powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Perwersyjna zbrodnia

"Zbrodnia" w reż. Eweliny Marciniak w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Pisze Piotr Grzymisławski, juror XVIII Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Bielska "Zbrodnia" jest kryminałem inspirowanym opowiadaniem" Zbrodnia z premedytacją" Witolda Gombrowicza. Postacie dramatu i zawiązanie intrygi są wprost z opowiadaniem. Ale realizacja tematu odbiega znacznie od klasycznego tekstu, choć więcej tu ducha Gombrowicza niż w niektórych spektaklach będących adaptacją jego tekstów.

Twórcy ukazują świat w napięciu między bełkotem a próbującym go okiełznać logosem. Między tym, czego opisać się nie da, a tym, co opisowi podlega. Kryminał jest formą, która wpisuje się gatunkowo w silnie skonwencjonalizowany opis świata, podlega obiektywnie postrzeganym kategoriom rzeczywistości, realizującym się w toku przyczynowo skutkowym. Zbrodnia i kara w kryminale zawsze będzie jednoznaczna i obiektywna. W Zbrodni Michała Buszewicza kryminalna zagadka podlega wprawdzie logice wydarzeń, ale z czasem ustępuje logice umysłu i rodzącemu się z niej czemuś na kształt gombrowiczowskiego kosmosu, czyli świata wytrąconego ze zrozumiałości. Tak pojmowana logika rozsadza kryminał od środka, bo nie odnosi się do jakiegokolwiek obiektywnej rzeczywistości, której ten się domaga. Nie ma konkluzji, rozwiązania, pojęć prawdy i fałszu. Nie o zbrodnię tu chodzi i nie o sprawcę, ale o projekcję tej zbrodni, ekspozycję własnej roli, wystawieniu siebie na spojrzenie drugiej osoby. Autorzy od samego początku prowadzą perwersyjną grę, oferując widzowi iluzję, że kiedyś zagadka śmierci ojca zostanie rozwiązana. W zamian na końcu otrzymujemy warianty rekonstrukcji zdarzeń, wszystkie jednakowo nieistotne. Ważniejsze jest to, co drąży postaci: dwuznaczność, która kryje się pod społecznie przypisanymi rolami Detektywa, Matki, Córki, Syna czy Siostry zmarłego.

Publiczność, zanim jeszcze zajmie miejsca na widowni, wchodzi w interakcje z postaciami: aktorzy są już na scenie i dyskretnie reagują na przejście obok siebie poszczególnych widzów. Eksponują samych siebie w jedyny sposób dostępny dla Gombrowiczowskiego człowieka - wystawiają się na drugą osobę i jej dyskurs. To delikatnie zarysowane napięcie między aktorami a widzami, będzie podtrzymane przez cały spektakl. Jednak wzajemne eksżonowanie siebie zachodzi najsilniej między samymi postaciami. Spektakl zaczyna się od wizyty Detektywa, jego pukania do drzwi mieszkania, w którym przebywa Matka z Córką. Detektyw jeszcze nie wie, że nie zastanie w nim podejrzanego, który umarł, bądź został zamordowany. Bohaterki pełne są lęku przed obnażeniem i odkryciem tajemnicy. Nie wiadomo, dlaczego tak się zachowują. To jedna z wielu sugestii służących wskazaniu mordercy. Sugestie te dotyczą jednak kolejno wszystkich postaci.

Matka i Córka w końcu otwierają drzwi pod presją naglącego pukania Detektywa. Momentalnie wchodzą w konwencję oficjalnego powitania. Ewelina Marciniak prowadzi AKtorów według konsekwentnie zbudowanej struktury. Konwencjonalność zachowania jest podkreślona sztuczną i emblematyczną grą aktorów, eksponującą naiwność zachodzących relacji. Pojawia się też od razu pęknięcie. Córka, brawurowo grana przez Jaśminę Polak, odkrywa brzuch. Ruch ten nagły i nieumotywowany logicznie wprowadza niezręczność do świata społecznych konwencji, relacji międzyludzkich. Wykoleja świat z jego zrozumiałości. W kolejnych scenach to pęknięcie się powiększa, doprowadzając do paradoksalnego i perwersyjnego ukazania świata w rozejściu się sensu i formy. Spektakl kipi od absurdalnych scen, nagminnie przekraczana jest w nim zasada reprezentacji i prawdopodobieństwa, a jakiemukolwiek sensowi i rozwiązaniu przedstawiana jest kontrpropozycja. Zbrodni staje się spektaklem z niemożliwym do wypowiedzenia sensem. Jest w nim bowiem nierozstrzygalność między językiem performatywnym jak z konstatującym co. Skąd już blisko do poczucia wyobcowania w języku, bo nieosiągalne staje się doświadczenie, w jaki sposób rzeczy naprawdę się mają.

W końcowych scenach nie wiadomo, co jest zbudowane na improwizacji, szczególnie w przypadku roli Jaśminy Polak, która szarżuje, balansując na granicy umowności, skonstruowanej na próbach roli i dosłowności w jej przełamywaniu podczas spektaklu. Z formą wytwarzania sensów koresponduje muzyka wykonywana na żywo przez kompozytora Marcina Nenko, bezpośrednio reagującego na napięcia na scenie.

Spektakl Eweliny Marciniak jest zrealizowany z animuszem. Dużo tu żywiołowości, absurdalnych i groteskowych scen, podtrzymujących parodystyczny charakter spektaklu. Szczególnie ciekawie jest pokazane uwikłanie postaci w Formę, wyprowadzone z gry AKtorów i z tekstu Buszewicza. Kiedy Córka bez ostrzeżenia, schodząc ze sceny, wprost przebija się z impetem przez ścianę, wywołuje to konsternację pomieszaną z rozbawieniem. Dodajmy, że ścianę wyklejono w papuzią tapetę, której wzór ma również na swoim kostiumie Córka. Wcześniej wręcz zlewała się z tłem. Za chwilę wróci na scenę w kostiumie przedstawiającym obraz galaktyki, jako żartobliwe odwołanie do kosmosu świata wytrąconego z siebie. Coraz to nowy porządek symboliczny, nie tylko w języku ale i za pomocą gestu, pojawia się w przestrzeni spektaklu; towarzyszy temu wspomniana lekka dezorientacja. Aktorzy odrzucają psychologiczną i społeczną identyfikację, przestają być stabilnym nośnikiem ról i znaków.

Także w scenografii Marty Stoces pojawiają się z czasem częściej i intensywniej przedmioty i kostiumy, które pogłębiają wrażenie nieczytelności, również na poziomie relacji ludzi i rzeczy. W pewnym momencie absurd zaczyna się zagęszczać, a sceny coraz luźniej referują akcję. Rozpada się dramaturgia, ale jest to wynik formy spektaklu od początku ku temu zmierzającej. Pojawia się fragmentaryzacja fabuły, sprzeczności, dysonanse w grze aktorów, prowadzące do decentracji struktury bielskiej inscenizacji. To ryzykowna strategia inscenizacyjna. W tym nieokiełznaniu - które momentami wymyka się twórcom, niebezpiecznie zbliżając spektakl do wygłupu - reżyserka i dramaturg nawiązują do postawy Gombrowicza, jego perwersyjności w rozumieniu eksponowania rozluźnionego związku języka i świata. Ekscentrycznie kreują celebrację nonsensu, ukazując niesamowitość w Lacanowskim rozumieniu kryjącą się za przyjętymi wzorcami zachowań i naszym oględnym postrzeganiem rzeczywistości.

Ostatecznie spektakl pozostaje kryminałem, grą z jego konwencją i przede wszystkim dobrą zabawą, zachowując istotne proporcje i inspiracje opowiadaniem Gombrowicza, jednocześnie nie popadając w fanfaronadę.