powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Gombrowicza portret wielokrotny

To atak orężem Gombrowicza na polską mentalność - o spektaklu "Dzienniki" w reż. Mikołaja Grabowskiego w Teatrze IMKA w Warszawie pisze Karolina Matuszewska z Nowej Siły Krytycznej.

Bardzo cenię politykę Tomasza Karolaka, który do pracy w swoim prywatnym teatrze IMKA zaprasza nie tylko aktorów czy twórców, którzy są znanymi celebrytami, ale również świetnych artystów. Dzięki takiej współpracy powstają rzeczy dobre, ważne, potrzebne. O pewnych sprawach warto mówić i przypominać bezustannie. W taki nurt myślenia o teatrze znakomicie wpisują się "Dzienniki" Mikołaja Grabowskiego, których główny bohater, Witold Gombrowicz, niczym nowatorski krawiec konsekwentnie rozcina sznury od krepującego nasze ruchy i myśli zbyt ciasnego gorsetu. Ten emigracyjny pisarz, nieustannie zmagający się z polskością, całą swoją twórczością walczył o to, abyśmy przestali patrzeć na siebie jak na ludzkie typy o ściśle określonych rolach społecznych, a zaczęli postrzegać po prostu jako ludzi: wolnych, niezależnych, w całej swej istocie świadomych.

Witold Gombrowicz to postać o niezwykle skomplikowanej osobowości. Z takiego założenia wychodzi w swoim spektaklu Grabowski. Na niemal pustej scenie skąpanej w białym świetle przywodzącym na myśl południowe słońce Argentyny, siedmiu aktorów dyskutuje z naszymi polskimi przyzwyczajeniami, stereotypami i utartymi schematami myślowymi. Każdy z nich mówi słowami Gombrowicza, reprezentując w ten sposób nieco inny aspekt jego natury. Role te nie są jednak stałe. Większość scen budowana jest przy obecności jednego tylko Gombrowicza oraz skupiających się wokół niego rodaków, znajomych, czy słuchaczy granych przez pozostałą część zespołu. Metamorfoza przebiega u nich bardzo płynnie: z orędowników myśli pisarza zmieniają się w jego intelektualnych przeciwników, a jednocześnie uosabiają prześladujące go demony polskości.

Gombrowicz w stanie czystym - taki, jaki przychodzi nam na myśl w pierwszej kolejności - reprezentowany jest przez Piotra Adamczyka. Kreuje on postać zadbanego, eleganckiego intelektualisty w sile wieku. Jest tą najbardziej antypolską stroną natury Gombrowicza, która pozwala mu z zajadłością tropić i wykpiwać absurdalne i niezrozumiałe z jego punktu widzenia zachowania. Bliska jest mu w tym Iwona Bielska wygłaszająca polityczne monologi na zmianę z wielkopańskimi pretensjami. Z drugiej strony mamy Andrzeja Konopkę, który z sumiastym wąsem Sarmaty puszcza do nas ironiczne oczko, jakby chciał powiedzieć: "Dobrze, czytajcie sobie tego drugorzędnego Sienkiewicza, ceńcie go i zachwycajcie się nim, ale ja tam i tak wiem swoje." Podobny dystans utrzymuje Tomasz Karolak - niegustujący w salonowym życiu ziemianin, traktujący siebie jako element ogromnego wszechświata, w którym można jednak zbudować własny kosmos. Uzupełnieniem tych dwóch skrajności jest filigranowa Magdalena Cielecka uosabiająca fizyczną słabość i delikatność natury Gombrowicza. Najciekawsze kreacje należą jednak do Mikołaja Grabowskiego (który w spektaklach wakacyjnych zastępował Jana Peszka) oraz Olgi Mysłowskiej. Pierwsza z nich to portret starego człowieka, który swoim momentami obmierzłym zachwytem nad ludzkim ciałem potrafi wzbudzać niesmak. Jest w nim coś ze sprośnego Gonzala (którego zresztą Peszek grał "Trans-Atlantyku" Grabowskiego), z anarchisty przełamującego powszechnie obowiązujące standardy, a jednocześnie z całej tej postaci przebija jakaś świadomość klęski, do której Gombrowicz przyznał się pod koniec życia. Ostatnie wcielenie pisarza należy do operowej śpiewaczki, która swoim wysokim matowym głosem wyśpiewuje w charakterze intermediów fragmenty z "Diariusza Rio Parana" dotyczące podróży do Argentyny.Wyłania się z nich obraz Gombrowicza spokojnego, zadziwionego światem, którego piękno oddać może jedynie za pomocą słów. To Gombrowicz liryczny, poetycki - po prostu świetny pisarz i artysta.

Ta swoista mozaika wcieleń układa się w bardzo złożony, choć zarazem spójny obraz pisarza i jego światopoglądu. Grabowski kładzie akcent na sprawy związane z szeroko pojmowanym, a przez to niezrozumiałym i wypaczanym, pojęciem patriotyzmu. Swój atak orężem Gombrowicza na polską mentalność reżyser rozpoczyna bardzo ostro. Na scenę, której środek zajmuje zamknięty, biało-niebieski przedwojenny namiot plażowy, wychodzi Mikołaj Grabowski-aktor i zaczyna mówić o absurdzie, jakim jego zdaniem są wolne wybory. Sytuacja od samego początku robi się kuriozalna. No bo jak to?! Przecież demokracja jest fundamentem naszej współczesnej cywilizacji! Gombrowicz jednak nie wierzy w tak pojmowaną równość obywateli i powszechną sprawiedliwość. Tym mocnym i prowokacyjnym akcentem widz zostaje od razu zmuszony do konfrontacji ze stanowiskiem pisarza. Po pierwszym oszołomieniu może na chwilę odetchnąć dzięki scenie ze znanym już powszechnie fragmentem na temat twórczości Sienkiewicza. Humorem Grabowski rozładowuje poważny ton narzucony przez początek spektaklu. Nie uchyla się przy tym od stawiania istotnych problemów. Następuje szereg scen, w których poruszane są najróżniejsze tematy: od polityki, poprzez literaturę, stosunek do sztuki, moralne wybory i, kluczowe dla pisarza, rozumienie patriotyzmu. Wszystkie je łączy kpiarska złość Gombrowicza, który nie potrafi pogodzić się z naszą głupotą i ignorancją. Szczególnie celna wydaje się tutaj scena z "papugami", w której siedzący na krzesłach aktorzy-słuchacze, niechcący wywoływani dotknięciem ramienia prowadzącego wykład Gombrowicza (Adamczyk), z dumą wygłaszają utarte frazesy w stylu: "Sroce spod ogona nie wypadliśmy!", "Polska przedmurzem chrześcijaństwa", "Ale mamy Wawel", "I Mickiewicza."

I Słowackiego też. Choć w swoich "Dziennikach" Grabowski kładzie nacisk na problemy naszej polskości, nie zawęża ich jedynie do spraw politycznych. To, co tak gnębiło Gombrowicza przede wszystkim w "Ferdydurke" - chełpienie się tym, co pozornie nasze przy jednoczesnym braku zrozumienia dla istoty wychwalanego geniuszu, zyskuje wymiar pytania o nasze kompetencje poznawcze. Czy rzeczywiście potrafimy samodzielnie patrzeć na świat, żyć w nim i go rozumieć? W czasach, kiedy naszą wyobraźnię i poglądy kształtuje przede wszystkim stronniczy obraz płynący z mediów, to pytanie staje się szczególnie aktualne i jak rzadko kiedy w tak bezpośredni sposób odnoszące się do naszej sytuacji społeczno-politycznej. Przez ostatnie miesiące zalewani byliśmy informacjami o kolejnych katastrofach, wzajemnymi oskarżeniami o przyczyny tragedii smoleńskiej, a jednocześnie wzbudzano w nas poczucie dumy z faktu przejęcia prezydencji Unii Europejskiej oraz bycia gospodarzem Euro 2012. Za chwilę dołączy do tego lawina politycznych obietnic poprzedzająca zbliżające się wybory parlamentarne. W tym natłoku informacji warto zachować zdrowy rozsądek i zdać się na własne zdanie, do czego nieustannie namawiał i o co walczył Gombrowicz.