Teatr Andersena szuka dla siebie nowej, dodatkowej sceny - najlepiej hali o industrialnym klimacie z widownią na co najmniej 200 miejsc. Chce tam pokazać "Człowieka z La Manchy".
Arkadiusz Klucznik, dyrektor Andersena mówi, że zależy mu na tym, aby w każdym sezonie premierę miał jeden spektakl adresowany do szerszej, a więc nie tylko dziecięcej publiczności. Sukcesem byli widowiskowi "Trzej Muszkieterowie", z którymi teatr zdecydował się wyjść poza swój - ulokowany na Starym Mieście - budynek. Ten spektakl lublinianie oglądali na dziedzińcu Archiwum Państwowego przy ul. Jezuickiej. Ta lokalizacja została świetnie przyjęta. - Ale z powodu deszczowej pogody nie mogliśmy zagrać "Muszkieterów" tyle razy, ile planowaliśmy. Pokazaliśmy spektakl trzy razy zamiast dziewięciu. Dlatego teraz chcielibyśmy mieć do dyspozycji jakąś zadaszoną halę. Liczymy, że ktoś zaproponuje nam takie miejsce na dogodnych warunkach - mówi Arkadiusz Klucznik, dyrektor teatru. Gdyby lubelski teatr lalek dostał taką salę na stałe, chciałby umieścić tam scenę, na której można by pokazywać kilka różnych spektakli m.in. "Trzech Muszkieterów".