Zawód diabelski, ale bliski sercu

ZBIRÓGOWIE pochodzą ze Śląska. Barbara ze Świętochłowic, Józef z Będzina. Tylko ich córka Justyna urodziła się w Łodzi. Przez lata byli jednym z najbardziej znanych łódzkich małżeństw aktorskich. W ich ślady poszła Justyna, która jest absolwentką szkoły filmowej w Łodzi - opowieść o aktorskim rodzie.

«W mieszkaniu na Bałutach została teraz Barbara Wałkówna-Zbiróg. Jej mąż Józef zmarł półtora roku temu, córka przeniosła się do Warszawy. Na ścianie wisi portret Józefa Zbiróga.

- To autoportret męża - wyjaśnia pani Barbara. - Dostał za niego nawet nagrodę. Józek był nie tylko aktorem, reżyserem, ale także malarzem. Malarstwo było jego pasją.

Barbara Wałkówna pochodzi ze Świętochłowic, gdzie urodziła się przed wojną. Ojciec pani Barbary, Bronisław Wałek, był znanym na Śląsku ekonomistą.

-Tak naprawdę, to nasze nazwisko brzmi Wołek, a naszym dalekim kuzynem jest redaktor Tomasz Wołek - wyjaśnia Barbara Wałkówna-Zbiróg. - Tata Wałkiem został przez przypadek.

Bronisław jako 14-15-letni chłopak walczył w III powstaniu śląskim. Został ranny w nogę odłamkiem granatu. Trafił półprzytomny do szpitala. Zapytano go o nazwisko. Powiedział niewyraźnie: Wołek. Zrozumiano Wałek. -1 tata jako jedyny w rodzinie został Wałkiem! - dodaje pani Barbara.

Mama Helena, z domu Przybysławska, bardzo ładnie śpiewała, ale mężowi nie za bardzo podobało się to, by żona wybrała drogę artystyczną. Tak więc swoim śpiewem umilała tylko przyjęcia rodzinne. Helena pochodziła z Czeladzi, leżącej na granicy Śląska i Zagłębia. Jej najstarszy brat Stefan był górnikiem, pracował jako sztygar w kopalni.

Państwo Wałkowie mieli dwie córki: Barbarę i starszą od niej o siedem lat Halinę. Halina wyszła za mąż za architekta Wiktora, była wiele lat dziennikarką i mieszka dziś w Ustroniu Śląskim. Ma syna Jacka i wnuka Macieja.

W czasie drugiej wojny światowej ojciec pani Barbary stracił większą część rodziny. Siostra Helena była matką chrzestną aktorki. Wyszła za mąż za Jerzego Bańkowskiego. Był on właścicielem drukarni. Byli młodym małżeństwem, gdy wpadli w zasadzkę zastawioną przez Niemców. Zatrzymano ich, gdy drukowali fałszywe dokumenty dla Żydów. Trafili do Oświęcimia, gdzie zginęli. W tym obozie koncentracyjnym znalazł się też najmłodszy brat ojca pani Barbary, Czesław. Szedł ulicą w czapce gimnazjalisty. Jakiś żandarm zrzucił mu tę czapkę. Czesław rzucił się na niego. Też trafił do obozu i tam zginął.

- Przez wiele lat po wojnie jeździliśmy z tatą we Wszystkich Świętych do Oświęcimia -wspomina Barbara Wałkówna-Zbiróg. - Zapalaliśmy znicze pod ścianą straceń. Po wojnie tata dotarł do świadków ich śmierci. Dostaliśmy informację, że umarli na zapalenie płuc, a tak naprawdę zostali rozstrzelani.

W okresie międzywojennym Bronisław Wałek był związany z partią Wojciecha Korfantego. Po wybuchu wojny musiał się ukrywać. Któregoś dnia w nocy przyszedł do niego kolega, Niemiec, do którego należały zakłady elektryczne w Świętochłowicach. Ostrzegł kolegę, by uciekał, bo rano przyjdą po niego Niemcy. Bronisław Wałek zabrał starszą córkę Halinę i uciekł do Generalnej Guberni. Potem dołączyła do nich żona z Barbarą.

- Wojnę spędziliśmy w Kazimierzy Wielkiej koło Krakowa -opowiada Barbara Wałkówna-Zbiróg. - Tata się ukrywał. Niemcy dopadli go przed samym końcem wojny. Dlatego przeżył. Przebywał w więzieniu w Krakowie przy ul. Pomorskiej.

Po zakończeniu okupacji rodzina Wałków zamieszkała w Katowicach. Po maturze Barbara dostała się na historię sztuki na Uniwersytet Jagielloński i na wydział aktorski krakowskiej szkoły teatralnej. Przez rok studiowała na dwóch kierunkach, potem wybrała aktorstwo.

- Gdy uczyłam się w liceum, lubiłam odwiedzać muzea -opowiada. - Patrzyłam na przykład na taki obraz "Śmierć Barbary Radziwiłłówny" i wyobrażałam sobie, że jestem Barbarą, ale za chwilę byłam Stańczykiem. Może dlatego to aktorstwo?

Tata nie był początkowo zadowolony, że po roku rzuciła historię sztuki. - Stwierdził jednak, że z historii sztuki nie dałoby się wyżyć - śmieje się pani Barbara.

Józefa Zbiróga poznała w krakowskiej szkole teatralnej. Studiował rok wyżej. Początkowo się nie lubili. Tak było przez pierwsze dwa lata studiów. Józef Zbiróg studiował na roku, który był jednym z najlepszych w historii szkoły.

- Jego kolegami byli Zbyszek Cybulski, Bogusław Kobiela, Kalina Jędrusik, Zygmunt Hobot -wyjaśnia pani Barbara.

Bliższa znajomość z przyszłym mężem zaczęła się zupełnie niespodziewanie. Wracali z Warszawy do Krakowa ze spotkania studentów szkół teatralnych. Gdy wysiedli z pociągu, Józef wziął jej torbę i odprowadził do akademika. Tak zostali parą... Rodzina Zbirógów ma bardzo ciekawą historię. Pani Barbara poznała ją, studiując historię sztuki.

- Nazwisko Zbiróg nosi tylko jedna rodzina w Polsce, właśnie mojego męża -wyjaśnia. - To jeden z najstarszych przydomków, które nadawał Bolesław Chrobry. Oprócz Zbirógów byli Ostrorogi, Dęborogi i Chamce. Bolesław Chrobry nadał Zbirogom ziemię w Sandomierskiem. Do dziś mieszka tam rodzina męża, odwiedzaliśmy ją.

Dziadkowie Józefa przybyli do Będzina. Dziadek Bolesław służył w carskiej Gwardii Cesarskiej. Jego syn, też Bolesław, był elektrykiem i pracował w elektrowni w Będzinie. Mama aktora była pielęgniarką. Wiele lat pracowała w szpitalu jako instrumentariuszka.

- Kiedy już nie mogła pracować jako sanitariuszka, znalazła zatrudnienie w szkole dla dzieci specjalnej troski - mówi jej synowa. - Kiedy umarła, na jej pogrzeb przyszło pół Będzina. Przez ostatnie lata swego życia mieszkała u nas w Łodzi.

Józef był jedynakiem. Skończył I LO im. Kopernika w Będzinie. Często grywał w szkolnym teatrze. Matematyk powiedział, że postawi mu dobrą ocenę, gdy obieca, że nie pójdzie na inne studia, tylko do szkoły teatralnej. I Józef Zbiróg został jej studentem.

Po dyplomie w 1953 roku aktor wyjechał do Teatru Wybrzeże w Gdańsku. Razem z Bogumiłem Kobiela, Zbyszkiem Cybulskim i Zygmuntem Hobotem zakładali tam słynny teatr Bim Bom. Barbara skończyła szkołę rok później. Znalazła się w Kielcach, w Teatrze im. Stefana Żeromskiego. Prowadzili go Irena i Tadeusz Byrscy. Razem z nią do Kielc pojechał Józef. Zagrali główne role w "Uciekła mi przepióreczka". - Była to pierwsza po wojnie premiera tej sztuki - wspomina Barbara Wałkówna-Zbiróg. - Było to wielkie wydarzenie, znakomite recenzje, okładka w "Teatrze".

W tym czasie wzięli ślub. Najpierw cywilny w Radomiu, by dostać mieszkanie. Pani Barbara pamięta, że tego dnia mieli trzecią, generalną próbę "Fantazego". Mąż wniósł ją na rękach na scenę. Ślub kościelny brali w Katowicach, dokąd potem przenieśli się z Kielc. Zaprosił ich Gustaw Holoubek. We wrześniu 1956 roku pojawili się w katowickim teatrze im. Stanisława Wyspiańskiego, by podpisać umowę. Okazało się, że Holoubek nie jest dyrektorem. Ciężko zachorował i przebywa w sanatorium w Zakopanem. Na szczęście nowy dyrektor, Józef Wyszomirski, dał angaż Zbirogom. Grali bardzo dużo. M.in Józef zagrał Konrada w "Wyzwoleniu".

W 1960 roku przyjechali do Łodzi. Przez dziesięć lat występowali z sukcesami w Teatrze Jaracza. W1971 roku przenieśli się do Teatru Nowego. Zostali aktorami Kazimierza Dejmka. Potem mieli jeszcze epizod tarnowski. Józef Zbiróg został dyrektorem tamtejszego Teatru im. Ludwika Solskiego. Barbara już wtedy wykładała fonetykę w łódzkiej szkole filmowej. Mieszkając w Tarnowie rozpoczęła też współpracę z krakowską szkołą.

- Gdy wróciliśmy do Łodzi, do Teatru Jaracza, jeszcze przez pewien czas dojeżdżałam do Krakowa - mówi pani Barbara.

Córka państwa Zbirógów, Justyna, w czasie tarnowskiego epizodu została w Łodzi. Rodzice nie spodziewali się, że zostanie aktorką. Uczyła się w klasie matematycznej XXIV LO w Łodzi. Od trzeciego roku życia uczyła się angielskiego. Lekcji udzielała jej córka znanej łódzkiej aktorki, Jadwigi Andrzejewskiej, Barbara. Miała studiować anglistykę. Ale któregoś dnia do domu państwa Zbirógów zadzwoniła wychowawczyni Justyny i zakomunikowała, że ich córka wycofała dokumenty z anglistyki i złożyła je na wydział aktorski łódzkiej szkoły filmowej.

Rodzice nie byli zachwyceni. Ale pewnie nie mogło być inaczej. Miała 3 miesiące, gdy mama zabrała ją do teatru, bo grała Marię w "Wieczorze Trzech Królów".

- Powiedziałam córce, że to diabelski, piekielny zawód, będzie musiała sobie radzić sama, ja jej nie pomogę - wspomina pani Barbara.

Po dyplomie Justyna Zbiróg wyjechała do Warszawy. Grała wTeatrze Rozmaitości, Na Woli, teraz jest związana z Teatrem Adekwatny. Skończyła też drugie studia i jest specjalistką od art coachingu. - Pokazuje jak radzić sobie w zawodach, gdzie jest silna konkurencja - wyjaśnia jej mama.

Justyna wyszła za Roberta, absolwenta politechniki. Mają 18-letniego syna Michała, który interesuje się muzyką, ale chyba nie zostanie artystą tak jak mama i dziadkowie.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego