Logo
30.09.2011 Wersja do druku

Polskie śniadanie

- Emocje, zwłaszcza po spektaklu, tak wyczerpują nerwowo, człowiek jest tak rozdygotany, że o jedzeniu właściwie nie myśli, wolałby właściwie czegoś się napić. Stąd ta, wśród artystów, skłonność do alkoholu jest naturalną potrzebą rozładowania napięcia - rozmowa z MARKIEM WEISSEM, dyrektorem Opery Bałtyckiej, o sztuce jedzenia.

W cyklu "Sztuka jedzenia" z dyrektorem Opery Bałtyckiej Markiem Weissem [na zdjęciu] o piciu szampana do śniadania, o telefonie, który zadzwonił podczas jedzenia jajecznicy, o balujących artystach, sałacie Micka Jaggera i Sopocie bez Komedy rozmawia Gabriela Pewińska: Śniadanie, powiedział Pan kiedyś, temat ważki. Ważniejszy nawet od opery? - Bardzo trudno przeciwstawić sobie te dwie sprawy, bo śniadanie to jest zaledwie maleńki element życia, a opera to potężny element sztuki. Owa dysproporcja świadczy o tym, że to są rzeczy nieporównywalne. Gdyby ktoś spytał, czy dla mnie sztuka jest ważniejsza od życia, to wtedy dopiero wpadłbym w tarapaty! A jest? - Jeśli ktoś traktuje sztukę poważnie, a nie tylko zarobkowo, nie może tych dwóch kwestii rozdzielić. I ja tego rozdzielić nie umiem. U mnie życie tak się splata z twórczością artystyczną, że oddzielenie tych dwóch spraw jest niemożliwe. Ja nie mam czegoś takiego jak obszar życ

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Polskie śniadanie

Źródło:

Materiał nadesłany

Polska Dziennik Bałtycki nr 228

Autor:

Gabriela Pewińska

Data:

30.09.2011