W swoim dokumencie "Grotowski Flaszen" Dziewulska postawiła sobie za cel rzecz właściwie niemożliwą: zrewidować dyskurs narosły wokół Grotowskiego przy pomocy, a może nawet ustami głównego rzecznika tego dyskursu - Ludwika Flaszena - pisze Paweł Soszyński w portalu dwutygodnik.com.
Jest w dokumencie "Grotowski Flaszen" Małgorzaty Dziewulskiej scena, w której Flaszen, w kapeluszu ze wstążką, marynarce i białych spodniach w kant, spaceruje po mostach na wrocławskich kanałach jak Aschenbach ze "Śmierci w Wenecji" Viscontiego. Wcześniej mówi o Wrocławiu: mgławym, wilgotnym - jak Wenecja u Tomasza Manna. Zresztą, śmierć, przemijanie, ale i zapomnienie w nierozłącznym splocie z niezrozumieniem, pojawiają się tu już w pierwszej - nieco zbyt natrętnej - scenie, gdzie mechanizm zegara na kościelnej dzwonnicy (niczym mechanizm kinowego projektora) odmierza takt legendarnej rejestracji "Księcia Niezłomnego" - tu niemej, pozbawionej ścieżki dźwiękowej. Powidoki, strzępy dyskursów, tropy, ale także legendy i domysły, spekulacje zawieszone w najbardziej elektryzującym, niekanonicznym momencie - z tego Dziewulska komponuje swój obraz. Tak o Grotowskim mało kto mówi, potrafi powiedzieć; dotychczas recepcja tej twórczości polegała na r