powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Warszawa. Dyr. Miśkiewicz ws. Teatru Dramatycznego

Z prawdziwym zdumieniem przeczytaliśmy w opublikowanej w ostatnim numerze Teatru (nr 6/06.12) rozmowie na temat akcji "Teatr nie jest produktem, widz nie jest klientem" informacje na temat działalności naszego teatru w ostatnich latach - pisze dyr. Paweł Miśkiewicz.

Oto uczestniczący w rozmowie Dyrektor Teatru Współczesnego w Warszawie i jednocześnie szef Unii Teatrów insynuuje jakoby "świeżo powołana dyrekcja Dramatycznego zdjęła z afisza "Pippi Pończoszankę", spektakl, który chodził kompletami, zapewniając 607 zajętych miejsc na widowni, na który ludzie kupowali bilety z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Nie mieścił się w nowych założeniach artystycznych. Więc teatr nie grał."

Po pierwsze: spektakl ten znajduje się ciągle w repertuarze Teatru i za "nowej" dyrekcji został zagrany 83 razy dla 28.412 widzów, w tym ostatnio w grudniu 2011 w ramach szeroko nagłaśnianej i realizowanej we współpracy z MKiDN akcji teatralno-edukacyjnej "Mikołajki w Dramatycznym".

Po drugie: liczba miejsc sprzedawanych na ten spektakl (ze względu na ograniczenia w widoczności i zaanektowanie przez scenografię części widowni) od dnia premiery w 2007r. to 392 miejsc.

Zastanawiające jest swoją drogą, że liczba miejsc na widowni Teatru Dramatycznego, zwłaszcza ostatnio, rośnie wprost proporcjonalnie do słabości argumentów służących krytyce podejmowanych tu działań artystycznych. Choć teatr nominalnie posiada 588 miejsc, to ponad sto z nich to miejsca na drugim balkonie z bardzo ograniczonym wglądem w ramę sceny i z pewnością niedostosowane dla młodych widzów, ponieważ zabezpieczenia tam istniejące nie spełniają obecnie wymaganych norm bezpieczeństwa. Niedawno urzędnicy miejscy w informacjach prasowych poszerzyli realną liczbę miejsc na widowni, o wymontowane wiele lat temu miejsca na tak zwanej jaskółce. Teraz pada kolejny abstrakcyjny już rekord 607 miejsc.

Zdumiewający jest też fakt, że krytyką linii programowej Dramatycznego zajmuje się na łamach fachowego pisma teatralnego urzędujący dyrektor innej warszawskiej sceny. Chyba, że pan Maciej Englert występuje tu tylko jako szef Unii Teatrów, ale wtedy tym bardziej jego wypowiedzi powinny się opierać na faktach, a nie insynuacjach.

Różnić się jest rzeczą piękną, ale próby poróżnienia środowiska teatralnego nikomu nie wyjdą na dobre, i nie przystoją zwłaszcza szefowi Unii Teatrów.

Dyrektor Paweł Miśkiewicz