Dyrektor Maciej Nowak... Właściwie to nawet mogłabym z nim na serio związać swoje życie, gdyby tak dużo nie jadł! Nie starczyłoby na niego mojej emerytury! Ale miewał bardzo szalone pomysły, a ja lubię ludzi z fantazją. Wzięłam z nim ślub, całkiem osobisty, którego sama nam udzieliłam - anegdoty Lucyny Legut z życia Teatru Wybrzeże, po śmierci aktorki i malarki, przypomina Gabriela Pewińska z Polski Dziennika Bałtyckiego.
Lucyna Legut, aktorka, zmarła kilka dni temu w wieku 85 lat. Słynęła z ogromnego poczucia humoru. Rozśmieszała nas anegdotami z życia teatru Wybrzeże. Niektóre z nich przypomina Gabriela Pewińska. Gdy sobie wspominam dawne życie teatralne, to wydaje mi się, że składało się ono wyłącznie z bankietów - opowiadała artystka. - Piło się tęgo, zagryzając kiszonym ogórkiem. Pamiętam, gdy w czasie jednego z bankietów Jaga Gibczyńska utrudziła w tańcu stopy, zdecydowaliśmy, aby je wymoczyła, dla ulgi, w rondelku, w którym bufetowa teatralna Michasia odgrzewała dla nas parówki. Nad ranem poszliśmy trzeźwieć na molo, gdzie rybacy już siedzieli z wędkami. Jeden z nich otworzył pudełko z przynętą i, żartowniś, zaproponował nam poczęstunek. Jaga dorwała się do tych glist, aż wściekły rybak wyrwał jej pudełko z ręki, aby mu nie zjadła całej przynęty. Po każdym spektaklu Kira Pepłowska, ja i Leszek Ostrowski wpadaliśmy na pięćdziesi�