Jasna strona mroku

«"Sędziowie" Wyspiańskiego w Teatrze Narodowym to wartościowy, godny polecenia spektakl. I, jak na tragedię przystało, wystawiony ze znakomitym wyczuciem harmonii. Reżyser Jerzy Grzegorzewski powściągnął nieprzeparte wizjonerskie ciągoty i pozwolił wybrzmieć w pełni czystym i bezbłędnym kreacjom aktorskim. Współgrały one z budującą nastrój, dyskretnie podaną muzyką Stanisława Radwana, w funkcjonalnie zaprojektowanym przez Barbarę Hanicką wnętrzu. Sprawdził się nawet śmiały zabieg wkomponowania w belkowanie ścian półprzezroczystych płyt pleksi, dzielących plany gry.

Jerzy Grzegorzewski konsekwentnie wprowadza na sceny Teatru Narodowego sztuki Wyspiańskiego. "Sędziowie" są kolejnym spektaklem - po "Nocy listopadowej" - przybliżającym reżysera i konsolidujący się zespół do premiery "Wesela", planowanej na rok 2000. Grzegorzewski sygnalizuje te zamiary wprowadzając w materię "Sędziów" postacie Racheli i Poety, czy też w usta osób witających duchownego wkładając kwestię: "Ksiądz dobrodziej łaskaw bardzo". Nie burzy to wszak materii "Sędziów".

Mamy w nich do czynienia z tragedią zachowującą klasyczne reguły jedności czasu i miejsca, o treści opartej na opisywanym w prasie zdarzeniu z przełomu wieków. We wsi Jabłonica pod Stanisławowem brzemienna dziewczyna Jewdocha Abramczuk zmarła od rany postrzałowej. Zręby dramatu Wyspiański stworzył przed uniewinnieniem podejrzanego o ten czyn Natana Marmaroscha. Kończąc siedem lat później "Sędziów", nie respektował jednak efektów sądowych ustaleń, by nie burzyć kompozycji sztuki. Postać Natana, winnego przeprowadzonej z premedytacją zbrodni, pozostaje w sztuce jednoznacznie zła.

Skrajnym przeciwieństwem cynicznego i wyrachowanego Natana jest jego młodziutki brat Joas. Prawie nie rozstający się ze skrzypcami, uduchowiony chłopiec, okazał się tak delikatnej konstrukcji psychofizycznej, że nie uniósł ciężaru zaświadczania prawdy. Wystąpienie przeciw bratu i ojcu przypłacił życiem.

Ojciec Samuel, patriarcha żydowskiej rodziny, to najbardziej złożona postać. Jest w nim opanowanie i siła człowieka interesu, ale i smutek wynikający z ciężaru mrocznych tajemnic. Ten z pozoru wolny od duchowych rozterek bezwzględny egzekutor weksli i procentów, w obliczu utraty ukochanego dziecka pojmie bezmiar swych win. I cały świat - wyobrażony jako podłoga jego karczmy - osunie mu się spod nóg.

Przejmująca prośba Samuela: "Ty nie umieraj. Tyś jest Mozart, tyś jest Rubinstein, tyś jest Joachim, ty nie umieraj, tyś jest tysiące tysięcy, ty skarb, ty mój skarb, ty pałace, ty raj, ty Eden - ty żyj", odbywa się w absolutnej pustce. Jest tylko przygnieciony brzemieniem win starzec, bo stojący pod ścianą, przysłonięty jak tałesem jasną szatą Joas, należy już do innego, niematerialnego świata. Słowa Samuela, wypowiadane z bolesnym namysłem, niemal beznamiętne, wsączają się w ciszę. Wstrząsająca scena.

Z jednoznacznie mrocznego utworu Wyspiańskiego Grzegorzewski umiejętnie wydobył szlachetnie jasne barwy. Wielka w tym zasługa Doroty Segdy, delikatnie kruchej odtwórczyni roli Joasa, ale i Jerzego Treli jako Samuela. Wspaniale radził sobie Krzysztof Globisz - w roli Natana eksponujący okrucieństwo tchórza. Świetne, zindywidualizowane role stworzyli: Ewa Konstancja Bułhak (Jewdocha), Mariusz Benoit (Dziad), Arkadiusz Janiczek (Urlopnik), Michał Pawlicki (Jukli). Tworzący niebezpiecznie groteskowy skład sędziowski Gosztyła, Blumenfeld, Tobiasz i Lasota, mieli przerzucone przez ręce, jakby dopiero co zdjęte chłopskie sukmany, co całej sztuce nadało również niepokojąco aktualnych odniesień. Sukces.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego