"Był sobie Andrzej, Andrzej, Andrzej i Andrzej" w reż. Moniki Strzępki w Teatrze im. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Pisze Jarosław Klebaniuk w portalu wywrota.pl.
Pazur sztuki Pawła Demirskiego i Moniki Strzępki tym razem ugodził w dobre imię środowiska kultowych twórców kina polskiego. Tuzy zostały mocno poturbowane, częściowo martwe. Masakry dokonano w nierównym artystycznie stylu, ale jeśli co do istoty rzeczy zgadzamy się z egzekutorami, to przymkniemy na to oczy. Wielkiemu Andrzejowi ojczyźnianego filmu oberwało się słusznie. Agresywna publicystyka teatralna ma swoich gorących przeciwników, o czym na wałbrzyskim spektaklu można się było przekonać, zapoznając się z odczytywanymi i wyświetlanymi fragmentami recenzji i krytycznych wypowiedzi. To przytaczanie opluwań i nie zawsze sprawiedliwych ocennych uogólnień wydaje się nawet świadczyć o pewnej próżności twórców spektaklu. "Sami powiedzcie, czy mieli rację" - zdawała się zapytywać widzów zaatakowana przez krytyków para. Tymczasem nie wszystkie oceny są jednakowo stronnicze i poddające się łatwemu oddaleniu. Zarzuty o dramaturgiczny chaos