W imię prawdy?

"Luna" Artura Urbańskiego, w reż. Artura Urbańskiego, Towarzystwo Edukacji Kulturalnej w Lublinie. Pisze Marcin Zawada, juror XVIII Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Niespełna godzinny spektakl rozpoczyna się prawie że w ciemności. W słabo oświetlony krąg, gdzie stoi statyw z mikrofonem, wchodzi bohaterka. Ma na sobie szarą, prostą sukienkę, która odkrywa całe ramiona. Suknia czy lekki płaszcz ma też kaptur. Coś przypomina, sugeruje. Po chwili na ekranie za Luną pojawia się czarno-biały obraz rejestrującej ją kamery. Kobieta niezdarnie odwraca głowę, sprawdzając, czy już jest na wizji, nabiera głośno powietrze, rzuca zdenerwowane spojrzenia. To co za chwile powie, będzie dla niej ciężkim wyznaniem. Zastanawiam się, czyje to zdenerwowanie: czy bohaterki, która publicznie podda się spowiedzi, czy aktorki Karoliny Porcari, która po raz pierwszy w swej karierze mierzy się z monodramem. Już po pierwszych kwestiach staje się jasne, że sukienka z welonem jest habitem zakonnym. Jest też zarazem - obok mikrofonu - jedynym rekwizytem w minimalistycznym, opartym prawie wyłącznie na słowie przedstawieniu.

Karolina Porcari rozpoczyna wyznanie opisem życia zakonnego. Codzienność to modlitwa, sprzątanie, samotność rzadko przerywana pojawieniem się gości. Kiedy zjawia się powracający z misji ojciec Fe, życie nabiera nowego blasku. Aktorka przerywa opowieść o zakonie głośnym "brrr..." imitującym warkot silnika. Znika projekcja, scena rozświetla się, a bohaterka tanecznym krokiem przemierza ją w zupełnie innym, niż przed sekundą, nastroju. Jej wahania, zmienność emocji to znak rozpoznawczy monodramu. Raz słychać rozkrzyczaną nastolatkę, która dostaje od rodziców wymarzony skuter. Zaraz potem opis terapii psychologicznej po rozpoznaniu u bohaterki bulimii. Porcari zrzuca habit i w bieliźnie zapamiętuje się w niemal plemiennym tańcu. Brawura nastolatki przeplata się z delikatnymi, onirycznymi scenami ucieczki od świata, ucieczki w marzenia, porzuceniem dzieciństwa i przejścia w dorosłość. Opowieści rwą się nieoczekiwanie, wątki powracają w kolejnych niepełnych odsłonach. Pulsuje kolorami światło rzucane na jasne ekrany za aktorką.

Opowieść o ojcu Fe nie daje spokoju, bohaterka rozpoczyna ją po raz kolejny, ale znowu nie kończy, ucieka. Najwyraźniej krąży wokół jakiegoś osobistego tabu. Publiczne wyznanie zakonnicy zmierza do dramatycznego wydarzenia z przeszłości. Luna zbiera siły i ze łzami w oczach, trzęsąc się jak na początku spektaklu, opowiada o trzech gwałtach, których dopuścił się na niej ojciec Fe, nakłaniając ją później do samobójstwa. Ile w tym prawdy, ile konfabulacji? Mężczyzna broni się oskarżając siostrę o chorobę psychiczną. Nie waha się wytoczyć największych dział utrzymując publicznie, że jest prześladowany jak Chrystus. Pierwowzór tej postaci nazywa się Francesco Bisceglia. Już w trakcie prób do "Luny" jej twórcy dowiedzieli się, że został skazany na dziewięć lat więzienia.

Bohaterka odkryje jeszcze jedno zdarzenie ze swej mrocznej przeszłości. W czerwonym świetle, zagłuszana przez jazgoczący saksofon, przyzna się, że szalejąc na skuterze doprowadziła do śmierci koleżanki. Teraz odbywa pokutę: nie dość, że została zgwałcona przez swojego przewodnika duchowego, to jeszcze nikt nie chciał uwierzyć w jej zeznania.

Tekst Artura Urbańskiego nagrodzono w konkursie "Sztuka Monologu" zorganizowanym przez Laboratorium Dramatu oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Do prawdziwej historii gwałtu, jakiego dopuścił się włoski duchowny na zakonnicy, Urbański dopisał retrospektywne monologi.

Kilka dni po obejrzeniu "Luny" czytam o dwudziestotysięcznej manifestacji na placu Trzech Krzyży w Warszawie, na której tłum żąda - w imię wolności mediów - koncesji dla Telewizji Trwam, telewizyjnego odpowiednika Radia Maryja. Słuchacze i widzowie ojca Rydzyka domagają się prawa do swobodnej wypowiedzi, ale Kościół i jego media, w tym także TV Trwam i Radio Maryja, nie dopuszczają na antenę informacji o wybuchających wśród duchownych aferach, zamiatając je pod dywan. W imię wolności i poszanowania prawdy.

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego