2010 na lubelskich scenach

Ciekawych spektakli w 2010 roku nie brakowało. Najciekawsze typuje Andrzej Z. Kowalczyk w Polsce Kurierze Lubelskim.

«Przełom starego i nowego roku zawsze skłania do czynienia podsumowań i zestawiania rankingów wydarzeń, przedsięwzięć i zjawisk. Przypomnijmy zatem to, co w minionym roku 2010 było najciekawsze i najwartościowsze na lubelskich scenach teatralnych. A trzeba rzec, iż działo się sporo.

TEATR OSTERWY - KLASYKA NA NOWO ODCZYTYWANA

Na lubelskiej scenie dramatycznej miniony rok przebiegał głównie pod znakiem klasyki; aż trzy z czterech premier to właśnie pozycje z repertuaru klasycznego. Odczytywanego jednak - co trzeba wyraźnie podkreślić - w sposób jak najbardziej współczesny, bliski wrażliwości i doświadczeniom dzisiejszego widza.

Przyznaję, że byłem w pewnej rozterce, którą z owych trzech realizacji uznać za najlepszą. Po długim namyśle zdecydowałem się na "Zbrodnię i karę" w adaptacji i reżyserii Krzysztofa Babickiego. Skłonił mnie do tego przede wszystkim sposób odczytania powieści Dostojewskiego. Babicki potraktował ją bez mała psychoanalitycznie; ważniejsze od czynów były dlań motywacje bohaterów, a nawet szerzej: cała ich sfera psychologiczna. Inaczej mówiąc - pokazał, co robią, ale postawił pytanie, dlaczego to czynią. Jakie czynniki determinują ich postępowanie. Unikając przy tym prostych, oczywistych odpowiedzi. To sprawia, że widz zostaje wręcz zmuszony do poszukiwania ich na własną odpowiedzialność, co może oznaczać wręcz swoistą reinterpretację powieści.

Taki wybór nie oznacza, że nie doceniam pozostałych

dwóch sztuk z repertuaru klasycznego - Molierowskiego "Tartuffe'a" oraz "Makbeta" w reżyserii Leszka Mądzika. Przeciwnie - uważam owe realizaq'e za w pełni udane artystycznie. A wszystkie były ważnym głosem lubelskiego teatru w dyskusji na temat miejsca klasyki na współczesnych scenach.

TEATR MUZYCZNY - JEST POTENCJAŁ, ŚRODKÓW BRAK

Gdyby na Teatr Muzyczny spojrzeć z perspektywy najświeższej, ostatnich miesięcy roku, trudno byłoby o optymizm. Brak pieniędzy, odwoływane spektakle oraz personalne spekulacje nie tworzyły atmosfery sprzyjającej normalnej pracy.

Ale zdecydowanie ciekawsze było pierwsze półrocze. Tu chciałbym przypomnieć cykl koncertów pod tytułem "Kameralne spotkania z gwiazdami". Owe comiesięczne koncerty pozwoliły bliżej poznać solistów Muzycznego w repertuarze , w jakim na co dzień nie występują na macierzystej scenie. I można rzec, że byliśmy świadkami wykonań godnych największych scen operowych. Z jak najlepszej strony zaprezentowała się już podczas pierwszego, styczniowego wieczoru Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak. Świetna była Julia Iwaszkiewicz, która pokazała, że należy do tego rzadkiego gatunku artystów, którzy są tym lepsi, im trudniejszy jest repertuar, w jakim występują. Arię Zerbinetty z opery "Ariadna na Naxos" Richarda Straussa wykonała fantastycznie, wręcz porywająco. Ale największe wrażenie zrobiła na mnie Renata Drozd. Artystka pokazała nie tylko kunszt wokalny próby najwyższej , lecz także jak swoimi interpretacjami potrafi pięknie budować nastrój, nawet w tak mało "scenicznej" formie, jaką jest kameralny koncert. A swoją wielką klasę potwierdziła debiutem w partii Yioletty w

"Traviacie". Zaś cały cykl koncertów pokazał, że potencjał teatru jest naprawdę duży i tylko brak środków nie pozwala go w pełni wykorzystać.

Odnotujmy też krótko udaną premierę operetki "Hrabia Luxemburg", nadanie sali widowiskowej imienia Andrzeja Chmie-larczyka oraz - pro domo sua -uhonorowanie "Kuriera" statuetką Filar Teatru Muzycznego.

TEATR ANDERSENA - ODKRYCIE PRZESTRZENI

W odniesieniu do Teatru Andersena miniony rok będzie mi się kojarzył jednoznacznie - z realizacją "Trzech muszkieterów" [na zdjęciu] według nieśmiertelnej powieści Aleksandra Dumasa (ojca). Udała się w tym spektaklu sztuka tak trudna, że niemal niewykonalna - przełożenie na język teatru ogromnego objętościowo dzieła. Cała historia - mimo koniecznych skrótów-została opowiedziana nadzwyczaj spójnie i bez luk. A realizatorzy i wykonawcy sprawili, że na czas spektaklu znowu można było się stać chłopcem z wypiekami śledzącym przygody dzielnych muszkieterów. To rzadkie przeżycie.

Ale jeszcze cenniejsze wydaje mi się to, co się stało niejako przy okazji. Spektakl był prezentowany na dziedzińcu pomiędzy Archiwum Państwowym i archikatedrą. I było to prawdziwe odkrycie zupełnie nowej przestrzeni teatralnej, jakby stworzonej do wystawiania klasyki. Mam nadzieję, że to niezwykłe, chciałoby się rzec: niemal magiczne miejsce będzie częściej gościło nie tylko ten, lecz także inne teatry.

OFF - CZYLI ARCYDZIEŁO MĄDZIKA

Ciekawie było również na scenach - nazwijmy je umownie -offowych.

Tu na plan pierwszy bez wątpienia wysuwa się "Przejście", najnowsza realizacja Leszka Mądzika. To spektakl wybitny; najlepszy od wielu lat, a być może najlepszy w ogóle. To teatralna klasa najwyższa. Zarazem jednak jest to realizacja, o której pisanie przychodzi mi z największym trudem. Oczywiście mógłbym zagłębić się w analizowanie motywu śmierci, obecnego w twórczości Mądzika od zawsze, ale to byłoby rodzajem przyczynkarstwa, czego chciałbym uniknąć. Mógłbym z detalami opisywać kolejne pojawiające się obrazy i wizje oraz analizować fantastyczną muzykę Tomasza Stańki, ale to bez sensu, bowiem owych obrazów i wizji trzeba doświadczyć, a muzyki wysłuchać. Dopiero wtedy bowiem, w ich genialnym współistnieniu, powstaje ta niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju jakość. Otwiera się pole przeżyć i refleksji natury już nawet nie osobistej, lecz zgoła intymnej. Przyznaję, że czegoś podobnego nie doświadczyłem w teatrze od dawna.

W tym offowym nurcie na wyróżnienie zasługują także zrealizowany w Teatrze Centralnym polsko-norweski "Głód Knuta Hamsuna" z wybitną kreacją Jacka Brzezińskiego, nastrojowe i zmysłowe zarazem "opium" Grupy Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej oraz drapieżnie aktualny spektakl "Idź w noc, Margot" Sceny Prapremier InVitro i Kompanii Teatr.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego