Nigdy nie lubiłem się wygłupiać i do tej pory nie jestem duszą towarzystwa - mówi Marianem Opania, który wystąpił z recitalem na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie.
Podobno ma Pan duszę Hamleta, ale widzowie kojarzą pana głównie z rolami komediowymi i kabaretem. - Takie moje szczęście. Zawsze chciałem być Hamletem, Makbetem, a grywałem w "Moskwie -Pietuszki". Nie chodzi o to, że to jest lżejszy repertuar, tylko lekko komediowy, a ja tej komedii musiałem się uczyć. Nigdy nie lubiłem się wygłupiać, nie byłem duszą towarzystwa, jestem małomówny, ponury. Żona mi zawsze mówi, jak się gdzieś wybieramy: powiedz chociaż dwa zdania. Ja nie lubię być na świeczniku. Nie byłem ani razu na żadnym festiwalu krajowym. Za granicą owszem, ale to dlatego, że tam jest mniejszy kociołek, po którym trzeba się umieć poruszać. Ja zawsze stoję sobie gdzieś z boczku. - I cieszy się pan, kiedy ludzie pana nie zauważają. Zdarza się to panu? - Ciężko, ale zdarzyło mi się pojechać z koleżanką do RPA. Byliśmy na końcu świata, gdzie dwa oceany się stykają. Idziemy i w połowie drogi spotykamy wycieczk