Dużo czytam omówień i recenzji z przedstawień, nawet jeśli nie udaje mi się iść osobiście do teatru, i widzę, że nie pisze się o czyjejś roli, postaci. Widocznie tych ról i postaci nie ma. W latach 70., w Starym Teatrze, każda postać, każda rola, to była kreacja - mówi Jerzy Stuhr w rozmowie z Marią Malatyńską.
Kreacje. To takie nieaktualne pojęcie w aktorstwie. Jednak w tej chwili kreacja wraca, ale na ekran. Czyżby tylko film podtrzymywał poziom naszego aktorstwa? Bo przynajmniej na ekranie aktorzy są widoczni. Teatr chyba w tym względzie przestał się liczyć. Tak to wygląda? - To dobry temat do rozważań, a nawet narzekań. Bo rzeczywiście film jest w stanie stworzyć postacie, pokazać aktora, zalśnić kreacją, a teatr stał się kompletnie anonimowy. Dużo czytam omówień i recenzji z przedstawień, nawet jeśli nie udaje mi się iść osobiście do teatru, i widzę, że nie pisze się o czyjejś roli, postaci. Widocznie tych ról i postaci nie ma. W latach 70., w Starym Teatrze, każda postać, każda rola, to była kreacja. A dzisiaj aktorzy pozostają w przedstawieniu nieco anonimowi. Nawet, gdy widać na zdjęciach, że są, w świetnych kostiumach, to o niczym nie świadczy. Bo to na zdjęciach są wyraziści, charakterystyczni, a w przedstawieniu gdzieś giną. Spek