Rudzki to styl

Paradoks KAZIMIERZA RUDZKIEGO polega na tym, że cieszył się on ogromną popularnością i był postacią powszechnie znaną i lubianą, choć w ciągu dwudziestu lat zagrał ledwo dwadzieścia ról teatralnych i niewiele więcej ról filmowych.

«O Kazimierzu Rudzkim tak pisał Jan Knothe: Był Warszawiakiem z dziada, pradziada. Samo nazwisko Rudzki, tak jak Herse, Jabłkowscy, Pakulscy, Łopieńscy, Gessner, było nieodzowną częścią pejzażu i "smaku" dawnej Warszawy. W tym mieście się właśnie urodził 6 stycznia 1911 roku (choć czasem podawane są także dwie błędne daty: 31 grudnia 1910 i 16 stycznia 1911).

Jego ojcem był Bronisław Rudzki - właściciel filmy gramofonowej i wydawnictwa muzycznego na ulicy Marszałkowskiej. Lata nauki przebiegały całkowicie normalnie: w 1929 roku Rudzki zdobył maturę w Gimnazjum Ziemi Mazowieckiej, zaś w latach 1929-32 studiował w warszawskiej Wyższej Szkole Handlowej. Dyplom uzyskał na podstawie pracy pod tytułem Przemysł muzyczny w Polsce: nic zresztą dziwnego, bowiem w latach 1934-45 pracował w... rodzinnej Fabryce Płyt Gramofonowych. Zaraz potem podjął studia reżyserskie w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej pod kierunkiem Leona Schillera, gdzie jego pracą dyplomową były dwa akty Żabusi Gabrieli Zapolskiej. Spektakl widział Boy-Żeleński, który napisał: Młody reżyser p. Rudzki odczytał intencje autorki umiejętnie i celnie. Jeszcze w tym samym roku 1938 Rudzki zadebiutował jak aktor małą rólką w Teatrze Powszechnym na Pradze.

Stefania Grodzieńska przytacza zabawną anegdotę z balu PIST-u z - jak pisze - bodaj stycznia 1939 roku: Bal był obsługiwany przez studentów szkoły. Za bufetową ladą nalewał trunki posępny młodzian, stanowiący skrzyżowanie Bustera Keatona z Kazimierzem Krukowskim. Tadeusz [przyjaciel Grodzieńskiej - przyp. J.Z.] wybełkotał coś w rodzaju: - Kaziorucki. Trzy proszę. Młodzieniec nalał trzy wódki i wypiliśmy, wódka była dobra, więc Jurandot zamówił już głośno i wyraźnie: - Jeszcze trzy takie same kaziorucki. - Nie wiedziałem, że się znacie - mruknął Tadeusz, wypił i powędrował dalej. My patrzyliśmy na młodzieńca, młodzieniec patrzył na nas. Jurandot, chcąc przerwać milczenie, powiedział przyjaźnie: No to jeszcze po jednej kaziorucce. Kazio Rudzki bez drgnienia powiek znów napełnił nam kieliszki. Nieporozumienie wyjaśniło się dopiero po piątej, kiedy piliśmy kazioruckę już z barmanem. Czyli - Kazimierzem Rudzkim.

Z powodów oczywistych świetnie rozpoczęta kariera szybko uległa wojennemu przerwaniu: reżyser walczył w dywizji generała Kleeberga i dostał się do niewoli po bitwie pod Kockiem. Do stycznia 1945 roku przebywał w obozach jenieckich: pierwej w Weilburgu nad Lahną, a potem w Woldenbergu (czyli Dobiegniewie). Przez cały czas uczestniczył aktywnie w obozowym życiu kulturalnym - reżyserował przedstawienia lalkowe, wyreżyserował spektakl Jajko Kolumba (w którym grał Sherlocka Homesa), prowadził program rewiowo-kabaretowy Czarna kawa przy piwie. Wyreżyserował także Zemstę, choć - rzecz jasna - w formie bardzo specyficznej: jak to na ów przedziwny teatr obozowy przystało (tak bowiem pisał o nim we fraszce Andrzej Nowicki:

Dziwny to teatr. Teatr to jedyny,

A drugi taki nie wiem gdzie.

Chłopcy w tym teatrze grają za dziewczyny,

Ale na odwrót - niestety nie).

Tu nagły przeskok - warto pamiętać, że pierwszą w ogóle rolą filmową Rudzkiego okazała się wyborna kreacja porucznika Turka w Eroice (1957) Andrzeja Munka (ściślej: w jej noweli drugiej, czyli Ostinato lugubre, gdzie opiekuje się schowanym na poddaszu Zawistowskim-Tadeuszem Łomnickim i wtajemnicza w całą sprawę porucznika Kurzawę, czyli Józefa Nowaka). To fascynujący przykład wpływu doświadczeń życiowych na kreację filmową. Potwierdza to Jan Knothe, tak pisząc o zetknięciu się z tym dziwnym aktorem: Pierwszy wizerunek Rudzkiego i najbardziej zachowany w pamięci - to właśnie ten z obozu. Rogatywka, wojskowy płaszcz i do tego trochę zbyt cywilny szalik. Takuteńki, jak go oglądali później wszyscy w filmie i na scenie. O swojej oflagowej przeszłości często wspomina się także w popularnym serialu Jerzego Gruzy Wojna domowa (seria pierwsza - 1965), w którym Rudzki wcielił się w postać ojca głównego bohatera - typowego nastolatka Pawła, w sumie sympatycznego, domowego tyrana starej daty, który niczego nie rozumie i nie chce rozumieć z epoki telewizji, długich włosów, gitar elektrycznych i big-beatu (na przykład nie chce dać Pawłowi pieniędzy na "bilet na Grabczyk", czyli "...taką pieśniarkę, z gitarą" - w odcinku numer dwa pod tytułem Bilet za fryzjera).

Po wojnie Rudzki przez trzy lata mieszkał w Łodzi, lecz w 1948 roku wraz z Teatrem Syrena przeniósł się z powrotem do rodzinnej Warszawy. W Syrenie występował jako aktor, zaś w latach 1950-54 był jej dyrektorem. Od 1955 roku do końca życia grał w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Paradoks (?) Rudzkiego polega na tym, że cieszył się on ogromną popularnością i był postacią powszechnie znaną i lubianą - choć w ciągu dwudziestu lat zagrał ledwo ... dwadzieścia ról teatralnych i niewiele więcej ról filmowych (zwykle epizodycznych). Imponująca i bardzo nowoczesna proporcja: fenomen Rudzkiego polegał bowiem na konsekwentnym udzielaniu się w środkach masowego przekazu, czyli radiu i telewizji. Jego nazwisko kojarzy się od razu z takimi programami jak Podwieczorek przy mikrofonie (i to jeszcze w edycji przedwojennej!), programem Szpilki, Wesołym kramikiem, Kwadransem dla poważnych czy audycją edukacyjną dla dzieci Uczmy się recytować. Działał w kabaretach - "Szpak", "Wagabunda" i "Pod Egidą". Był czynnym działaczem ZASP-u i SPATiF-u, autorem choćby wielu listów gratulacyjnych do członków. Oto fragment jednego z nich - do Jana Brzechwy z okazji 65. rocznicy urodzin z wplecionym weń żarcikiem: Jeśli Bryll króluje w literaturze, to niech Pan bryluje w Królu! (Brzechwa bowiem uwielbiał grę w karty, a specjalnie w "króla").

To Stanisław Różewicz - wybitny polski reżyser - jako jeden z nielicznych obsadził Rudzkiego w roli głównej w swoim filmie Głos z tamtego świata (1962). Była to ponura tragikomedia obyczajowa o cynicznym hochsztaplerze i znachorze, który wraz ze wspólniczką żeruje na ludzkiej naiwności w sprawach zdrowotnych, terapeutycznych i po trochu metafizycznych. Rola niejakiego Aksamitowskiego była wielkim sukcesem nader przekonywującego w tej kreacji Rudzkiego, który jednak - co ciekawe - grał jakby zupełnie na przekór własnej, hiper-uczciwej osobowości. Bardzo ciekawie i intrygująco napisał o tym sam Różewicz: Ciemne plamki i zacienione zatoczki ludzkiej duszy prał na scenie, wyprażał w aktorskim tyglu. Stąd ta predylekcja do scenicznych typów dwuznacznych i moralnie wątpliwych. Te wszystkie obłudne Knoxy [chodzi o głośną kreację w tytułowej roli w spektaklu Knock, czyli Triumf medycyny z 1960 roku - przyp. J.Z.], szarlatany, diaboliczni magowie i znachorzy. Słowem: sądzę, że aktorstwo było indywidualnym, prywatnym katharsis Kazimierza Rudzkiego.

Zapamiętano go jako człowieka wspaniałego dla tych dobrych, uczciwych i pracowitych. Ale - jak pisał Bohdan Mańkowski: Dla tych, którzy go dobrze nie znali, był człowiekiem nieuczynnym, zimnym i niekoleżeńskim. Za to Henryk Rostworowski - przyjaciel - stwierdzał wszem i wobec: Kazimierz Rudzki to uosobienie prawości, szlachetności, prostolinijności i wierności w przyjaźni. Krzysztof Teodor Topelitz ukuł entuzjastyczną definicję jego aktorstwa: Rudzki - to styl. Nic dodać, nic ująć.

Przez ostatnie dwa lata życia Rudzki ciężko chorował, lecz nie wycofał się z aktywności twórczej i pedagogicznej. Niestety - w pewnym momencie nastąpić musiał kres - zmarł 2 lutego 1976 roku. Spoczywa na Powązkach Wojskowych, kwatera 39A-3-2...

Na koniec proszę zawsze pamiętać o słowach, którymi zaczyna się urocza wspomnieniowa książka Bohdana Łazuki ...trzymam się! Brzmią one pięknie i w rzadko teraz spotykany, hołdowniczy sposób: Wszystko zawdzięczam Rudzkiemu. Łazuka pisze o swoim Mistrzu i Profesorze w sposób prosty, lecz jednoznacznie zdecydowany: Kazimierz Rudzki - aktor konferansjer, pedagog, człowiek. W teatrze był bardziej postacią niż wielkim aktorem. Natomiast jako konferansjer? - właściwie na nim skończył się w Polsce ten zawód. Zostali jedynie zapowiadacze. (...) Styl Rudzkiego czyli abstrakcyjna forma, skrótowy dowcip, ironia pauzy i słowa. (...) Nigdy nie wywyższał się ponad publiczność. Obdarzony ogromem erudycji odwoływał się do niej z urzekającą nieśmiałością, jakby nie chcąc urazić tych na widowni, co... mniej wiedzą. Natomiast ubóstwiał stroić żarty z ludzi, którzy obnosili się ze swoim intelektem. Pamiętna jest jedna riposta w "Egidzie", gdy Artur Sandauer obruszył się, kiedy Rudzki zwracał się do niego per "panie profesorze"....

Sandauer: A dajże pan temu spokój! Pan Sam też jest profesorem!

Rudzki: Tak, ale ja tylko po to, żeby Łazuka mógł zostać magistrem!

Oj tak - Rudzki to styl...

Korzystałem z następujących publikacji:

Bohdan Łazuka - "...trzymam się!", Warszawa 1993, "Wspomnienia o Kazimierzu Rudzkim", red. Helena Głowacka. Warszawa 1981 oraz treść hasła Kazimierz Rudzki w "Słowniku biograficznym teatru polskiego", tom II, 1900-1980, Warszawa 1994.

Na zdjęciu: Irena Kwiatkowska i Kazimierz Rudzki w serialu "Wojna domowa", reż. Jerzy Gruza, TVP 1965 r.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego