powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Kontrapunkt 2011 bardzo ciekawy

O przedstawieniach XLVI PTMF Kontrapunkt w Szczecinie pisze w swoim blogu w Głosie Szczecińskim, Małgorzata Klimczak.

Czasami jak oglądamy jakieś przedstawienie i mamy wrażenie, że wśród aktorów na scenie jest jeden taki, który skupia na sobie całą uwagę widowni, bo ma w sobie taką energię, tak niesamowitą osobowość, że z każdym jego wejściem na scenę od razu to wyczuwamy.

Podczas tegorocznego Kontrapunktu takiego aktora odnajduję niemal w każdym przedstawieniu. W "Opisie obyczajów III" [na zdjęciu] taką osobą był Mikołaj Grabowski. W zasadzie reżyser, ale obecny na scenie. Chwilami trochę z boku, jakby zza kulis przyglądał się temu co robią jego aktorzy, ale najciekawiej było wtedy, gdy stawał się centralną postacią przedstawienia.

To jest klasa, solidna szkoła aktorstwa i reżyserii, artysta nie uciekający od nowych nurtów w teatrze. Człowiek, który jako dyrektor Starego Teatru w Krakowie, lekko skostniałym artystycznie mieście, zrobił małą rewolucję teatralną i dopuścił do głosu młodych reżyserów. Nie dostawał propozycji z warszawskich teatrów, więc zatrudnił go Tomasz Karolak, dyrektor prywatnego Teatru IMKA. Niech inni żałują, że tego nie zrobili.

W "Między nami dobrze jest" uwagę przyciągał Adam Woronowicz. Jeśli ktoś nie kojarzy nazwiska (może tak być, bo aktor nie jest celebrytą), to podpowiadam, że zagrał księdza Popiełuszkę. Wiele oczekiwałam po tym przedstawieniu, bo tekst jest Doroty Masłowskiej, reżyseria Grzegorza Jarzyny, a w obsadzie znane nazwiska, ale było tak sobie, bez wielkich emocji. Poprawnie. Tylko poprawnie. Myślę, że bez Woronowicza byłoby słabiej. I bez Marii Maj, aktorki starszej, ale grającej regularnie w sztukach ambitnych, w których się rewelacyjnie sprawdza.

W "Intymności" Teatru im. Juliusza Słowackiego w reżyserii Iwony Kempy całość "ciągnął" Grzegorz Mielczarek. Problemy damsko-męskie, rozstania, rozwody, zdrady, zostały tu pokazane bez wielkich emocji. Młodzi aktorzy grają jakoś płasko, średnio. Z niecierpliwością czekałam na te momenty, w których swoje kwestie do zagrania miał Mielczarek, to były najlepsze momenty przedstawienia. Miałam wrażenie, że scena ożywała.

Świetnie wypadł Teatr Konsekwentny z "Kompleksem Portnoya". Tutaj właściwie cała czwórka aktorów znakomicie sobie radziła, ale kobiety zdecydowanie lepiej. Maria Mariotti w roli Matki i Anna Smołowik w rolach kilku kochanek głównego bohatera.

Muszę przyznać, że z każdym przedstawieniem robi się coraz ciekawiej, więc z przyjemnością czekam na kolejne przedstawienia.