- Nie chciałabym - również jako widz - by Teatr stał w miejscu, nie próbować zaskakiwać, intrygować, zaczepiać, nakłuwać, rozśmieszać, bawić, a czasem denerwować. Gdyby tak nie czynił, byłby chyba dość nużący i obojętny - o dokonaniach i planach Teatru im. Szaniawskiego w Wałbrzychu mówi dyrektor Danuta Marosz.
Elżbieta Gargała Tegoroczne Dni Dramaturgii były odmienne od poprzednich. Po pierwsze prezentacje zrealizowane w Wałbrzychu były nagrodą dla młodych dramaturgów, po drugie opustoszałe piętra dworca kolejowego stały się inspirująca oprawą tych trochę surrealistycznych sztuk. Nagrodę dla dramaturgów należy też traktować jako wyróżnienie dla wałbrzyskiego teatru, prawda? Danuta Marosz: Istotnie, tegoroczne Dni Dramaturgii odbywały się w miejscu szalenie ekscytującym, niecodziennym. Udało się nam "zakotwiczyć" w przestrzeniach Dworca Głównego aż na ponad tydzień i poddać to miejsce magicznej przemianie za sprawą szóstki młodych ludzi: początkujących dramaturgów i sprzymierzonych z nimi reżyserów, dopiero startujących w zawodzie. Uzyskaliśmy dzięki temu 3 całkowicie odmienne, atrakcyjne, frapujące wypowiedzi artystyczne w formie szkiców scenicznych. Widzowie mogli obejrzeć swego rodzaju collage, dla którego wspólnym punktem wyjścia była