- Nazwa teatru zobowiązuje. Ważne treści powinny przebijać się przez rampę do widza - mówi "Gazecie" Robert Gliński, przyszły dyrektor warszawskiego Teatru Powszechnego.
Joanna Derkaczew: Czy możemy już powiedzieć "Robert Gliński, nowy dyrektor Teatru Powszechnego"? Robert Gliński: Nie mam jeszcze podpisanej umowy ani oficjalnej nominacji. Toczą się niezbędne procedury. Ale myślę, że mogę już zacząć opowiadać o swoich pomysłach. Dobrego pomysłu na teatr Zygmunta Hübnera brakuje od lat. - Nie przychodzę z rewolucją. Obca mi jest taktyka spalonej ziemi. Wolę raczej strategię, którą w wojskowości określa się jako metodę małych kroków. Będę się starał rozbrajać konflikty, szukając kompromisów. Nie jestem dla zespołu o człowiekiem znikąd. Na przestrzeni lat zrealizowałem tam kilka spektakli. Poza tym pochodzę z Saskiej Kępy i Powszechny był pierwszym teatrem, do którego chodziłem. Pamiętam najlepsze czasy Hanuszkiewicza, potem Hübnera i fantastyczne spektakle z okresu krótkiej dyrekcji Andrzeja Wajdy. To zawsze był w naturalny sposób "mój teatr". Co pan z nim zrobi, gdy będzie naprawdę p