Siła prostoty

Bezpretensjonalna, pomysłowa, efektowna - tak najkrócej można scharakteryzować tę inscenizację - o spektaklu "Calineczka" w reż. Witolda Mazurkiewicza z Teatru Lalek Banialuka z Bielska-Białej prezentowanym w ramach XV Międzynarodowego Festiwalu Teatrów dla Dzieci i Młodzieży Korczak pisze Justyna Czarnota z Nowej Siły Krytycznej.

«"Calineczka" z bielskiej Banialuki jest moim zdaniem najjaśniejszym punktem części konkursowej festiwalu Korczak. Bezpretensjonalna, pomysłowa, efektowna - tak najkrócej można opisać inscenizację Witolda Mazurkiewicza. Przygody Calineczki znają chyba wszyscy - dzieci i dorośli. Reżyser wykorzystał adaptację Marty Guśniowskiej, napisaną z myślą o maluchach - prostym, melodyjnym językiem. Nie ma tu igrania z popkulturą czy natrętnego moralizatorstwa. Ta bajka o przyjaźni i dobroci została zrealizowana z wdziękiem i klasą. Klucz do sukcesu przedsięwzięcia tkwi w scenografii i wpadających w ucho piosenkach.

Muzyczna forma przedstawienia okazała się doskonałym sposobem na odświeżenie Andersenowskiej baśni. Efekt osiągnięto przede wszystkim dzięki znakomitemu połączeniu dowcipnych piosenek Guśniowskiej i energetycznej muzyki Gabriela Meneta, w której słychać nuty jazzowe, bluesowe, popowe i folkowe. Fragmenty muzyczne, zgrabnie włączone w strukturę przedstawienia, stają się jego immanentną częścią, nie przytłaczają samej opowieści, a jedynie dynamizują akcję. Na małej scenie nie ma miejsca na wymyślne choreografie, Mazurkiewicz całkiem rozsądnie zrezygnował z nich, upraszczając ruch sceniczny. Nie oznacza to wcale nudy, wręcz przeciwnie - pomysłowe kostiumy i nieustannie transformowana scenografia skutecznie przyciągają uwagę młodych widzów.

Podstawę scenografii stanowi konstrukcja w kształcie zamkniętego kwiatu tulipana, którego płatki można w razie potrzeby rozłożyć i pozbawiać kolorowej powłoki, tak że zostaje jedynie metalowa siatka. Zaskakująco łatwo zmienić w ten sposób jasną, świetlistą sypialnię Calineczki w ponury dom kreta ukryty głęboko pod ziemią. Największą radość na widowni wzbudziło jednak zbudowanie z tulipana żaby. Podczas chwilowego wyciemnienia do barwnej bryły przyłożono żabią głowę z olbrzymimi krwistoczerwonymi ustami oraz wielkie nogi o charakterystycznych spiętych błoną łapach. Odnóża postały z nałożenia zielonego materiału na dużej średnicy sprężynę, co pozwoliło uzyskać efekt niestabilnego chodu. Mechanizm harmonijki powraca w kostiumach innych postaci - myszy i kreta. To właściwie negatywni bohaterowie, jednak ich zabawny wygląd (sylwetki zostały wyolbrzymione - to obraz z punktu widzenia Calineczki) i pluszowy materiał, z którego zostały wykonane kostiumy, sprawiają, że ma się ochotę je przytulić - dzieci siedzące w pierwszych rzędach śmiało wyciągały dłonie, by ich pogłaskać.

Czwórce aktorów, wcielających się naprzemiennie w kolejne postaci opowieści, udało się stworzyć szereg ciekawych kreacji i powołać do życia pełnokrwistych, choć naszkicowanych momentami karykaturalną kreską, bohaterów. Marta Marzęcka, która wciela się w postać tytułowej bohaterki, nie infantylizuje swojej bohaterki, ale nie pozwala też zobaczyć w niej rozpieszczonej księżniczki. Obdarza ją wdziękiem i słodyczą, dzięki czemu łatwo uwierzyć w gołębie serce dziewczynki.

Przy realizacji spektaklu w Teatrze Banialuka pracowali twórcy z Lublina: Witold Mazurkiewicz, reżyser, na co dzień szef Kompanii Teatr, scenograf Jarosław Koziara i kompozytor Gabriel Menet. Wielka szkoda, że wyjechali na drugi koniec kraju i ich interpretacji Calineczki nie mogą oglądać dzieciaki z rodzinnego miasta. Taki spektakl w repertuarze Teatru Andersena mógłby stanowić ciekawy kontrapunkt dla propozycji dyrektora Arkadiusza Klucznika.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego