powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Lekcja wolności w Teatrze na Woli

"Madame" w reż. Jakuba Krofta w Teatrze na Woli w Warszawie. Pisze Anna Czajkowska w serwisie Teatr dla Was.

7 lipca w Teatrze na Woli odbyła się oczekiwana premiera spektaklu "Madame", w reżyserii Jakuba Krofty. Przedstawienie adresowane jest zarówno do dojrzałej widowni, jak i starszej młodzieży. "Takie spotkanie dwóch generacji na widowni to ciekawe doświadczenie. Podobne zadanie udało mi się przy "Sekretnym dzienniku...". Doszło do porozumienia między pokoleniami. Od kilku lat reżyseruję w różnych krajach spektakle dla ludzi młodych. To bardzo wrażliwa, spontaniczna i wymagająca publiczność szukająca przedstawień, w których może się odnaleźć. W teatrze młodzież nie znosi natomiast fałszu i sztuczności" - mówi Jakub Krofta.

W 1997 roku Wydawnictwo Znak ogłosiło konkurs na powieść lub zbiór opowiadań. Zwycięzcą został czterdziestoośmioletni Antoni Libera, pisarz, reżyser, znawca twórczości Samuela Becketta (zwany ambasadorem twórczości tego dramatopisarza w Europie Wschodniej). Jego powieść "Madame" szybko zyskała uznanie czytelników i krytyków, wkrótce okrzyknięto ją utworem kultowym. Nominowana do nagrody literackiej NIKE, uhonorowana nagrodą im. Andrzeja Kijowskiego, przetłumaczona na 21 języków, do dziś cieszy się wielką poczytnością w Polsce i poza granicami (w Hollywood ma powstać film oparty na niej).

Reżyser spektaklu prezentowanego w Teatrze na Woli zachowuje charakterystyczny humor Antoniego Libery, groteskowy rys niektórych epizodów, klimat oraz intelektualne, a także polityczne tło powieści. Historia zaczyna się od pewnego epizodu (ponoć o autobiograficznych korzeniach), kiedy główny bohater, student neofilologii odbywa praktyki w swoim dawnym liceum. Spotyka grupę uczniów zainteresowanych romanistyką, nawiązuje z nimi szczera rozmowę, w trakcie której dowiaduje się, iż jego historia z czasów szkolnych, w wersji nieco ubarwionej, jest znana i przekazywana z ust do ust niczym jakiś mit. Zachęcany przez młodzież, zaczyna swą opowieść o dojrzewaniu w czasach "gorących i złych", w komunistycznej rzeczywistości Polski Ludowej. Temat z pozoru prozaiczny. Schyłek lat 60-tych, warszawskie liceum, uczeń dziesiątej, maturalnej klasy przeżywa fascynację osobą nauczycielki języka francuskiego. Wszechobecny stalinizm, żałosna, choć pokazana w ironiczno-humorystyczny sposób bieda, indoktrynacja, dominacja miernot i sługusów, kłaniających się nisko totalitaryzmowi. Inteligentny, zdolny chłopak, znawca literatury światowej, w tym Racine'a, Schopenhauera, Conrada, Tomasza Manna i innych; filmu i sztuki; amerykańskiego jazzu; z biegłą znajomością języka francuskiego, bezskutecznie usiłuje znaleźć swoje miejsce w rzeczywistości, która wciąż wydaje się mu obcą. Zakłada szkolny zespół muzyczny - Modern Jazz Quartet, rozwiązany dość szybko przez dyrekcję szkoły. Nagle w życiu młodzieńca pojawia się tytułowa Madame, tajemnicza profesor języka francuskiego, zastępca dyrektora, z misją przekształcenia liceum w szkołę z wykładowym językiem francuskim. Wyróżnia się ze smutnej masy jednakowo odzianych Polek, zawsze elegancka w kostiumach w stylu Chanel, pachnąca zagranicznymi perfumami, zimna i nieprzystępna; jednakowo uprzejma dla zdolnych i słabych, z nieodłącznym bien, czasem félicitations. Kochają się w niej platonicznie wszyscy uczniowie. Bohater, początkowo oporny, by jak zwykle podkreślić swą odmienność i zdystansowanie wobec "stada owiec", wkrótce sam ulega urokowi Madame i podejmuje liczne, tyleż pomysłowe co zabawne próby przejścia na inny poziom relacji z fascynująca kobietą.

By ułatwić widzom wejście w klimat epoki, na ekranie pojawiają się autentyczne zdjęcia Warszawy lat 60-tych, jej ulic i mieszkańców. Kostiumy dla aktorów wypożyczono z Wytwórni Filmowej, aby jeszcze bardziej podkreślić teatralną autentyczność zdarzeń. Wybrane epizody, scenki z życia trafnie ukazują realia tamtych lat - czas cenzury, akademii ku czci - np. rocznicy wybuchu wojny domowej w Hiszpanii, gdy zespół muzyczny ma zagrać Habanerę z "Carmen" Bizeta (utwór idealnie pasujący do tematu walki ludu Hiszpanii - wszak opowiada o miłości "robotnicy do milicjanta"!). Widać tu małe, dopracowane skrupulatnie szczegóły, które świadczą o poziomie całości przedstawienia - młodzież tańczy, oczywiście parodiując, flamenco (zasługa znawczyni tematu, choreograf Anny Iberszer). Wizyta w dziekanacie UW, na wydziale romanistyki, to kolejna scenka - perełka - wszechwładne kadry, przed którymi drżą szarzy pracownicy (pani z dziekanatu, świetna Anna Gryszkówna) i doktoranci. Funkcjonariusz MO (Paweł Domagała), mało rozgarnięty lecz przesiąknięty poczuciem władzy, a także zabawny obraz zderzenia dwóch rzeczywistości, niezrozumiałych dla bohatera różnic, czyli rozmowa z urzędniczką państwową, a potem z pracownicą Ambasady Francuskiej (doskonała w tych epizodach Agata Wątróbska). To tylko niektóre scenki, które zapadają w pamięć, głównie dzięki doskonałej grze aktorów i precyzyjnej reżyserii. Aby zwrócić uwagę Madame, bohater (Waldemar Barwiński) dokonuje niemal ekwilibrystycznych wyczynów, bierze udział w wydarzeniach kulturalnych organizowanych przez Ambasadę Francuską, m.in. w kontrowersyjnej wystawie erotycznych grafik Pabla Picassa w Zachęcie. W marzeniach bohatera pojawia się sam mistrz, by dyskutować z młodzieńcem na temat seksualności człowieka. Stanisław Brudny w roli Picassa jest bezkonkurencyjny, także dzięki swemu podobieństwu fizycznemu do artysty. W końcu bohater poznaje szczegóły tajemniczego życiorysu Madame, powiązania jej rodziców z wydarzeniami wojny domowej w Hiszpanii, okoliczności śmierci matki i inne osobiste tragedie (m.in. niemożność wyjazdu do kraju urodzenia, ukochanej Francji). Odtwórca głównej roli gra tak przekonująco, oddając z wyczuciem emocje targające dojrzewającym młodzieńcem, ich subtelność, jego marzycielską naturę, pełną naiwności i platonicznych porywów miłość do dorosłej kobiety, iż z łatwością zyskuje podziw publiczności. Widzowie z rozbawieniem, jako obserwatorzy, uczestniczą w jego niecodziennej rozmowie z Madame, gdy oboje używają kwestii z "Fedry" Racine'a. Ale nadchodzi moment pożegnania, bal maturalny. Jedyna chwila szczerej rozmowy między dwojgiem. Wkrótce ona wyjedzie, a on zostanie w zniewolonym kraju, nie rezygnując ze swych marzeń o pisarstwie. I tu należy zwrócić uwagę na odtwórczynię roli Madame - Aleksandrę Bożek. Wspaniała kreacja, choć ryzykowna i trudna. Aktorka doskonale ukazuje niuanse psychiki i charakteru pięknej, dojrzałej kobiety, tak nieprzeniknionej i nieoczywistej. Postać niemal mityczna, królewska, a w głębi bardzo ludzka i pełna ciepłych uczuć oraz - co ważne - niepozbawiona poczucia humoru. Całe przedstawienie skrzy bowiem ironicznym, lekkim i inteligentnym humorem. Artyści - z wyjątkiem głównego bohatera - wcielający się w różne postacie, co nie jest przecież łatwe, czynią to z aktorskim wyczuciem i techniczną precyzją. Na osobne wyróżnienie zasługuje zespół muzyczny, przygrywający na scenie, raczący publiczność świetnymi kawałkami m. in. jazzu i bluesa

Spektakl "Madame" to dowód na to, iż w młodości, jej szczerości, niezłomności oraz wierze w marzenia, niezależnie od warunków i czasów, tkwi wielka siła, którą trzeba pokazywać, a dobry Teatr i dobry reżyser zawsze będzie w cenie!