powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Warszawa. Sprawa Andrzeja Grąziewicza

Joanna Szczepkowska: Za zgodą naszego kolegi Andrzeja Grąziewicza publikuję fragmenty jego listu do ZASP. To pierwszy krok w nagłośnieniu sprawy, która go dotyczy. Ze względów prawnych pominęłam tylko nazwiska lekarzy wymienionych w liście. Spotkanie z naszym kolegą, który rzeczywiście został pozbawiony głosu w wyniku operqcji robi na każdym duże wrażenie. Nie powinien czuć się osamotniony. Joanna Szczepkowska

W lutym 2009, po badaniach USG Doppler, zdiagnozowano u mnie obustronne zwężenia w tętnicach szyjnych, krytycznie ograniczające przepływ krwi do mózgu. Pierwsza operacja udrożnienia szyjnych naczyń krwionośnych strony lewej odbyła się 01 czerwca 2009 r., w Centralnym Klinicznym Szpitalu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Klinice Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Transplantacyjnej. Ze względu na ryzyko zatoru strony prawej, 30 listopada 2009 roku poddałem się kolejnej operacji. Oba zabiegi, satysfakcjonujące lekarzy pod katem realizacji ich głównego celu

Nie obyło się bez powikłań. Podczas pierwszego zabiegu doszło do porażenia nerwu twarzowego. Aktor zawodowy zna techniki ćwiczenia mięśni twarzy i dwa miesiące po operacji, po intensywnych ćwiczeniach, pozostało jedynie lekkie wykrzyknienie ust, co nie do końca przekreślało możliwość pracy w zawodzie. Wydawało się, ze najgorsze jest już za mną.

Przed kolejnym zabiegiem profesor uprzedził mnie o ryzyku związanym z operacją. Zrozumiałem to jako zagrożenie wynikające ze stanu mojego serca, przebytego zawału, wszczepionego stymulatora i choroby wieńcowej.

Serce wytrzymało, "operacja się powiodła", ale tym razem uszkodzono mi nerw krtani i nerw języka, co już trzeciego dnia po operacji potwierdzili konsultanci: laryngolog i foniatra.

Dziś, trzy miesiące po operacji lekarze przyznają, ze uszkodzenie krtani jest poważne. Nie mogę mówić, chrypię, brak mi oddechu, dusze się, nie ma mowy o wydobyciu czystego i głośniejszego dźwięku. Mam trudności z przełykaniem. Ostatnio specjaliści, którzy unikają wprawdzie określenia "nieodwracalne", poinformowali mnie, że porażenie nerwu, bezruch prawego mięśnia i niedomykalność krtani, grozi mi śmiertelnym zakrztuszeniem się. Płyny i pokarm mogą dostać się do tchawicy.

"Leczenie skutków komplikacji" polegało głownie na wystawaniu w kolejkach do lekarzy specjalistów - język sam wyćwiczyłem ale z krtanią nie dałem rady, zresztą podobnie jak fachowcy; nie mogę mówić; chrypię; brak mi oddechu; przez niedomykalność krtani krztuszę się, a wszystko to, po pół roku prób rehabilitacji, potwierdzone zostało orzeczeniem Wojewódzkiego Konsultanta w dziedzinie audiologii i foniatrii; na poprawę nie można liczyć

- koniec z zawodem aktora .

Uprzedzony o wielu możliwych powikłaniach - jednak nie o możliwości uszkodzenia organów mowy - na operację wyraziłem zgodę; Reakcja chirurgów zdecydowana: operację przeprowadzono prawidłowo! - komplikacje?- się zdarzają A w ogóle z taka chrypką to ten pacjent już przyszedł! Przemyślenia moje: gdybym był uprzedzony o ryzyku utraty głosu, utracie możliwości wykonywania zawodu i normalnego funkcjonowania, na operację bym się nie zgodził! Zwróciłem się do ZASP-u i Kolegów o pomoc prawna i medialną. Medialna - dlaczego medialna?...Dlatego, żeby w przyszłości, podcięcie krtani aktorowi było uznane nie za "komplikację pooperacyjną' wliczoną w ryzyko operacji, a za życiowa tragedię dla pacjenta wykonującego ten zawód, zaś uprzedzenie o tego rodzaju zagrożeniu było obowiązkowe i jednoznaczne! Dlatego, żeby nasz Związek rozważył możliwości utworzenia specjalnego, związanego z zawodem pakietu ubezpieczeń dla swoich Członków, razem z solidną firmą od ubezpieczeń, a w moim przypadku z odszkodowaniem nie było problemu!

O możliwości wystąpienia takich skutków, jako "ryzyka operacji" nie zostałem przez nikogo uprzedzony. Nie poinformowano mnie, jak duży procent operacji udrożnienia tętnic szyjnych kończy się podobną, jak w moim przypadku "komplikacją'. Nie miałem szansy dokonania wyboru między życiem w zagrożeniu a okaleczeniem i pewną "śmiercią zawodową".

O problemie powiadomiłem Rzecznika Praw pacjenta przy CSK, Stowarzyszenie Pokrzywdzonych przez medycynę, zwróciłem się też do jednej z fundacji. Sprawa jest prosta. Zewsząd słyszę, że wdaje się w, z góry przegraną walkę z "solidaryzmem" lekarzy. Jeszcze na Oddziale, po operacji stwierdzono " o co chodzi? "My tu życie ratujemy, a nie jakieś kariery aktorskie!". Niby racja! Ale z czyjego punktu widzenia?

Podjęcie jakichkolwiek działań wymaga znajomości prawa. Obecnie nie stać mnie na wynajęcie adwokata. Straciłem możliwość podjęcia zadań zawodowych i, tym samym, dorobienia do emerytury. Dlatego też liczę na Wasza, Koleżanki i Koledzy, pomoc w uzyskaniu porady prawnej od kancelarii Prawnej zajmującej się sprawami naszego Związku. Chodzi głównie o pisemną wykładnię: przypadek - skutki prawne i jakiś plan postępowania. Ogromną pomocą dla mnie byłoby też wsparcie Związku w doprowadzeniu do medialnego nagłośnienia sprawy - aktora, członka ZASP-u.

I o takie wsparcie zdecydowałem się Was, koleżanki i Koledzy prosić.

Andrzej Grąziewicz