Pożegnania - Andrzej Matynia

Był dziennikarzem, publicystą, autorem audycji radiowych i telewizyjnych, filmów o sztuce, organizatorem wystaw i przedsięwzięć artystycznych. Teatr uwielbiał autentycznie i od zawsze. Interesował się zarówno jego historią, jak również oglądał wszystkie współczesne ciekawe spektakle. I nie tylko te grane w Warszawie. Wspomnienie o ANDRZEJU MATYNI.

«Niewielu potrafi tak smakować życie, jak robił to Andrzej. Zadziornie, radośnie, a jednocześnie z ciekawością dziecka, którego nigdy świat nie przestaje dziwić. Błyskotliwy, dowcipny, niebanalny Człowiek. Dusza towarzystwa.

Nasze życie kształtuje dzieciństwo. Życie Andrzeja rozpoczęło się w lutym 1940 roku. Nigdy nie zaznał miłości matki. Zmarła osiem dni po jego urodzeniu. Został z dwiema babciami. Po okupacji dołączył ojciec - lekarz wojskowy, Andrzej był teraz rozpieszczany nie przez babki, ale przez oficerów i żołnierzy, a jednemu z nich zawdzięczał życie, bo wyprowadzi! go z ciężkiej choroby. Zawsze wspominał ich z wielką życzliwością.

Andrzej zawsze był bardzo wdzięczny ludziom za każde dobro, jakim Go obdarzyli. Często cytował słowa kazania, które wysłuchał w dzieciństwie w kościele w Szczecinie, że jedną z najcięższych przewin, która jednak nigdy nie występuje u zwierząt, jest niewdzięczność.

Nigdy nie był niewdzięczny. Odpłacał dobrem po wielokroć, dodając do tego swe ciepło, uwagę i zaangażowanie. Był człowiekiem wrażliwym na niesprawiedliwość. Zawsze można było na Niego liczyć.

Nigdy nie należał do żadnej partii. Mówił o sobie żartobliwie, że jest bezpartyjnym bolszewikiem. To sformułowanie trafnie oddawało jego światopogląd.

Był człowiekiem wrażliwym na ludzi utalentowanych. Pomagał im, wspierał, angażując cały swój autorytet. Prawdziwie utalentowani odwzajemniali Mu prawdziwą przyjaźnią. Nie akceptował miernot, których tupet potrafił skutecznie ukrócić.

Był dziennikarzem, publicystą, autorem audycji radiowych i telewizyjnych, filmów o sztuce, organizatorem wystaw i przedsięwzięć artystycznych. Wszystko, co tworzył, było w pełni profesjonalne. Karierę swoją zaczął w Programie III Polskiego Radia w kwietniu 1967 roku. Na radiowych falach debiutował reportażem o kabaretach studenckich w popularnej wówczas audycji "Popołudnie z młodością". Był pracownikiem w Redakcji Magazynów i Reportaży. Radiowy reportaż był w owym czasie wysoko ceniony i miał swoich wybitnych twórców. Zdobywali nagrody krajowe i międzynarodowe. Wśród nich był także Andrzej.

Plastyka wydaje się niewdzięcznym tematem audycji radiowych, a jednak Jego programy - bo to właśnie plastyce i sztukom pięknym poświęcił swoje zawodowe życie - były wielce cenione przez słuchaczy i niezwykle często i życzliwie recenzowane przez zawodową krytykę. Niektóre z radiowych spotkań z artystami przekształciły się w trwałe przyjaźnie. Tak się stało na przykład w przypadku Jerzego Dudy-Gracza, z którym Andrzej przygotował audycję w 1974 roku.

Praca w radiu, nie tylko w Programie III, była dla Niego przyjemnością. Jego "radiowymi matkami chrzestnymi" były Helena Wielowieyska i Janina Titkow. W ich redakcji powstawały "Wieczory literacko-muzyczne", stupięćdziesięciominutowe programy, które w połowie wypełniała muzyka, a w połowie literatura. Oczywiście na literaturę trzeba było mieć jakiś niebanalny pomysł. Obie panie, proponując Mu autorstwo niektórych z tych magazynów, rzuciły Go na głęboką wodę. Po latach wspominając, Andrzej mówił, że ciągle dziwi się swojej ówczesnej bezczelności i braku krytycyzmu, ale także podziwia odwagę obu pań.

W albumie portretów Zofii Nasierowskiej zatytułowanym "Fotonostalgia" Agnieszka Osiecka pod Jego portretem napisała: "Miły człowiek. Od lat już robi wywiady z ludźmi kultury i sztuki, a jest typem dziennikarza u nas nieczęstym: robi wrażenie, jakby naprawdę obchodziło go to, o czym mówimy. Jest wdzięcznym i taktownym wywiadobiorcą. Ma pojęcie o rozmówcy, stwarza wygodne złudzenie, że go lubi. Poza tym Andrzej Matynia jest fenomenalnym plotkarzem. Kiedyś powiedział: Jeśli ja czegoś nie wiem, to widocznie tego nie warto wiedzieć".

Andrzej uwielbiał plotkę, był jej najszybszą pocztą, potrafił ją przekazać inteligentnie i błyskotliwe i z odpowiednim zaangażowaniem. Uwielbiano Go za to, bohaterowie plotki trochę mniej. Zapraszano Go chętnie i czekano na Jego wizytę jak na dobry spektakl. Bo to był dobry spektakl. Opowiadał barwnie, ze swadą, zabawnie, bez przerw. Trudno było wtrącić się w jego monologi, jeśli nie miało się czegoś sensownego do dodania. Nikt nie umiał być równie błyskotliwy!

Teatr uwielbiał autentycznie i od zawsze. Interesował się zarówno jego historią, jak również oglądał wszystkie współczesne ciekawe spektakle. I nie tylko te grane w Warszawie.

Urzekały Go wielkie nazwiska teatralnych mistrzów. Wielu z tych wspaniałych ludzi poznał, a z niektórymi serdecznie się zaprzyjaźnił. Z rozrzewnieniem wspominał Teatr Polskiego Radia i aktorów, którzy w tamtym czasie z nim współpracowali.

Od 1977 roku Andrzej Matynia pracował w Telewizji. Realizował felietony do magazynu kulturalnego "Pegaz", a także poza nim, autorskie programy o plastyce i teatrze. Andrzej pracował także w Redakcji Reportaży i Filmów Dokumentalnych i Redakcji Telewizji Edukacyjnej. Wszystkie Jego programy były znakomicie pomyślane, pożyteczne, przyciągały uwagę także tego widza, na którym najbardziej Mu zależało, widza nieobytego ze sztuką. Nagrał historycznej uż dziś wywiady z Tadeuszem Kantorem, Andrzejem Wajdą i Tadeuszem Łomnickim. Dziełem, z którego był dumny najbardziej, był film "Okno pamięci Leszka Mądzika", rzecz o stworzonej przez niego Scenie Plastycznej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ze Sceną był zresztą zaprzyjaźniony od dawna.

Największą przyjemność w telewizji sprawiła Mu praca nad cyklem "Konwencje teatralne", który realizował razem z Marią Nockowską.

Za ważne w swej twórczości pisanej uważał referat o Tadeuszu Kantorze pod tytułem "Najwłaściwsza miara czasu" opublikowany w czasopiśmie "Teatr" i w książce pod tytułem "Hommage a Tadeusz Kantor" oraz szkic monograficzny Jerzego Dudy-Gracza.

Dla każdego inne symptomy ma wolność. Dla Niego była to przede wszystkim możliwość swobodnego podróżowania. Ze wszystkich podróży przywoził materiały o wydarzeniach artystycznych, które publikował w telewizji, a także w prasie. Mówił i pisał to, co uważał za słuszne. Nigdy nikomu nie udało się Go do niczego zmusić. Czasami ulegał perswazjom lub osobom, które uważał za autorytety, ale to były Jego decyzje. Powtarzał słowa Tadeusza Kantora: "Smierć jest ostatecznym argumentem przeciw konformizmowi".

Najjaśniejszym elementem jego życia były wnuki. Mówił do nich: "Przygodo, hej!" i zachowywał się jak najlepszy kumpel, a nie jak dziadek. Był ich najlepszym przyjacielem, czułym opiekunem, szalonym kompanem do zabaw i dalekich wypraw. W najtrudniejszym momencie ich życia dokonał niemożliwego, zastąpił im ojca.

Na rysunku ofiarowanym Mu przez scenografa Mariana Kołodzieja widnieje serdeczna dedykacja:

Andrzeju Drogi Twoja żywiołowa radość życia sprawia, że jest mi lżej w tej mojej ciężkiej STAROŚCI

- Dzięki Tobie wesołe jest życie staruszka! -Jesteś u nas na strychu, strych staje się uśmiechem; - Za stałą dla nas życzliwość i przyjaźń; - Dziękujemy najserdeczniej...

My wszyscy Tobie, Jędrusiu, dziękujemy, dziękujemy...

Wnuki Kacper i Igor, Anna Drozd, Mietek Bancerowski i Piotr Szczepański»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego