Ciociu, czy to jest kosmos?

Polsko-niemieckie przedstawienie nie tylko opowiada o losach Małego Księcia z książki, ale o wszystkich, którzy - tak jak tytułowy bohater - czasami czują się obco, szukają przyjaciół i swojego miejsca na wielkiej planecie - o spektaklu "Der kleine Prinz - Mały Książę" w reż. Olka Witta prezentowanym w ramach programu Stary Browar Nowy Taniec dla Dzieci pisze Karolina Wycisk z Nowej Siły Krytycznej.

«Przestrzeń wypełniona jest zimnym, białym światłem, tylna ściana z materiału - podświetlona na niebiesko. W głębi ustawione zostały niewielkie półokrągłe namioty. Jako pierwsza na scenę wchodzi niepełnosprawna dziewczyna ubrana na biało, trzyma w ręku bambusowy kij, po chwili kładzie się w kręgu światła. Wtedy z podłogi wstaje dwóch młodych tancerzy, którzy zaczynają poruszać się w rytm niepokojącej muzyki. Wykonują symultaniczny układ choreograficzny, złożony ze skoków, energicznych ruchów przeplatanych chwilowymi zatrzymaniami. Wszystko blisko ziemi, jakby nie mogli unieść ciężaru swoich ciał. Zaraz potem oglądamy taniec cieni kilku osób w oświetlonych namiotach. Ta scena wywołuje w widzach lęk, dziecko obok mnie chce na ręce do taty.

Tak zaczyna się "Der kleine Prinz - Mały Książę", spektakl zaprezentowany w ramach programu Stary Browar Nowy Taniec dla Dzieci. Kuratorka programu Alicja Morawska-Rubczak tym razem sprowadziła do Poznania grupę młodzieży z Polski i Niemiec, która w trakcie integracyjnych warsztatów stworzyła taneczno-ruchowe przedstawienie. Z opisu pierwszej sceny wynika, że spektakl wcale nie jest przeznaczony dla dzieci. To jednak złe wrażenie. Początkowy obraz jest intrygujący, pobudza wyobraźnię małego widza. Poza tym każdy, kto przeczytał historię Małego Księcia, dobrze wie, że to nie jest śmieszna i lekka opowieść, ale pełna smutku i tęsknoty. Takie emocje wzbudza też przedstawienie. Artyści zaprosili publiczność w podróż po planetach, które w trakcie swej wędrówki odwiedził Mały Książę. Oglądając przygody właściciela Róży i baranka zamkniętego w klatce mali, widzowie czasami trochę bali się lisa i węża boa, a czasami śmiali się z dworu Króla i z Próżnego z kilkoma kapeluszami na głowie.

Kilkanaścioro młodych ludzi ze Zbąszynia i okolic oraz członkowie młodzieżowego spinaTheater z Solingen w Niemczech pod opieką artystyczną reżysera Olka Witta z Berlina (we współpracy z choreografkami: Ewą Świtoń z Rudy Śląskiej oraz Julią Anne Steinhardt z Solingen) spędziło zeszłoroczne lato na przygotowaniu scenicznego projektu w oparciu o nowelę Antoina de Saint Exupery'ego. Twórcy przeczytali "Małego Księcia" przez pryzmat własnych wątpliwości, młodzieńczych pytań i poszukiwań. "Na jakiej planecie żyje dzisiejsza młodzież? W kim znajduje swojego liska do oswojenia? Dla jakiej Róży będzie na zawsze?" - czytamy w opisie spektaklu. A co obserwujemy na scenie? Wyjątkowe widowisko złożone z plastycznych obrazów, elementów tańca, wspólnej zabawy słowem i gestem. Barwny sceniczny kosmos. Młodym artystom udało się poprzez taniec opowiedzieć o tym, co najważniejsze i - tak jak mówił lis do Małego Księcia - niewidoczne dla oczu: o przyjaźni, tolerancji, wartości nowych doświadczeń i wzajemnym zaufaniu. O tym, co tworzy ich codzienność.

Najciekawsze momenty przedstawienia to te, w które zaangażowana jest cała grupa. Wspólne działania prowadzą do atrakcyjnych wizualnie efektów, które z pewnością przyciągają uwagę maluchów i starszych odbiorców (na widowni zasiadają kilku- i kilkunastolatki). Mały Książę wchodzi na scenę, rozwija za sobą podłużną rolkę białego papieru. Przypominamy sobie jednej z pierwszych obrazów z książki, czekamy na rysunek baranka, o którego poprosił główny bohater. Aktorzy wspólnymi siłami tworzą obrazek - ktoś rysuje głowę, ktoś inny tułów zwierzęcia, potem wszyscy ustawiają się w kole. Każdy trzyma przed sobą fragment arkusza - na rozłożonym brystolu widzimy całe stado narysowanych baranków, które poruszają się w rytm kroków tancerzy. Ożywiony rysunek to świetny pomysł, żeby uruchomić dziecięcą wyobraźnię. Ale to nie jedyny przykład niezwykłej inwencji twórców. Spektakl przepełniony jest dźwiękami, których na co dzień nie zauważamy. W scenie z planety Latarnika każdy z aktorów zapala latarnię za pomocą długiego kija i dzwonka do roweru. Pijak, którego spotyka Mały Książę, nie tylko zabawnie się zatacza, ale też wydobywa dźwięki dmuchając w szyjkę od butelki. W muzykowanie zaangażowana zostaje cała grupa - na scenie odbywa się koncert na szklanych instrumentach. Kiedy Róża schowana w swoim papierowym domku wreszcie budzi się do życia, młoda aktorka spinaTheater śpiewa łagodną, melodyjną piosenkę. Tomasz Molenda, uzdolniony, młody muzyk ze Zbąszynia, w kilku scenach gra przejmującą muzykę na kozie. Muzyczność i plastyka obrazów to główne atuty przedstawienia, które dzięki nim ani na chwilę nie znudzi wymagającej dziecięcej publiczności.

Godzinny spektakl zbudowany jest z szeregu scen, a w każdej z nich znajdzie się charakterystyczny motyw, na którym młodzi widzowie mogą skupić swoją uwagę. Jedna z postaci, którą Mały Książę spotyka na swojej drodze - Próżny - ma cały stos kapeluszy, które przymierzają też pozostali aktorzy. Grupa na chwilę zastyga w bezruchu, dzieci domyślają się, że to najlepszy moment na pamiątkowe zdjęcie. Kiedy cały zespół zaczyna liczyć gwiazdy (każdy w swoim języku, po polsku lub po niemiecku) czytelnicy Exupery'ego wiedzą już, że to bankierzy zapatrzeni w liczby i statystyki. Publiczność ożywia się, gdy wraz z głównym bohaterem docieramy na planetę Króla. Cały w bieli zasiada na tronie (za podnóżek służy mu jeden z poddanych) i co chwila "roz-ka-zuje" niemożliwe do spełnienia instrukcje, a dwór zabawnie łapie się za głowy i z trwogą powtarza królewskie słowa. W scenie, kiedy Mały Książę oswaja lisa, obserwujemy, jak bohater powoli zmniejsza dystans, zbliża się i zdobywa jego sympatię (wcześniej aktorka z lisią czapką na głowie odstraszała Księcia gwałtownymi ruchami i naśladowaniem odgłosów zwierzęcia). Jednak nie wszystkie wątki były łatwo rozpoznawalne, niektóre sceny (jak ta przywołana na początku, trochę smutna, trochę niepokojąca) stanowiły zagadki do rozwiązania. Fabuła książki i taniec posłużyły za punkt wyjścia do spektaklu pełnego znaków zapytania, które pobudziły fantazję młodych widzów.

Polsko-niemieckie przedstawienie nie tylko opowiada o losach Małego Księcia z książki, ale o wszystkich, którzy - tak jak tytułowy bohater - czasami czują się obco, szukają przyjaciół i swojego miejsca na wielkiej planecie. W projekcie bierze udział niepełnosprawna młodzież, która świetnie sobie radzi ze scenicznym wyzwaniem. Również młoda publiczność zostaje skonfrontowana i "oswojona" z problemem inności i tolerancji.

Organizowany w poznańskim Starym Browarze taneczny Dzień Dziecka zaliczam do udanych. Chociaż nie należę do docelowej grupy odbiorców, myślę, że zarówno dzieci, jak i rodzice mieli okazję do przeżycia wspaniałej przygody z Małym Księciem. Najlepszym tego dowodem jest komentarz prosto z widowni. W trakcie spektaklu dziewczynka z pierwszego rzędu głośno wyraziła swoją wątpliwość: "Ciociu, czy to jest kosmos?". Intuicja dziecka jak zwykle okazała się niezawodna.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego