Ponad 40 (!) wykonawców wraz z tancerzami Polskiego Teatru Tańca, publiczność na scenie, a aktorzy na widowni - oto w największym skrócie obraz poznańskich "Dziadów". Część widzów premierowych, "klaskaniem mając obrzękłe prawice" wstała z miejsc, porywając pozostałych, i skandując bezgłośnie acz z szacunkiem: "Dziady"! "Dziady!"... Ale jakie? - chciałoby się zapytać, trawestując poetę! Bo o czym one są i czego dotyczą - "nikt nie odpowiada", mówiąc słowami Konrada. Przedstawienie trwa trzy godziny, ale opiera się jedynie na dwóch scenach: więzienia i u senatora (wraz z balem), przedzielonych improwizacją Konrada oraz widzeniami ks. Piotra i Ewy (to ostatnie zupełnie niezrozumiałe). Jedynym łącznikiem między nimi jest właściwie tylko przestrzeń, w której rzecz się rozgrywa. Publiczność siedzi bowiem na scenie, a spektakl toczy się w pustej sali Teatru Polskiego. W I części półkoliste balkony "grają role" kilkupoziomowych pomostów wi�
Tytuł oryginalny
Jakie "Dziady"?
Źródło:
Materiał nadesłany
Gazeta Poznańska + Express Poznański nr 254