Panie Adamie, dobry pretekst do rozmowy to Schillerowska "Pastorałka" w Pana scenografii w Teatrze Polskim w Warszawie. Pracował Pan nad nią wiele razy. Jakie były wersje poprzednie? Najserdeczniej wspominani tę, którą pokazaliśmy w Zakładzie dla Ociemniałych w podwarszawskich Laskach. Była to "Pastorałka" z Teatru Miejskiego w Gdyni, gdzie pracowaliśmy razem z moim synem Jarosławem, reżyserem. Aktorzy przejechali pół Polski, by zagrać - honorowo - dla niewidomych dzieci. One zresztą wzięły udział w tym widowisku jako chór aniołków. Najpierw sprawdzały dotykiem naszych aktorów, a po przedstawieniu już śmiało targały Diabła za rogi, osła za ogon i Herodowi wyrywały włosy. Aktorki grające anielice płakały, ale dzieci były radosne. Na pytanie, gdzie jest Betlejem, wskazywały Pasterzom drogę we wszystkich kierunkach... To spotkanie, będące przykładem teatru haptycznego, dotykowego, odbyło się w ramach przygotowanego przez Janus
Tytuł oryginalny
Ruch wachlarza - z Adamem Kilianem rozmawia Barbara Osterloff
Źródło:
Materiał nadesłany
Teatr nr 4