Inspiruj±ce zdarzenia

Organizatorzy tegorocznej XI edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Zdarzenia im. Józefa Szajny w Tczewie zaskoczyli widzów rekordow± liczb± spektakli i instalacji. Pewien niedosyt pozostawił jedynie brak przyznania Grand Prix - specjalnie dla e-teatru pisze Katarzyna Olczak.

«Festiwal "Zdarzenia", chociaż to jedenasta już edycja, nadal cieszy się niesłabnącą popularnością. I tym razem tczewska (i nie tylko!) publiczność dopisała. "[] nie ma widza bez widowiska odgrywanego przez aktorów, nie ma aktora bez widzów. Dopiero razem widzowie i aktorzy tworzą teatr, dopiero widownia wypełniona przez publiczność i scena brzmiąca głosami, rozchwiana ruchami grającego zespołu - widownia i scena razem - tworzą teatr." - pisał w tekście "Wy i Oni" Tymon Terlecki, nestor krytyki teatralnej i literackiej. I chociaż napisał te słowa ponad pół wieku temu, to relacja widz-aktor nadal pozostała niezmieniona. Ludzie wciąż tak samo potrzebują teatru, który jest nie tylko grą

Zaciemnione podwórko, chłód pierwszych jesiennych, chociaż to dopiero początek września, wieczorów. Kilka reflektorów i okien mrugających ciepłym, żółtym światłem. Na małej, ograniczonej powierzchni tłoczą się dziesiątki ludzi. Po co tu przyszli?

Z bramy wyłania się wielki wóz. Ciągnie go mężczyzna (Mateusz Tymura z Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku - zwycięzca nagrody specjalnej, czyli wyjazdu na festiwal teatralny do Rzymu - właśnie z "Małą pasją, czyli historią o psie Pana Jezusa") ubrany w długi płaszcz (a może to już zimowy kożuch?). Proste słowa, które wypowiada cicho i nieśmiało wydają się być znajome. "Chłopi". Reymont. Historia o Panu Jezusie i jego psie. Proste, ale chwyta za serce. Pomimo niespodziewanych zupełnie sytuacji, jak na przykład bardzo żywo reagujący mieszkańcy nadający koloryt temu sennemu, wręcz wyśnionemu miastu. Na parapecie kot. Spogląda na zapatrzone, zasłuchane, zaczarowane twarze widzów. Pierwszy dzień festiwalu. Pierwsze spektakle. Miejsca. Wybrane nieprzypadkowo. Doskonale korespondujące z treścią przedstawień i instalacji, które pojawiały się w miejskiej przestrzeni niemal jednocześnie ze spektaklami odgrywanymi na scenach Centrum Kultury i Sztuki, w garażach byłej Straży Pożarnej czy starym ceglanym budynku Szkoły Podstawowej.

Jury najbardziej ujęły dwa spektakle: "PIF PAF" (oparty na głównym motywie "W małym dworku" Stanisława Ignacego Witkiewicza) przygotowany i wystawiony przez studentki Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku: Katarzynę Grajlich i Darię Brudnias, który był przykładem czystej witkacowskiej formy oraz "Jak początek umierania" Małgorzaty Kazińskiej (oparty na tekstach piosenek Katarzyny Nosowskiej), którym przyznano ex aequo I Nagrodę.

Zabrakło natomiast głównego zwycięzcy festiwalu - laureata Grand Prix. Członkowie jury uznali, że żadne z wydarzeń nie odbiegało od innych tak dalece, aby zasłużyć na główną nagrodę. Jednak zgodność werdyktów: publiczności, biura festiwalowego i Fabia Omodei z Teatru Roma nie była przypadkowa. Jednogłośnie przyznali oni swoje wyróżnienia Mateuszowi Tymurze. "Prosta historia" studenta lalkarstwa (które zdominowało tegoroczny festiwal) była ujmującą opowieścią inspirowaną "Małym Księciem" Antoine'a de Saint-Exupéry'ego.

Instalacje pojawiały się dosłownie wszędzie. Nie obce im były nawet budki telefoniczne. W jednej z nich znalazła się wyróżniona przez jury konkursu, którego przewodniczącym był Sławomir Witkowski (prodziekan wydziału Grafiki ASP w Gdańsku), praca Justyny Strąk z ASP we Wrocławiu - "Spowiedź telefoniczna". Autorka zamieniła miejsce, coraz rzadziej przez nas używane z racji wszechobecnej telefonii komórkowej, w konfesjonał. Zwycięski zaś projekt "[]" autorstwa Cezarego Koczwarskiego z ASP w Warszawie przemienił fasady starych budynków w poruszaną różnorodnymi elementami żywą strukturę zmieniających się obrazów, ludzi czy form geometrycznych. Wszystko to skupiało dosyć mocno uwagę widzów na trzech, zagospodarowanych niezależnie od siebie, a jednocześnie tworzących wspólną całość, ścianach starego budynku. Doskonale zagrała również w miejskiej przestrzeni Tczewa instalacja "przy-STAŃ" Marii Jankowskiej i Anny Siwik z Uniwersytetu Sztuki w Poznaniu. Za pomocą muzyki, wyświetlanych na trawie projekcji, a także grze świateł i unoszących się nad Wisłą zapalonych lampionów sprawiły one, że zebrana publiczność mogła na chwilę znaleźć się w innym zupełnie czasie i rzeczywistości. Nierzadko zdarzyło się, że ta czy inna osoba pozwoliła ponieść się muzyce, dzięki czemu przystań zamieniła się w scenę tańczących par.

Mimo wszystko, to pesymizm, brak dyscypliny i chęć opowiedzenia zbyt wiele na raz, stały się głównymi zarzutami jury stawianymi młodym artystom, którzy zaprezentowali swoje teatralne projekty podczas tegorocznego festiwalu. I rzeczywiście obok anoreksji, nieszczęśliwej miłości, dzieciobójstwa czy nękanego różnymi obsesjami i wizjami człowieka pojawił się poruszany coraz częściej w mediach temat wychowywania dzieci przez pary homoseksualne (bardzo dobrze zagrane, pomimo prostej scenografii "Beztlenowce" Ingmara Villqist'a przygotowane przez słowackich studentów z Akademii Sztuki w Bańskiej Bystrzycy).

Po raz pierwszy pojawiły się Nocne Rozmowy, w których uczestniczyli jurorzy, występujący artyści oraz widzowie, skłaniały - mimo późnej pory (często dopiero po 23.00) - do poważnych analiz i dyskusji na temat wystawionych sztuk. Krytyka. Ale konstruktywna, i to ze strony fachowców, bo wśród nich znaleźli się przecież doświadczeni wykładowcy, reżyserzy czy aktorzy, jak Jerzy Radziwiłowicz - przewodniczący tegorocznego jury teatralnego.

Ponadto tczewskie sceny zapełnili spektaklami pozakonkursowymi: Szwajcarzy, Węgrzy, Włosi - ze "Złymi ludźmi w Guantanamo", spektaklem, którego ambasada USA zabroniła wystawiać we Włoszech ze względu na sposób przedstawienia skandalicznego wręcz traktowania torturowanych przez żołnierzy amerykańskich (za przyzwoleniem ich przełożonych) irańskich i pakistańskich więźniów - oraz Hiszpanie z rewelacyjną, animowaną historią "Cuttlas, anatomia rewolwerowca". Ostatnie z wymienionych przedstawień zaskakiwało prostotą wykorzystywanej techniki - poruszanymi przez artystów stelażami-"konturami' - w połączeniu z profesjonalizmem wykonania i porażającym wręcz efektem oglądanej na żywo czarno-białej animacji opatrzonej zabawnymi.

Dyrektor artystyczna festiwalu, Halina Kasjaniuk, że każdego roku mówi sobie: "To już ostatni raz kiedy przygotowujemy ten festiwal, ale kiedy widzę te uśmiechnięte twarze, to za każdym razem łamię tę obietnicę".

Miejmy zatem nadzieję, że jeszcze nie raz usłyszymy o tczewskim festiwalu, który w tym roku nie pozwolił usiedzieć na miejscu nawet kilku minut i z niesłabnącą ochotą kazał biegać widzom na łącznie ponad 40: spektakli, wystaw, instalacji i projekcji.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego