EN

7.02.1997 Wersja do druku

Zatańcz malambo!

Rzecz jest o niebie, piekle i ziemi. O diabłach, Panu Jezusie i św. Piotrze i o kowalu, co życie przeżył, jak Pan Bóg przykazał i nic z niego nie miał prócz nędzy z biedą. I zapewne dlatego kuszony przez diabła, zapragnął odbić sobie całą mizerię. Sprzedał więc duszę za młodość i pieniądze. No i postanowił trochę poszaleć. Ot, marzenie życiowego szaraka.

"Kowal Malambo" na na scenie poznańskiego Teatru Polskiego - jak typowy moralitet czy ludowa przypowieść - dzieje się między niebem a piekłem: na trzech poziomach. Najpierw Pan Jezus ze św. Piotrem schodzą z nieba po szczeblach Jakubowej drabiny (i to jest dobry pomysł reżysera). Niebo to na przykład kościelna dzwonnica albo hacjenda zdobna w krużganki, a piekło to "podscenium", czyli zapadnia z klapą. A świat to Argentyna, bo rzecz swoją umieszcza autor (Tadeusz Słobodzianek) w tym egzotycznym dla nas miejscu. Tak więc postaci święte - jak w ludowej balladzie czy baśni - noszą sombrera i wyglądają niczym argentyńscy wieśniacy. Ziemski świat w tym przedstawieniu toczy się między kieratem (tutaj: stara kuźnia), a kuszącym blichtrem lokali rozrywkowych i tandetą półświatka, między biedą a pieniędzmi i hazardem, między naiwną uczciwością a przemocą i rozwiązłością. Jak w moralitecie, jak w baśni. Oczywiście całą tę rzeczywistość ani

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

"Gazeta Poznańska" nr 32

Autor:

Błażej Kusztelski

Data:

07.02.1997

Realizacje repertuarowe