Logo
20.12.2010 Wersja do druku

Berlin? Nie ma takiego miasta

Kilka powrotów do moich berlińskich fascynacji teatralnych sprzed lat prowadzi do wniosku, że "coś tu pękło, coś się skończyło". Niemiecki teatr­ jest już po coś innego. Eleganccy, syci ludzie z widowni Schaubühne to już nie ci sami, gorączkowo zakochani w teatrze Niemcy. Dokąd poszła tamta publiczność? - pisze Łukasz Drewniak w Przekroju.

Wszystko, co najlepsze w polskim teatrze, jest w rzeczywistości niemieckim teatrem". Pamiętacie? To zdanie zrobiło prawdziwą karierę, bo nazywało najbardziej ożywczy trend teatralny ostatnich lat. Bycie i granie niemieckim teatrem oznaczało dla rodzimego twórcy młodego pokolenia uczenie się świata i porządku, który był daleko przed nami. Berlin był przez całą ostatnią dekadę mekką także dla polskich teatromanów. Co się dzieje dziś z bohaterami berlińskiej rewolucji teatralnej­? Frank Castorf z berlińskiej Volksbühne po latach zmagań z Dostojewskim i XX-wieczną literaturą niemiecką sięgnął po Czechowa. "Nach Moskau! Nach Moskau!" to miks "Trzech sióstr" i mało znanego opowiadania "Chłopi". Jak piszą niemieccy krytycy, to odrodzenie reżysera, nowy impet twórczy, ponowne otwarcie. Wchodzę do teatru przypominającego osiadły na mieliźnie pancernik i czuję, że istotnie coś się zmieniło. Nie czuć palonej w foyer­ marihuany, nie ma punków w

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Berlin? Nie ma takiego miasta

Źródło:

Materiał nadesłany

Przekrój nr 49/22.12

Autor:

Łukasz Drewniak

Data:

20.12.2010

Wątki tematyczne