Polacy na Salzufer

«Polsko-niemieckie stosunki teatralne układają się dość nieproporcjonalnie. Teatr niemiecki, poznawany u nas w latach dziewięćdziesiątych wyrywkowo (na przykład dzięki festiwalowi Kontakt), potem, poprzez bardzo liczne kontakty zawodowe i osobiste, stał się dla wielu polskich twórców i widzów mocnym punktem odniesienia, niekiedy niekwestionowanym wzorem. Podobnie jest z niemieckim dramatem - jego obecność na polskich scenach jest znacząca. W przeciwną stronę jest o wiele gorzej, choć nie można powiedzieć, że Niemcy zupełnie nie znają polskiego teatru i dramatu. Kiedyś Swinarski, Axer, Grotowski i Kantor stanowili tam o jego sile i oryginalności, lecz potem "polska ofensywa" nieco osłabła. Lupa nie przyjął się w Niemczech bez zastrzeżeń, choć znajduje tam sporą grupę miłośników1. Sporadyczne wizyty (i jeszcze rzedsze prace w tamtejszych teatrach) innych polskich reżyserów w Niemczech: Warlikowskiego, Jarzyny, Grabowskiego Kruszczyńskiego czy Klaty nie stanowią jakiegoś zgrupowanego uderzenia. Także offowe sceny, które goszczą niekiedy w Berlinie, nie potrafiły odnaleźć tam stałego miejsca i stworzyć mody na nasz teatr. Choć więc niemieccy, a w szczególności berlińscy, widzowie znają niektóre polskie konteksty teatralne, to w całości sytuacja nie wygląda optymistycznie. Jeszcze gorzej jest z obecnością polskiego dramatu w Berlinie.

Choć Berlin jest miejscem stałego czy czasowego pobytu wielu Polaków, a na dodatek leży blisko granicy, nie udało się wykształcić mocnych struktur, które mogłyby doprowadzić do równorzędnego, czy przynajmniej wyrazistego dialogu artystycznego. Nie oznacza to jednak, że licznie napływający do Berlina polscy artyści nie podejmowali ważnych (również dla berlińczyków) działań artystycznych. Pracował tu, między innymi, Henryk Baranowski, który w latach 1980-1991 prowadził Transformtheater. Na Kreuzbergu, gdzie w starej fabryce przy Zeughofstrasse mieściła się siedziba teatru, Baranowski przygotował, między innymi, premiery "Pokojówek" Geneta, "Stara kobieta wysiaduje" Różewicza, "Zamku" Kafki, "Operetki" Gombrowicza czy "Króla Dawida" Kajzara. Ważne miejsce na mapie teatralnej Berlina zdobył też Teatr Kreatur, założony w 1990 roku przez Andrzeja Worona (istniał do 2004 roku). Niezwykły sukces przyniósł mu spektakl "Sklepy cynamonowe", inspirowany prozą Brunona Schulza, grany ponad sto trzydzieści razy. Przedstawienie, pokazywane również w Polsce, korzystajęce przede wszystkim z estetyki teatru plastycznego, było chyba najważniejszą propozycją polskiego-berlińskiego teatru. Wizualna atrakcyjność spektaklu, pewna doza mistyki i tajemniczości czyniły zeń świeży i odkrywczy teatr, zupełnie odmienny od niemieckich, ale bardzo atrakcyjny dla tamtejszych widzów.

Zarówno Transformtheater, jak i Teatr Kreatur były zespołami międzynarodowymi (występowali w nich nie tylko Polacy), grającymi w języku niemieckim (przede wszystkim), i dla niemieckiej publiczności2. Warto wspomnieć jeszcze o scenie pantomimy Berlin Mime Theatre, prowadzonej przez Andrzeja Szczużewskiego (1985-1991), a także o powstałym w 1983 roku teatrze i szkole aktorskiej Reduta (działającej do dzisiaj), prowadzonej przez Teresę Nawrot, aktorkę Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego (w okresie parateatralnym) oraz o Studio 44, prowadzonym przez Janinę Szarek (1982-1989). Osobne miejsce zajmuje, założony w 1989 roku w Düsseldorfie, a teraz grający w Berlinie, Papiertheater für Mich, prowadzony przez Zbigniewa Micha, który wskrzesza tradycję papierowego ruchomego teatru. W repertuarze są, między innymi, tak zróżnicowane gatunkowo dzieła, jak "No Beckett" i "Czarodziejski flet".

2

Dzisiaj jednak najprężniej działającą polską (a dokładniej polsko-niemiecką) grupą w Berlinie jest Theater Studio am Salzufer, prowadzony przez Janinę Szarek i Olava Münzberga. Teatr zainaugurował działalność w 2004 roku "Białym małżeństwem" Tadeusza Różewicza w reżyserii Szarek.

Janina Szarek wyemigrowała do Berlina Zachodniego w 1981 roku. Studiowała wcześniej teatrologię na UJ, a dyplom aktorski uzyskała w krakowskiej PWST (1972). Była aktorką w Teatrze STU, a po ukończeniu PWST pracowała w Teatrze Współczesnym i Teatrze Polskim we Wrocławiu oraz Teatrze im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze. Zagrała też w telewizyjnym spektaklu "Wariat i zakonnica" w reżyserii Krystiana Lupy. Po przybyciu do Berlina pracowała najpierw w teatrze Henryka Baranowskiego, a wkrótce założyła własne Studio 44.

Współtwórcą teatru, wpływającym w sposób zasadniczy na jego kształt, jest Olav Munzberg - urodzony w Gliwicach, profesor estetyki, kulturoznawstawa i religioznawstwa, redaktor magazynów "Asthetik und Kommunikation" i "Neuen Gesellschaft für Literatur".

Nim powstało Studio am Salzufer, Janina Szarek i Olav Münzberg w 1999 roku powołali Międzynarodowy Warsztat Teatralny Berlin e.V. Była to organizacja, rodzaj zrzeszenia, "której korzeni należy szukać w wielokulturowości dzisiejszego Berlina, a jednym z celów ma być stworzenie stałej sceny polsko-niemieckiej"3. Kilka lat później udało się założyć szkołę aktorską, kształcącą aktorów teatralnych, filmowych i telewizyjnych. Wybrana nazwa szkoły - TRANSform - jest znacząca. Założyciele szkoły starali się w niej zawrzeć też jej przesłanie:

,,a) trans- w sensie przekraczasz coś, przechodzisz poprzez coś, co cię odmienia;

b) kształtujesz coś, w sensie na zewnątrz, ale jednocześnie wewnątrz siebie samego i w tobie samym;

c) zawiera aluzje do teorii teatru Stanisława Ignacego Witkiewicza - TRANSformacja jako istota sztuki aktorskiej oraz formalne i metafizyczne pojęcie teatru Witkiewicza, który w znacznym stopniu wpłynął na kształt współczesnego polskiego teatru"4

Szkoła i powstały wkrótce przy niej teatr mieszczą się w zachodnioberlińskim Charlottenburgu, w kompleksie fabryki włókienniczej. Nauka w szkole trwa siedem semestrów. Pośród nauczycieli (kadra jest międzynarodowa) są też kolejni Polacy: Janusz Cichocki, który wcześniej pracował w Teatrze Nowym w Warszawie i Teatrze Kreatur Andrzeja Worona. Andrzej Szczużewski, solista w Teatrze Pantomimy Henryka Tomaszewskiego i później założyciel własnego zespołu w Berlinie. W szkole przyszli aktorzy stykają się z różnymi technikami pracy. Kształcenie odbywa się na bazie technik Konstantego Stanisławskiego i Michaiła Czechowa, lecz uczniowie poznają także - jak informuje ulotka szkoły - odmienne techniki pracy z aktorem: Grotowskiego, Tomaszewskiego, Meyerholda, Strasberga...

Janina Szarek stanowczo stwierdziła, że "ideową i artystyczną koncepcję teatru zaczerpnęli z polskiej i wschodnioeuropejskiej tradycji teatralnej i że świadomie ustawiają się w opozycji do tendencji panujących w dzisiejszym teatrze niemieckim"5. Jak deklaruje, to sztuka aktorska, a nie inscenizacyjne i formalne eksperymenty, stanowi w jej szkole podstawę pracy. Polacy to jedna czwarta kadry pedagogów (nie licząc osób współpracujących). Nauka odbywa się w języku niemieckim i zdecydowaną większość studentów stanowią Niemcy. Choć nie wyłącznie: "Cieszy mnie - mówi Janina Szarek - że wśród studentów znajdują się dwujęzyczni, to znaczy również polscy, uczniowie, których rodziny zamieszkały w Berlinie, a które nauczyły dzieci języka polskiego. [...] rozważamy możliwość wystawiania sztuk również po polsku"6 Polska kultura i dramat są też stale obecne w pracy pedagogicznej. Szkoła utrzymuje bezpośrednie kontakty z polskimi teatrami. Uczestnicy kursów aktorskich podczas wrocławskiej EuroDramy brali, na przykład, udział w warsztatach prowadzonych przez Krystiana Lupę. Teatr Studio am Salzufer współpracuje także z Teatrem Współczesnym w Szczecinie.

Jednak praca zmierzająca do burzenia narosłych polsko-niemieckich stereotypów nie jest łatwa w Berlinie. Janina Szarek w rozmowie z Ewą Podgajną wspominała: "Idea [naszego] teatru zrodziła się z bólu i protestu wobec rzeczywistości, jaka nas tam otacza: w wymiarze ludzkim, politycznym i artystycznym. Ja tam pracuję od dwudziestu sześciu lat, reżyserowałam, zagrałam trochę ról, wykształciłam mnóstwo aktorów na rynek niemiecki. Weszłam w ten świat. Ale jestem Polką. I bardzo mnie boli ten niekorzystny obraz Polski, jaki ma większość Niemców. Znalazłam się tu w czerwcu 1981 roku. Wszystkie media mówiły o Polsce. "Solidarności", polskiej tradycji demokratycznej, kulturze. To był bardzo korzystny obraz. Oczywiście, w jakimś też stopniu wykorzystano nas politycznie. Niestety, kiedy upadł mur, stosunek do Polski zmienił się diametralnie. Zaistnieliśmy dla nich jako kraj złodziei samochodów i chłopów. Przeciętny Niemiec nie wie nic o polskiej historii, kulturze, literaturze. Patrzy na nas z góry przez arogancję ekonomii jako na swojego ubogiego sąsiada. [...] Chwilami naprawdę dla mnie nieprzyjemny był ten ton buty, który tu się pojawił jak wchodziliśmy do Unii Europejskiej, że my z was zrobimy Europejczyków. Przecież Kraków kwitł w czasach, kiedy Berlin był wsią. Nie oszukujmy się, Niemcy są dla nas trudnym partnerem. Ale palenie mostów jest bez sensu. Trzeba rozmawiać. Nasza scena ma być nie tylko miejscem kontaktu, gdzie razem pracują nad spektaklem polscy i niemieccy ludzie teatru (gramy polski repertuar po niemiecku), ale dialogu na płaszczyźnie osobistej, artystycznej, społecznej i kulturowo-politycznej, w dzisiejszym Berlinie"7.

Jak już wspomniałem, 28 lutego 2004 roku premierą "Białego małżeństwa" Tadeusza Różewicza w reżyserii Janiny Szarek i opracowaniu scenicznym Olava Münzberga oficjalnie otwarto Teatr Studio am Salzufer. Spektakl ten na jednym z późniejszych pokazów oglądał także sam Różewicz, który przyjął z zadowoleniem tę inscenizację. W rozmowie z Moniką Mazanek-Wilczyńską, przeprowadzonej dla telewizji, powiedział zadowolony: "Sztuka żyje. Młodzi wcielają się w role starych. Okazuje się, że teatr to jest teatr, że dziadka może grać i dwudziestolatek"8.

Obok aktorów zawodowych, podstawową siłę teatru stanowią studenci szkoły. W dni powszednie większość czasu wypełniają im zajęcia dydaktyczne, natomiast w soboty i niedziele grają w spektaklach. Na Nabrzeżu Solnym powstawały kolejne spektakle: między innymi "Wariat i zakonnica" w reżyserii Janiny Szarek, "Władza, seks kariera" na motywach Arystofanesa (reż. Andreas Kuchnel), "Trans-Atlantyk" Gombrowicza (reż. Sabine Beck), "Kształt rzeczy" Neila LaBute (reż. Janusz Cichocki), "Ławeczka" Aleksandra Gelmana (reż. Janina Szarek).

W styczniu 2007 roku odbyła się premiera spektaklu "Stara kobieta wysiaduje" w reżyserii Janiny Szarek. Spektakl był później pokazywany we Frankfurcie nad Odrą, w Hamburgu, Lipsku, Szczecinie i Gdyni. Czwartą rocznicę powstania, w marcu 2008 roku, Teatr Studio świętował tą właśnie inscenizacją. Wybór był nieprzypadkowy - Olav Münz3berg, który pełnił funkcję dramaturga, twierdzi: "Dla mnie osobiście [Różewicz] to jeden z najciekawszych pisarzy europejskich. Nauczyłem się czegoś od niego. Urzekło mnie jego spojrzenie na człowieka uwikłanego w tryby wojny, dramatu II wojny światowej. Nie ma chyba takiego drugiego autora w Europie, który by tak przenikliwie na to spojrzał i dotknął tak głęboko tego tematu. To bardzo ludzka liryka"9.

Różewicz jest w Niemczech jednym z najlepiej znanych i stale obecnych polskich pisarzy. Jadwiga Szarek wspomina: "Różewicz jest też pierwszym polskim autorem, który przełamał barierę milczenia między Polską a Niemcami w dziedzinie kultury. W czasach "zimnej wojny" drukowano Różewicza w Niemczech, czyli w kraju, gdzie nie wiedziano nic o Polsce. W 1962 roku zagrano "Kartotekę" w Schiller Theater. To było wydarzenie"10. Dramaty Różewicza pojawiały się później dosyć często, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych. Największe powodzenie miało "Białe małżeństwo" w Deutsches Theater w reżyserii Rolfa Winkelgrunda, które na afiszu utrzymywało się przez jedenaście lat. Ten sam reżyser przygotował w Deutsches Theater "Pułapkę". W latach dziewięćdziesiątych jednak dramaty Różewicza przestały być grane w Berlinie, dlatego tak ważny jest wybór tego właśnie autora.

3

Scena Teatru Studio am Salzufer jest niewielka. Mieści się na pierwszym piętrze kompleksu przemysłowego w tych samych pomieszczeniach, co szkoła. Sala może pomieścić około stu widzów. Przestrzeń gry w pierwszej części "Starej kobiety wygląda" - zgodnie z sugestią didaskaliów - jak kawiarnia, ale bardzo zapuszczona. Szare, brązowe smutne kolory podestów i sprzętów, ledwie kilka stolików i krzeseł, wrażenie półmroku. Z tyłu szare okno, przez które w trakcie spektaklu, gdy będą próbowali je otworzyć kelnerzy, będą wpadać śmieci. Ale nie jest to przestrzeń mająca sprawiać wrażenie realistycznej - podesty są dziwnie ulokowane, pochyłe, stoliki ustawione jak na oddzielnych wyspach. Przy jednym z nich, po lewej, Stara kobieta - ale nie siedzi na krześle, lecz na huśtawce.

Tytułową rolę gra Janina Szarek, pozostałe - młodzi studenci TRANSform. Kontrast wieku został bardzo silnie wydobyty. Rozpadający się świat związany jest z młodością. Dziwne wrażenie - brzydka scenografia i pośród niej młodzi piękni ludzie. Ta "brudna" przestrzeń ich pochłania, nasyca wszystko poczuciem katastrofy, końca świata.

Stara kobieta zaczyna po polsku: "Synku... Synku!". I zaraz powtarza te słowa po niemiecku. Są jak lament po straconym dziecku. Szarek mówi te słowa bardzo głębokim głosem, brzmią jak bolesne wspomnienie minionego, szczęśliwego życia. Są wstępem, nieokreślonym, bolesnym wspomnieniem. Dopiero w drugiej kolejności są wezwaniem skierowanym do kelnera.

"Kawiarniane" sceny pierwszej część spektaklu to popis aktorski Janiny Szarek. Młodzi Kelnerzy, Lekarz czy Dziewczyna są tylko partnerami wtórującymi jej grze. Ukazany na scenie obraz czasu schyłku jest tyleż groteskowy, oniryczny, co tragiczny. Rozpad istniejącego świata wciąż trwa, a może już się dokonał. Spotykają się w tym przedstawieniu trzy różne perspektywy. Jedna odnosi się do bolesnej przeszłości, utraty "synka", może do wojny - właściwie bardziej zwrócona ku przeczuciom, domysłom niż konkretnym znaczeniom. Druga - odsyła do współczesnego świata, do typowych zachowań i odruchów, które postaciom narzucają grający młodzi aktorzy. Wreszcie trzecia - to smutna wizja zdziczałej przyszłości: świata-śmietnika, w którym panuje zobojętnienie na ludzki los.

W drugiej części spektaklu "Stara Kobieta" jest już przede wszystkim obserwatorem zdarzeń, które śledzi z dystansu, niekiedy tylko się włączając. Oddaje pole młodym. Gdy po przerwie wracamy na widownię, zastajemy scenę niemal zupełnie pokrytą śmieciami. Jedynie po prawej stronie z boku, na niewielkim niezaśmieconym skrawku sceny leżą leniwie w słońcu trzy ubrane na biało dziewczyny. Wyglądają, jakby były na plaży. Kontrast pomiędzy brudnym, zaśmieconym światem a oblaną pomarańczowym światłem przestrzenią z dziewczynami, jest bardzo mocny. Dziewczyn zupełnie nie rażą śmieci wokół, po prostu wygospodarowały kawałeczek czystej przestrzeni, opowiadają, czy raczej oplotkowują jakiś ślub. Paplają leniwi, bez sensu. Będą tak leżeć wciąż, patrząc obojętnie na akcję sceniczną.

Chłopcy bawią się na wysypisku w wojnę. Dziwnie ogląda się te zabawy młodych Niemców. Dla nich, z racji wieku, zabawa w wojnę jest tylko zabawą, ale ten obraz odsyła odbiorców do naszej wspólnej polsko-niemieckiej pamięci. Nawet jeśli tego nie chcemy.

Trochę umykają w tym przedstawieniu mitologiczne (i nie tylko) konteksty dramatu, wszystko raczej zmierza do ukonkretniania, zracjonalizowania świata, choć jego obraz i tak wciąż wymyka się w niepokojący obszar absurdu.

Ostatnie sceny spektaklu - Młodzieniec i Stróż Porządku stoją naprzeciw siebie... Kolejna absurdalna sytuacja: po jednej stronie mężczyzna w mundurze, naprzeciw niego uśmiechnięty chłopiec, który chce wręczyć mu kwiat. Kwiat naprzeciw karabinu. Podwójnie absurdalna sytuacja, bo Młodzieniec rzucił papierek po cukierku na ziemię. Na śmieci. "Jak można zaśmiecić... śmietnik?".

Spektakl kończy jęk matki "Synku..." W jednym słowie znów spotykają się bóle z różnych czasów i porządków.

Przywołałem ledwie kilka scen tego prawie dwugodzinnego spektaklu. Rzeczywiście, jak deklarowali jego twórcy, aktorstwo zmierza tu w nieco innym kierunku niż na większości współczesnych scen Berlina: więcej jest tu gry psychologicznej i nastrojowości. Ale równocześnie aktorzy potrafią przyjąć dystans wobec swoich ról. Skomplikowany tekst dramatu spotyka się z widocznym entuzjazmem aktorów, który jednak przytłacza zamierzona szarość formy. Taka wielopiętrowa konstrukcja, zderzająca formę i witalność, dojrzałość i młodość, daje ciekawy efekt niejednoznaczności świata przedstawionego.

Publiczność przyjęła spektakl z wielkim aplauzem. Trudno jednak mówić o tym spektaklu wyłącznie dobrze, bez żadnych zastrzeżeń. Jest to przedsięwzięcie niewątpliwie ciekawe warsztatowo. Tym niemniej - obok momentami przejmującej roli Starej Kobiety - pojawiają się niekiedy nieco sztuczne, nierówno zagrane przez studentów etiudy. Jeśli potraktować to przedstawienie jako etap w kształceniu studentów - jest to idea bardzo ciekawa i dobrze zrealizowana.

Jadwiga Szarek i Olav Münzberg rysują śmiałe plany na przyszłość, liczą, że może uda się wystawić przy Salzufer "Wesele". Ich pomysł na promocję polskiego dramatu jest świetny. Skoro niemieckie sceny nie biorą na warsztat polskich tekstów, warto spróbować je pokazać we własnym, ciekawym wykonaniu. Metoda małych kroków przynosi niekiedy więcej pożytku niż jednorazowe, nawet mocno nagłośnione akcje. Także nauka niemieckich studentów aktorstwa, z wykorzystaniem do tego polskich utworów literackich i technik teatralnych, może (musi) przenieść się dalej, docierać do coraz szerszego środowiska. Wszyscy marzymy o tym, by na kulturowym poziomie wymiana polsko-niemiecka przebiegała równorzędnie. Dotąd nie udało się wypracować odpowiednich mechanizmów, by zaznaczyć mocnym, stałym akcentem polską obecność w Berlinie. Droga polsko-niemieckiej grupy, choć może skromnie obecna w mediach, ale podejmująca pracę u podstaw, wydaje się bardzo ciekawa i godna szacunku.

1 Por.: Uta Schorlemmer, "Sztuka słuchania", tłum. Marcin Behlert, [w:] "Gry z chaosem. O teatrze Krystiana Lupy", red. Grzegorz Niziołek, Stary Teatr, Kraków 2005, s. 68-73.

2 O berlińskich teatrach prowadzonych przez Polaków można przeczytać więcej w tekście Moniki Mazanek-Wilczyńskiej i Janusza Wilczyńskiego "Determinacja, emocjonalność czy inność? Teatr Studio am Salzufer na tle teatralnego krajobrazu Berlina" [w:] "Pomosty -Polacy i Niemcy w nowej Europie", red. Gabriela Matuszek, Księgarnia Akademicka, Kraków 2006, s. 225-242.

3 Cyt. za: http://www.teatrstudio.de/

4 Ibidem.

5 Monika Mazanek-Wilczyńska i Janusza Wilczyński, op. cit. s. 234.

6 "Teatr odnowy", rozmowa z Janiną Szarek, inicjatorką i reżyserką Transformschauspielschule. "Akcenty" [Berlin] 2006 nr 3, s. 15.

7 "Polsko-niemiecki teatr narodził się z bólu i protestu. Rozmowa z Janiną Szarek", rozmawiała Ewa Podgajna, "Gazeta Wyborcza - Szczecin" 2007 nr 111.

8 W programie "Berliński express", emitowanym w TVP Polonia 13 października 2004.

9 Cyt. za: A. Dolega, "Uczłowieczanie sztuką. Różewicz a sprawa niemiecka", "Kurier Szczeciński" 2007 nr 89.

10 Ibidem.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego