- Bywało, że dzieci rzucały w aktorów papierkami. Młodzi w grupie różnie reagują. Ale to było jakieś 20 lat temu. Wtedy do biletów dokładała się szkoła. Teraz płacą rodzice i do teatru przychodzą dzieci, które to lubią - Agnieszka Warczachowska, kierownik Biura Obsługi Widzów Teatru im. Horzycy, o toruńskiej publiczności.
Wizyta w teatrze zobowiązywała kiedyś widza do absolutnego przestrzegania pewnych zasad. Podczas spektaklu nie można było rozmawiać, jeść czy pić, a przede wszystkim obowiązywał odpowiedni strój. A dziś? - Nawet dzieci, które przychodzą na "Kota w Butach", wiedzą, że w teatrze się nie je. Po to jest przerwa, aby każdy mógł wypić sok albo kupić sobie coś słodkiego w bufecie. Młodzież też to wie. A dorosłym nie trzeba nawet tego przypominać. Zmieniła się jednak kwestia stroju. Podczas weekendów widzowie trzymają się ściśle zasad. Traktują to jako odświętne wyjście. Czasem nasz spektakl jest tylko wstępem do zabawy na mieście czy uroczystej kolacji. W ciągu tygodnia nie przychodzą już tak wystrojeni. Szczególnie młodzież. Zakładają sportowe buty i szerokie spodnie? - Przychodzą do teatru w takim stroju, w jakim idą do szkoły. Rzadko spotyka się już chłopaków w garniturach i dziewczyny w małej czarnej. Chyba że - tak jak