powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Francuzka w czeskim kinie

"Madame" w reż. Jakuba Krofty w Teatrze na Woli w Warszawie. Pisze Hanna Karolak w Gościu Niedzielnym.

"Madame" jest jedną z najpoczytniejszych powieści ostatniej dekady. Przekroczyła łączny nakład 100 tysięcy egzemplarzy i została przełożona na 20 języków. Czy adaptacja sceniczna może powielić jej sukces?

V Letni Przegląd Laboratorium Dramatu, który potrwa do końca lipca, rozpoczął się premierą "Madame" według książki Antoniego Libery.

Autor "Madame", powieści napisanej w 1997 r., która tuż po ukazaniu się na rynku księgarskim stała się wydarzeniem literackim, sceptycznie odnosił się do pomysłu adaptacji swojej powieści na scenariusz teatralny. Kiedy jednak zapoznał się z koncepcją czeskiego reżysera Jakuba Krofty, jego obawy znikły.

Tematem "Madame" jest proces dojrzewania wrażliwego licealisty w rzeczywistości, której nie jest w stanie zaakceptować. Jego ucieczka w świat marzeń jest jedynym sposobem na przetrwanie. Jakub Krofta zaś żywi przekonanie, że młody człowiek jest szczególnie chłonny i otwarty na wartości pod warunkiem, że znajdzie w teatrze prawdę.

Warsztat literacki Libery jest tyleż trudny, ile frapujący. "Madame" to symbioza najrozmaitszych gatunków, od sensacji przez realizm po groteskę. Ale biada tym, którzy w owej lekkości formy zagubiliby to, co jest istotą powieści Libery. Mało jest w literaturze powojennej utworów tak bezwzględnie demaskujących obłudę systemu. Powieść, postrzegana jako książka stricte polityczna, pokazuje rzeczywistość lat 60., manipulacje władzy, dyktat ideologii, skutki indoktrynacji. Jest tym samym żarliwą obroną indywidualności jednostki. To zagrożenie systemu dla wolności człowieka widział z podobną ostrością nie kto inny jak Witkacy. Autor powieści wyznaje wprost: wszystko jest w tym tekście prawdziwe, wszystko odwołuje się do realiów tamtych lat, z wyjątkiem tytułowej postaci, która jest bohaterką całkowicie fikcyjną. Ale to właśnie ona generuje kolejne etapy dojrzewania młodego bohatera. To w niej widzi to, co jest mu bliskie.

Fascynacja chłodną, intrygującą osobowością nauczycielki francuskiego staje się dla niego szansą na uwolnienie się od trywialnej, pospolitej rzeczywistości. Choćby za sprawą iluzji, jaką sobie tworzy.

Błędem byłoby jednak postrzeganie fascynacji chłopca tylko na płaszczyźnie erotycznej. To także impuls do rozwoju intelektualnego. Zbliżenie do Madame, którego szuka przez odkrycie tajemnic jej prywatnego życia, następuje w gruncie rzeczy za sprawą poczucia, że to, co ich łączy, to inność, nobilitująca, a jednocześnie skazująca na samotność. Francja jest Arkadią, gdzie odnajdą wolność, chociaż każde z nich pojmuje ją na swój sposób.

Szkoła, jaką pokazuje nam Libera, a za jego sprawą Krofta, jest w gruncie rzeczy metaforą rzeczywistości, w jakiej przyszło nam wówczas żyć. Do tej konkluzji prowadzi nas młodziutki bohater, obdarzony wyostrzoną świadomością, nieprzeciętnym intelektem i talentem literackim.

Czeski reżyser wykorzystał w swojej inscenizacji dokumentalne zdjęcia, muzykę z tamtych lat, klimat beztroskich potańcówek obok absurdalnego rygoru PRL-owskiej szkoły. Ta atmosfera pół serio przypomina estetykę czeskiego kina, tak bliską polskiemu widzowi. Reżyser ze znakomitym wyczuciem obsadził w głównych rolach Aleksandrę Bożek i Waldemara Bar-wińskiego, zarówno tu, jak i w każdej swojej roli urzekającego młodzieńczą naiwnością. Pokierował też sprawnie całym ansamblem. Wszystko to wróży sztuce zasłużone powodzenie na miarę tego, jakim cieszyła się powieść.