- Nigdy w życiu nie chciałem grać Hamleta, nie rwałem się też do Konradów i Kordianów. To nie jest moja "bajka" - mówi aktor WIKTOR ZBOROWSKI.
Czy to prawda, że Pański wuj, ceniony aktor Jan Kobuszewski, wpłynął na wybór przez Pana aktorskiego zawodu? - Do pewnego stopnia tak. Co prawda miałem być sportowcem, bo uprawiałem wyczynowo koszykówkę, grałem w reprezentacji Polski juniorów i wiązałem ze sportem całą moją przyszłość, ale w maturalnej klasie na mistrzostwach w Vigo w Hiszpanii doznałem ciężkiej kontuzji kolana i to był koniec moich planów. W tym czasie, w 1968 roku, zerwanie wiązadeł w stawie kolanowym było równoznaczne z końcem kariery sportowej. Nie bardzo wiedziałem wtedy, co ze sobą zrobić. Postanowiłem, że na początek będę zdawał do szkoły teatralnej, ale gdybym się nie dostał, nie zamierzałem próbować powtórnie. Miałem natomiast przygotowywać się cały rok do egzaminów na medycynę, bo w mojej rodzinie zawód lekarza był popularny i licznie uprawiany. Jednak udało mi się dostać do PWST za pierwszym podejściem, więc - jak pani widzi - kultura bardzo zyska�