- Płock teatr za 200 lat? Samochody będą latały, ludzie może też. Mam jednak nadzieję, że nasza scena się nie zmieni, nie stanie się np. wirtualna. W sumie jestem spokojna, świat teatru od starożytności przetrwał wiele wojen, rewolucję przemysłową, a wciąż jest sobą. I niech tak zostanie - mówi Jolanta Milewska, szefowa Biura Obsługi Widza w Teatrze Dramatycznym w Płocku.
Rafał Kowalski: Płocki teatr jest już sędziwym staruszkiem czy jeszcze młodzieniaszkiem? Jolanta Milewska: Może nie sędziwym, ale jednak staruszkiem. Jesteśmy zaledwie 47 lat młodsi od Teatru Narodowego w Warszawie. W porównaniu z dwustoma latami teatru w Płocku moje 32 lata pracy tutaj wydają się drobnostką. Mimo że przez ten czas sporo się działo. Zmieniali się dyrektorzy, aktorzy... A publiczność, gusta tej obecnej różnią się od tej sprzed 30 lat? - Dzisiejszy widz nie różni się od tego sprzed lat, jeśli chodzi o chęć oglądania uniwersalnych problemów na scenie. Zauważam jednak, że kiedyś teatromani byli bardziej wysublimowani. Obecni lubią problemy podane w sposób bardziej lekki, komediowy. Nie tyle jednak lubią rechotać, co zdrowo się pośmiać. Jak choćby podczas "Kochanków nie z tej ziemi", naszej ostatniej propozycji. Prostota to nie to samo co prostactwo. Bardziej ambitny repertuar umiera? - Bynajmniej. Bo jeśli ambitny