powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Projekt "Gelsomina"

Do napisania tego tekstu skłonił mnie wywiad jakiego udzielił Piotrowi Sarzyńskiemu Michał Merczyński - pisze w felietonie dla e-teatru Paweł Wodziński.

Zdziwił mnie ten wywiad i przedstawiona w nim wizja organizacji wydarzeń kulturalnych, która opiera się na produkowaniu jednorazowych "eventów", festiwali, przeglądów i projektów specjalnych, ze szczególnym naciskiem na międzynarodową wymianę kulturalną.

Jestem zdumiony, że wciąż traktuje się ten model jako atrakcyjny i obowiązujący. Projekty w wielkiej skali, bezideowe, złożone z przedstawień, koncertów, projektów artystycznych, przemieszczających się po Europie, kierowane i prowadzone przez wyposażonych w kompetencje artystyczne menedżerów kultury, przypominają dziś raczej prężenie muskułów przez słabnącego jarmarcznego siłacza. Na potrzeby tego felietonu nazwijmy je projektami "Zampano".

Powstanie tego modelu wiązało się priorytetami systemu, widzącego w dziełach sztuki i wydarzeniach kulturalnych produkty przemysłu kreatywnego i świetnie wpisywało się w politykę europejskiej integracji, łącząc się z wizją Europy jako wspólnej przestrzeni kultury. Multikulturalizm, o którym wspomina patron Europejskiego Kongresu Kultury Zygmunt Bauman w swej najnowszej książce, stał się znakiem nowej europejskiej tożsamości. Po latach działania tego modelu widać jednak jego efekty. Mimo wydawania sporych pieniędzy, wpływ kultury na życie społeczne maleje. Coraz większe grupy ludzi pozostają poza oficjalnym obiegiem, tracąc wiarę w jej demokratyczny charakter. Oznacza to marginalizację kulturową całych obszarów i osłabienie więzów wspólnotowych.

W ostatnich kilku latach zmieniła się sytuacja polityczna. Wiarę w system zastąpiły wybuchy społecznego niezadowolenia. Problemy polityczne i tożsamościowe, kryzys ekonomiczny i finansowy tworzą zupełnie nowy kontekst zarówno dla kultury, jak i form międzynarodowej współpracy. Nie chodzi już o naiwne podtrzymywanie wizerunku europejskiego multikulturowego raju ani o kontynuację polityki igrzysk i radości, ale o prowadzenie rzeczywistego dialogu oraz demokratyzację kultury. Alternatywą dla multikulturalizmu może być, również wspominany przez Baumana, multikomunitaryzm, uznanie i akceptacja dla istnienia różnego typu wspólnot i wpisanie ich w oficjalny nurt.

Ale będzie to skuteczne, gdy zamiast jednorazowych wielkich przedsięwzięć, publiczne i niezależne instytucje kultury tworzyć będą dzieła sztuki i projekty osadzone w kontekście, zapewniające możliwość partycypacji ludzi, stwarzające ramy dla zaistnienia ich zmarginalizowanej kultury. Tylko działania bezpośrednie, stałe i konsekwentne dają szansę na odzyskanie zaufania, tylko one są wstanie udowodnić, że w tej sferze nie chodzi o projekty dla elit, jednorazowe popisy czy wyciąganie pieniędzy z portfela.

Mam nadzieję, że model organizacji kultury, rozumiany wyłącznie jako tworzenie projektów specjalnych, zdezaktualizuje się na naszych oczach wraz z systemem finansowym, że pęknie tak samo jak bańka spekulacyjna. Sądzę także, że pozycja menedżera ulegnie osłabieniu, tak jak słabnie autorytet doradcy finansowego, próbującego sprzedać przewartościowane akcje. Alternatywny model kultury zakłada, że trzeba uczestniczyć w wydarzeniach albo być ich twórcą. Dla zarządzających nie zostaje zbyt wiele miejsca.

Gdy Zampano prężył muskuły, Gelsomina codziennie wykonywała swoją niezbyt atrakcyjną pracę. Ale to ona nadawała sens działaniom Zampano. I to o niej się przede wszystkim pamięta. Dlatego na potrzeby tego felietonu nazwijmy alternatywny model kultury projektem "Gelsomina".