powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Maratończyk Marian Czerski

Gdy wrócił z maratonu w Nowym Jorku, tego samego dnia, zaledwie pięć godzin później, był już na scenie. - Bieganie to moja wielka pasja, ale aktorstwo to moje życie - mówi Marian Czerski, aktor Teatru Polskiego we Wrocławiu.

- W moim wieku jakikolwiek rodzaj aktywności fizycznej to zwykła konieczność. Wybrałem bieganie, bo to sport, który nie wymaga wielkich inwestycji. Wystarczą dobre buty. A skoro okazało się, że daję sobie radę nawet w maratonach, to staram się w nich uczestniczyć - mówi aktor.

Marian Czerski skończy w tym roku 47 lat. Trudno uwierzyć, że od dziewięciu miesięcy jest dziadkiem. Ma świetną, młodzieńczą sylwetkę. Dawniej nie myślał nawet o bieganiu, ale gdy skończył 35 lat, postanowił zadbać o kondycję.

- Do biegania namówił mnie przyjaciel. Ten pierwszy raz będę pamiętał do końca życia: był wczesny ranek, ciemno, mokro i przeraźliwie zimno. Biegałem tylko przez pół godziny, ale następnego dnia miałem potworne zakwasy - wspomina Czerski. - To mnie jednak nie zniechęciło. Uparłem się, że będę biegać, więc biegałem.

Wysłali go koledzy

Z czasem aktor zaczął biegać na coraz dłuższych dystansach. Zapisał się do klubu sportowego Piast i zaczął nawet startować w zawodach. - Najpierw był bieg sylwestrowy w Trzebnicy na 10 km. Rok później pobiegłem w maratonie wrocławskim. Udało mi się dotrzeć do mety z całkiem niezłym czasem: 2 godzin 52 minut i 21 sekund - opowiada. - Do dziś pamiętam te emocje. Cieszyłem się jak dziecko, bo okazało się, że coś mogę osiągnąć.

Ostatni niedzielny [25 kwietnia] maraton we Wrocławiu był jego dziewiątym. Poza zawodami w stolicy Dolnego Śląska aktor ma na swoim koncie udział m.in. w maratonach berlińskim i nowojorskim. Na ten ostatni wysłali go koledzy z teatru, którzy przypadkiem dowiedzieli się o jego pasji. - Marian nie chwalił się nigdy swoimi wyczynami, ale kiedyś doszły mnie słuchy, że człowiek, z którym dzielę garderobę, biega w maratonach - mówi aktor Andrzej Wilk. -Zamurowało mnie. 42 kilometry to przecież kawał drogi i normalny człowiek nie jest w stanie tego przebiec! Potem przekonałem się na własne oczy, że on nie tylko w maratonach biega, ale osiąga doskonałe wyniki! Jestem przekonany, że gdyby zaczął zajmować się tym wcześniej, dziś robiłby karierę sportową, a nie aktorską. Osiągnięcia Czerskiego tak bardzo mu zaimponowały, że założył w teatrze jego fan klub. - Postanowiliśmy zorganizować mu wyjazd na jakiś wielki maraton światowy. Padło na Nowy Jork - wspomina Andrzej Wilk. - Kupiliśmy mu bilet na samolot i nowe buty.

W maratonie nowojorskim Czerski wystartował w listopadzie 2002 roku. Na 32 tysiące uczestników zajął 181. miejsce. W swojej kategorii wiekowej był szósty! Nasz słynny maratończyk Grzegorz Kołodko, ówczesny minister finansów, w tym samym biegu był 8496.

Biega o świcie

Żeby z powodzeniem startować w maratonach, Czerski musi biegać codziennie po kilkanaście kilometrów i stosować specjalną dietę. Na jakieś dwa miesiące przed startem trening musi być bardziej intensywny - tygodniowo robi wtedy po 110-120 km. Z powodu swojej pasji nigdy nie zawalił jednak żadnego terminu w teatrze. - To byłoby nie do pomyślenia. Czasem tylko teatr idzie mi na rękę i nie organizuje przedstawień z moim udziałem wtedy, kiedy są maratony - mówi. - Nowy dyrektor świetnie to rozumie, bo sam biegał kiedyś na 400 metrów.

Aktor musi jednak wstawać skoro świt, żeby rano - jeszcze przed próbą w teatrze - zrobić sobie trening. - Dzięki temu jestem chyba człowiekiem, który widział najwięcej wschodów słońca - mówi z uśmiechem.

Marian Czerski

Urodził się 1 lipca 1957 r. w Kolembrodach, małej wiosce na Lubelszczyźnie. Do Wrocławia przyjechał po podstawówce, żeby uczyć się w Technikum Żeglugi Śródlądowej. W szkole zainteresował się teatrem. Zdał do PWST. Po dyplomie, w 1982 r., zaczął pracę w teatrze w Legnicy. Po pięciu sezonach przeniósł się do Bydgoszczy. Po kolejnych dwóch wrócił do Wrocławia. Gra w Teatrze Polskim. Na swoim koncie ma role m.in. Konrada-Gustawa w "Dziadach", hrabiego Henryka w "Nie-boskiej komedii", Hamleta, Papkina. Teraz można go zobaczyć w "Bajce o sercu na strychu" Od 7 lat jest wdowcem. Ma 26-letnią córkę i 23-letniego syna. Od 9 miesięcy jest dziadkiem. Jego wielką pasją, oprócz biegania, jest chodzenie po górach i żeglarstwo. Uwielbia przyrodę. Marzy o tym, żeby wziąć udział w rejsie morskim.