- Siły współczesnego teatru szukałbym we Fredrze. Tylko żeby go nie unowocześniać na siłę, ale potraktować leciutko, jak igranie złudzeniem. Bo nam dzisiaj potrzebny jest śmiech - mówi Ludwik Flaszen, współzałożyciel Teatru Laboratorium.
Magda Piekarska: Przyjechał pan do Wrocławia, żeby opowiadać o teatrze i nie-teatrze. Czym dziś jest teatr? Ludwik Flaszen*: Nie wiem, czy dziś takie rozróżnienie ma sens, bo wszystko wokół wydaje się być teatrem. To czym jest nie-teatr? - Przypomnijmy dawne dzieje. To pewnego rodzaju postawa, kiedy się nie gra, ani jak w teatrze, ani jak w życiu codziennym, nie recytuje się, nie powtarza wyuczonych gestów, zawiesza się mechanizmy obronne. Po prostu wychodzi się ze świata ról i wtedy zanika lęk, akceptujemy innego takim, jakim jest, i siebie także. Tak działo się w doświadczeniach parateatralnych. Przed laty praktykowaliśmy nie-teatr z Jerzym Grotowskim w Laboratorium. Dzisiaj zbliżone doświadczenia stosowane są w psychoterapii grupowej. To taki powrót do czasów niewinności, do Adama i Ewy sprzed grzechu pierworodnego. Dziś już nie potrafimy być tacy niewinni? - W codziennym życiu to jest po prostu niemożliwe. I nie jest wskazane, bo