Rzemieślnicy ateńscy nie są tu clownami wyciskającymi z "najżałośniejszej komedii o Pyramie i Tyzbe" okazje do wygłupu. Grają swoją bzdurę tak serio, jak się da, nieudolnie, lecz szczerze - a spotykają się z pogardą i grubiaństwem. Jerzy Grzegorzewski miksuje piąty akt "Snu nocy letniej" z występem aktorów w "Hamlecie", tworząc osobistą, pełną złości i gniewu wypowiedź o stosunkach między sceną i widownią, twórcą i odbiorcami. Nawet Puk (Beata Fudalej jak iskra) zamienia swój adres do publiczności w ostrą drwinę, kontrowaną jednym jedynym dwuwierszem, podanym zmęczonym, zwyczajnym głosem aktorki: "dajcie brawo nam łaskawie, a co złe, to ja naprawię". Szef Narodowego ma poczucie nieprzystawalności swojego teatru - asocjacyjnego, złożonego, stawiającego wielkie wymagania odbiorcom - do współczesnych przyzwyczajeń; daje temu wyraz w wysublimowanej formie. Aliści ów gniewny protest - słuszny i artystycznie znakomity - brzmiałby mocniej, g
Tytuł oryginalny
Gniew nocy letniej
Źródło:
Materiał nadesłany
Polityka nr 1