Całkiem nowy, ważny ZASP?

W Polsce brakuje silnej reprezentacji środowisk teatralnych, która mogłaby stać się partnerem dla ministerstwa i władz samorządowych w rozmowach na temat finansowania teatrów i reformy systemu. Pokazały to ostatnie wydarzenia: władza z łatwością ignorowała głosy ludzi teatru i symulowała dialog społeczny, podejmując decyzje arbitralnie i wygrywając podziały w środowisku - pisze Roman Pawłowski w Gazecie Wyborczej Stołecznej.

«Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że głośny protest z przełomu marca i kwietnia prowadzony pod hasłem: "Teatr nie jest produktem, widz nie jest klientem" przeminął bez echa. Władze Warszawy pozostały głuche na jeden z dwóch głównych postulatów: jawne i przejrzyste procedury przy wyborze dyrektorów miejskich scen. Urzędnicy sami wybrali nowego dyrektora jednego z najważniejszych teatrów - Dramatycznego, ignorując głos zespołu. Został nim dramatopisarz Tadeusz Słobodzianek, dotychczasowy szef miejskiego Teatru na Woli i niezależnego Laboratorium Dramatu, wszystkie trzy sceny ma połączyć unia personalna. Kandydaturę zatwierdził minister kultury Bogdan Zdrojewski, chociaż związkowcy zakwestionowali procedurę wyboru dyrekcji bez konsultacji.

Władze Warszawy złamały przy tym przyjęty niedawno przez Radę Miasta "Program rozwoju kultury", który przewiduje podejmowanie tego typu decyzji po konsultacjach z przedstawicielami społecznymi. Przy okazji urzędnicy "ukarali" Instytut Teatralny, organizatora Warszawskich Spotkań Teatralnych, podczas których odczytywany był list protestacyjny przeciwko polityce wobec teatrów. Od przyszłego roku WST ma przejąć Teatr Dramatyczny pod kierunkiem Słobodzianka, chociaż to właśnie IT reaktywował tę imprezę po długiej przerwie.

Drugi z postulatów dotyczący teatrów dolnośląskich został spełniony połowicznie. Władze Dolnego Śląska co prawda wycofały się z zamiaru powołania menedżerów na miejsce obecnych szefów artystycznych trzech ważnych scen (Teatr Polski we Wrocławiu, Opera Wrocławska i legnicki Teatr im. Modrzejewskiej), jednak nadal nie wiadomo, co z kontraktami obecnych dyrektorów. Połowicznie rozwiązany został też konflikt w Rzeszowie, gdzie miasto chciało mianować szefem Teatru Maska działaczkę PO, niezwiązaną z teatrem. Minister Zdrojewski co prawda nakazał samorządowi przeprowadzenie otwartego konkursu, jednak ustalone przez miasto kryteria dopuszczają udział w nim osób bez doświadczenia teatralnego, co otwiera drogę działaczom politycznym.

Cztery tysiące osób, które w marcu i kwietniu podpisały się pod listem przeciwko złej polityce teatralnej, mogło poczuć, że ich głos został zignorowany. Jednak ten największy od lat protest ludzi kultury nie poszedł na marne. Na czwartkowym spotkaniu sygnatariuszy listu w Warszawie prezes Związku Artystów Scen Polskich Olgierd Łukaszewicz zapowiedział, że otworzy tę najstarszą i najważniejszą w Polsce organizację ludzi teatru na uczestników nieformalnego ruchu protestu. To przełom w działalności ZASP i w polskim życiu teatralnym.

Czasy, kiedy ZASP reprezentował całe środowisko, należą do przeszłości. Organizacja, powołana w 1918 r. przez m.in. Stefana Jaracza, Aleksandra Zelwerowicza, Juliusza Osterwę w celu zjednoczenia ludzi teatru z trzech zaborów, w ostatnich latach nie odgrywała znaczącej roli. Jej głównym polem działalności jest dzisiaj zarządzanie prawami autorskimi artystów wykonawców, zbieranie i przekazywanie tantiemów z telewizji, radia i filmu oraz prowadzenie Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie. W środowisku ZASP uchodził dotąd za ostoję konserwy i organizację walczącą o zachowanie status quo. W konfliktach zespołów z dyrektorami stawał zazwyczaj po stronie aktorów, doprowadzając do dymisji kilku znaczących twórców, m.in. Wojciecha Klemma, który został wyrzucony z Jeleniej Góry. Również w kwestii legislacji ZASP zajmował stanowisko konserwujące stary układ: ostatnio wymógł na parlamencie usunięcie ze znowelizowanej ustawy o działalności kulturalnej zapisów o wprowadzeniu umów sezonowych dla aktorów. Pozbawiło to sensu całą reformę teatrów publicznych: dyrektorzy zatrudniani na kilkuletnich kontraktach nie mogą dobierać wykonawców do repertuaru, bo etatowych aktorów chroni prawo pracy.

Skąd więc otwarcie ZASP na protest "Teatr nie jest produktem"? Olgierd Łukaszewicz, który po raz drugi pełni funkcję prezesa ZASP, zdaje sobie sprawę, że ta zasłużona organizacja umiera. Coraz mniej znaczących twórców chce do niej należeć, coraz mniejszy jest prestiż i rola stowarzyszenia w polityce kulturalnej. Tymczasem w Polsce brakuje silnej reprezentacji środowisk teatralnych, która mogłaby stać się partnerem dla ministerstwa i władz samorządowych w rozmowach na temat finansowania teatrów i reformy systemu. Pokazały to ostatnie wydarzenia: władza z łatwością ignorowała głosy ludzi teatru i symulowała dialog społeczny, podejmując decyzje arbitralnie i wygrywając podziały w środowisku. Jak to wyraził Jacek Poniedziałek, aktor Nowego Teatru z Warszawy, tylko ZASP może zatrzymać pełzającą degradację teatru, którą przeprowadza PO, obcinając finanse i pozbawiając ludzi teatru głosu przy wyborze dyrektorów. ZASP ma tę siłę, bowiem władze muszą z nim konsultować decyzje personalne i organizacyjne.

Wejście ruchu teatralnego protestu do ZASP wiąże się jednak z koniecznością dużych zmian w samej organizacji. Obecnie mogą do niej należeć tylko osoby z dyplomem wyższej uczelni artystycznej lub zdanym egzaminem eksternistycznym, tymczasem dzisiaj wielu twórców przychodzi do teatru z innych dziedzin, np. z humanistyki. W ZASP nie było dotąd miejsca dla dramaturgów i dramatopisarzy, bez których trudno wyobrazić sobie współczesny teatr. Nie ma też sekcji pracowników technicznych. Łukaszewicz deklaruje, że ma się to zmienić. Ma się tym zająć wspólna Komisja ds. Monitorowania Sytuacji w Teatrach Publicznych, w jej składzie znaleźli się krytycy Łukasz Drewniak i Witold Mrozek, szef IT Maciej Nowak, aktor Jacek Poniedziałek, reżyserki Monika Strzępka i Weronika Szczawińska, reżyser i scenograf Paweł Wodziński oraz ze strony ZASP aktor Piotr Bąk. Ma interweniować w sytuacjach kryzysowych w publicznych teatrach, a także wypracować definicję teatru publicznego. Proces wprowadzenia do ZASP nowych członków ma zakończyć się na zjeździe w przyszłym roku.

Czy 2,5 tys. obecnych członków poprze Łukaszewicza? Wiele zależy od umiejętności współpracy obu stron ponad pokoleniowymi i estetycznymi podziałami. Ruch "Teatr nie jest produktem" i ZASP muszą nauczyć się sztuki współpracy i kompromisu. Warto, bo wzmocniony ZASP może znów stać się wymagającym partnerem dla władzy.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego