Odpowiedź na oświadczenie Pani Doroty Sajewskiej

Z uwagą przeczytałem Pani oświadczenie. W pierwszej jego części pisze Pani "o faktach" - spektaklach, których tytuły i autorzy świadczyć mają o ich literackich korzeniach. Sporą ich część udało mi się obejrzeć, zwykle - niestety - przy bardzo niekompletnej widowni - pisze Włodzimierz Paszyński w odpowiedzi na list Doroty Sajewskiej.

Ja wiem: dla barbarzyńcy to są też drobnostki:

[..] sonety, Luwr, Uficje, twój syn, moja córka

i te drzewa, co szumią w wierszach Erenburga;

siewnik, piórnik, młot, smyczek i wesoły taniec,

kłosy, cegły i domy, i gniazda bocianie,

Kochanowski i Tycjan, Piotr Breughel i Cranach,

Mickiewicz, Puszkin, fugi Jana Sebastiana,

Notre-Dame, Uspienski Sobór i Wieża Mariacka -

I o to będzie walczył świat aż do ostatka

/Konstanty Ildefons Gałczyński/

Szanowna Pani!

Z uwagą przeczytałem Pani oświadczenie. W pierwszej jego części pisze Pani "o faktach" - spektaklach, których tytuły i autorzy świadczyć mają o ich literackich korzeniach. Sporą ich część udało mi się obejrzeć, zwykle - niestety - przy bardzo niekompletnej widowni. Istotnie, tytuły i autorzy na plakatach się zgadzają. Nie jestem jednak pewien czy taki np. Hesse rozpoznałby na scenie Teatru Dramatycznego swojego "Wilka stepowego", Lewis Carroll "Alicję w krainie czarów" a Flaubert "Madame Bovary". Ja miałem z tym spory kłopot, a parę rzeczy w życiu zdarzyło mi się przeczytać. W tym mickiewiczowską "Lekcję XVI". I mam nieodparte wrażenie, że chodziło w niej o coś więcej, niż Pani sugeruje. Powiada poeta: "Przeznaczeniem tej sztuki jest pobudzać, a raczej, jeśli wolno tak się wyrazić, zniewalać do działania duchy opieszałe". Otóż mnie, Joannę Szczepkowską (jak wynika z jej tekstu "Dlaczego nie podpisałam...") i wielu "Gałkiewiczów", wypowiadających się choćby na forach przy okazji dyskusji nad Manifestem, Państwa spektakle raczej nie pobudzają. Trochę żal, bo Dramatyczny odwiedzaliśmy niegdyś jak świątynię myśli i formy - tak w codziennej działalności, jak od święta; np. podczas niegdysiejszych Warszawskich Spotkań Teatralnych.

Dziwię się przy tym, że - jeśli istotnie chciała Pani ze mną porozmawiać - nie znalazła ku temu okazji. To bardzo proste. Nikt dotąd nie narzekał na niemożność kontaktu ze mną - jest wyjątkowo prosty. Wystarczy zadzwonić, napisać maila. Bywałem też, także ostatnio, częstym gościem Pani teatru. Oczywiście, jestem gotów się spotkać. W każdym umówionym terminie.

I na zakończenie. Większą część życia zawodowego przepracowałem jako szkolny polonista. Stąd przekonanie, że dobry spektakl, podobnie jak dobra lekcja, to spotkanie, rozmowa. Młody poeta z wiersza Andrzeja Bursy powiada, że zapachu w poezji nie da się oddać przez proste nazwanie, że:

[...] cały wiersz musi pachnieć

i rym

i rytm

muszą mieć temperatury miodowej polany

a każdy przeskok rytmiczny

coś z powiewu róży

przerzuconej nad ogrodem [...]

Rozmawia o tym z przyjacielem. Wydaje się, że zatopieni w dialogu unieśli się nad światem (niekiedy przydarza się coś takiego na dobrych lekcjach), są bliscy odkrycia istoty zagadnienia - tego, co w sztuce najważniejsze. Jednak rzeczywistość, wyrażająca się smrodem, unoszącym się znad stojącego w kącie wiadra na fekalia, sprowadza ich na ziemię; wszystko, cały nastrój chwili, jej swoistą magię popsuje polecenie:

wynieś proszę to wiadro

bo potwornie tu śmierdzi szczyną

To jak uderzenie obuchem - dalszy dialog nie będzie już możliwy. Szanse na kolejny, podobny, równie ważny, też wydają się niewielkie. Przekraczając po raz pierwszy próg szkoły jako nauczyciel, tak właśnie myślałem o roli, którą przyszło mi zagrać - tego, który rozmawia. I myślę tak do dziś. Również zasiadając na widowni teatralnej Wyniesie się wiadro, powróci w teatrze rozmowa

Bo teatr to OGRÓD. Nie chcę w nim barbarzyńców!

Włodzimierz Paszyński

PS Ten tekst dedykuję też Romanowi Pawłowskiemu z Gazety Wyborczej - Krytykowi Jedynie Słusznemu i Licencjonowanemu

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego