łaknie się akceptacji, bliskości i miłości.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego