- Przynosiła mi na przykład teksty, które były trochę zbyt wymagające dla masowego odbiorcy. Często pisała utwory dla różnych śpiewających aktorów, z którymi się przyjaźniła. A kiedy oni zastanawiali się, kto by mógł stworzyć do nich muzykę, to padało moje nazwisko. Z AGNIESZKĄ OSIECKĄ napisaliśmy razem dwadzieścia kilka piosenek, z których większość wydałem na płycie "Dziękuję za świat" - mówi JERZY SATANOWSKI, kompozytor, reżyser, szef Novej Sceny w Teatrze Roma.
"Zabawki Pana Boga", które zobaczymy w Lubelskim Salonie Artystycznym, poza tym, że opowiadają historię trzech osób, tworzą także portret pokolenia. Co było w nim dla Pana najważniejsze? - Podstawą połączenia losów Agnieszki Osieckiej, Marka Hłaski i Krzysztofa Komedy w jednym wieczorze były ich splątane ze sobą biografie. Wszystkich śmierć zatrzymała w wielkim pędzie, wiele rzeczy razem przeżyli, bo się przyjaźnili. Tytuł "Zabawki Pana Boga" mówi o ludziach, którym los układał się trudno i nietypowo - wszyscy bohaterowie umarli w specyficznych okolicznościach, dużo za wcześnie. Agnieszka stała się z nich najstarsza, ale kto wie, jaka twórczość była wciąż przed nią? Pozostali z trójki, Hłasko i Komeda nie dożyli nawet czterdziestu lat. Mówi się, że jeden przyczynił się do śmierci drugiego, bo gdy Hłasko po pijanemu prowadził Komedę, doszło do wypadku, Komeda upadł i wskutek tego powstał u niego guz, z powodu którego zmarł. A