Wielu rzeczy się mogłam spodziewać, ale tego, że będę z zainteresowaniem oglądać Bałuckiego, to jednak nie. No bo co to jest Bałucki? Staroświeckie ramoty, owszem, zręcznie napisane, ale w sam raz na prowincjonalną scenę albo dla zespołu amatorskiego, też nie z metropolii. Ten obiegowy pogląd utwierdziło we mnie wspomnienie paru przedstawień sprzed lat - "Grubych ryb" na scenie Teatru Młodego Widza, "Klubu kawalerów" w wykonaniu teatru objazdowego i "Radców pana radcy", na których próbował sił zespół amatorski spółdzielni "Plecionka" (chyba?). Toteż "Ciężkie czasy" w telewizji zaczęłam oglądać przypadkiem - po prostu nikt się nie pofatygował i nie wyłączył telewizora po dzienniku, a ja, zbierając naczynia po kolacji, przystanęłam na chwilę z tacą w ręku, potem położyłam tacę, potem siadłam na chwilę, potem zawołałam do syna: "Piotrek, to jest zupełnie dobrze grane, zobacz w programie co to jest", a jeszcze chwilę potem wypełz�
Tytuł oryginalny
Czekanie na księcia
Źródło:
Materiał nadesłany
Czas nr 23